Trudno o zyski z filmów w internecie
Na dostarczaniu treści audiowizualnych przez internet nikt nie zarabia. Wśród internautów przeważają zwolennicy darmowych treści - zgadzali się uczestnicy debaty w redakcji DGP
Ze względu na opóźnienia w uruchamianiu cyfrowej telewizji naziemnej rynek telewizji płatnej sięgnął 73 proc. gospodarstw domowych w Polsce. W 2012 r. firma PwC przewidywała dalszy wzrost zasięgu płatnej telewizji do 90 proc. gospodarstw domowych, ale w bieżącym roku PwC mówi nie tylko o końcu wzrostu tego rynku, ale i o tendencji przeciwnej - w najbliższych latach ten rynek będzie się kurczył. Od dwóch lat nadawcy telewizyjni doświadczają kryzysu. W 2012 r. rynek reklamy telewizyjnej skurczył się o 300 mln zł. Wiele wskazuje na to, że w 2013 r. tendencja spadkowa się utrzyma.
- Do tej pory ten rynek reklamy był dzielony na czterech głównych nadawców TVP 1, TVP 2, TVN i Polsat. W 2013 r. za sprawą cyfrowej telewizji naziemnej będzie dzielony na ponad 20 nadawców. Dokąd to nas doprowadzi? - pytał Andrzej Zarębski, medioznawca. - Zmaleją budżety na produkcje filmowe o wysokiej jakości, ale także na seriale i inne filmy. Rodzi to jednak nowe możliwości dla rozwoju płatnych kanałów audio i wideo - dodał.
- Znane są w Polsce przypadki, że oficjalna premiera produkcji filmowej miała miejsce w Internecie i wyprzedziła Płatną premierę kinową. Producenci obawiają się, że umieszczenie filmu w kanale VoD (video on demand) oznacza utratę nad nim kontroli i udostępnienie filmu piratom - zauważył Jacek Terlicki, zastępca dyrektora TVP Technologie w Telewizji Polskiej. - Na ogół do internetu filmy trafiają na samym końcu - po projekcji w kinach i sprzedaży w innych kanałach dystrybucji - ocenił.
Model francuski
W innych krajach, np. we Francji, produkcje filmowe najpierw trafiają do kina, potem do komercyjnych kanałów - płatnej telewizji (pay TV), punktów rozpowszechniania filmów w formacie DVD. Goszczą tam średnio przez 12 miesięcy. W końcu trafiają do ogólnodostępnych kanałów telewizyjnych i do kanałów VoD dostępnych dla subskrybentów S-VoD lub dla widzów płacących za jednorazową projekcję T-VoD (transactional VoD) bądź do A-VoD (advertised VoD), zarabiających na wyświetlaniu reklam w trakcie darmowej projekcji.
- Cykl eksploatacji filmu jest ściśle związany z etapami jego udostępniania w różnych kanałach przekazu - mówił Dominique Lesage, dyrektor ds. kontentu w Orange Polska.
W Polsce nie ma, jego zdaniem, reguł eksploatacji filmu, które wynikałyby z prawnie określonych etapów jego udostępniania.
- To rynek narzuca reguły eksploatacji, co daje uprzywilejowaną pozycję dystrybutorom - zaznaczył D. Lesage. - To nie przeszkadza Orange jako koproducentowi filmów uzyskać prawo do pierwszeństwa - ekskluzywnego udostępniania, czyli na wyłączność, określonych pozycji filmowych w VoD i w mobilnej Telewizji Tu i Tam. To tłumaczy, dlaczego Orange angażuje się w koprodukcje filmowe. W ciągu 6 lat Orange uzyskał prawo do udostępnienia w VoD na wyłączność ok. 30 filmów - mówił.
We Francji toczy się obecnie dyskusja o potrzebie takiej nowelizacji przepisów, która umożliwiłaby natychmiastowe udostępnianie pewnych filmów w internecie (kanały VoD). Dlaczego?
- Wiele filmów nie ma szans na sukces kinowy - wśród nich są nawet filmy skądinąd dobre, np. nagradzane na konkursach filmowych. Z kolei są takie obszary geograficzne, które cierpią na niedostatek sal kinowych i tam warto byłoby udostępniać filmy od razu w internecie - podkreślił D. Lesage.
Przykład amerykański
Netflix, największa platforma VOD w USA, prowadzi dochodowy biznes. Netflix ma obecnie 29 mln abonentów w USA, czyli więcej niż telewizja HBO, a w całym świecie łącznie 36 mln abonentów.
- Netflix to powód bólu głowy dla operatorów internetowych, bo zapycha sieć na skutek ogromnej liczby transferów ciężkich plików, czyli filmów jakości HD - zauważył A. Zarębski.
Praktyki Netflixa wywołały w USA dyskusje o neutralności sieci. Czy operatorzy sieci mają prawo filtrować ruch sieciowy i ingerować w ten ruch? Właśnie kształtuje się linia orzecznicza w tym zakresie, np. w Holandii zabroniono operatorom internetu dokonywać interwencji w przepływy sieciowe.
- Zjawisko zapychania sieci zależy od tego, czy mamy do czynienia z filmem jakości HD, czy SD, a także od tego, czy stosujemy strumieniowy (streaming) i ładunkowy (downloading) model ściągania plików z sieci. Nie bez znaczenia jest też model monetyzacji ściąganych treści - zauważył D. Lesage. - W USA użytkownicy kanałów VoD mogą ściągać interesujące ich produkcje przez internet lub zażyczyć sobie dowiezienie ich do domu na płycie - dodał.
Dlaczego biznes mający za podstawę VoD rozwija się w USA, a w Polsce nikt w ten sposób nie zarabia?
- W USA operatorzy kablowi z tytułu reemisji płacą około 0,5 proc. swoich przychodów na organizacje zbiorowego zarządzania za prawa autorskie. W Polsce roszczenia o odprowadzenie tego rodzaju opłat opiewają na 4 proc. przychodów. Oznacza to, że w USA wbrew pozorom prawa autorskie nie są drogie, zwłaszcza w porównaniu do rynków europejskich - tłumaczył Karol Kuch, radca prawny, partner w kancelarii GWW Woźny i Wspólnicy.
Nie wszystko wolno
Netflix obawia się wchodzić do Polski ze względu na skalę piractwa wymierzonego w prawo autorskie.
- 57 proc. użytkowników internetu w Polsce to tzw. otwartyści, którzy uważają, że w sieci wszystko powinno być za darmo. Jedynie 10 proc. przyznaje, że płaci za treści pozyskiwane z internetu - jak wynika z badań, miesięcznie średnio 24 zł - wskazał D. Lesage. - W Polsce myślenie konsumenckie wciąż nie sięga drugiego stopnia, czyli płacę za treści w internecie tak samo jak za rzeczy kupowane w realu - stwierdził.
Z kolei K. Kuch przypomniał, że Polska ma jedyny taki system, w którym za niezgodne z prawem autorskim użytkowanie utworu można zapłacić trzykrotność przeciętnego wynagrodzenia.
- Jest to bardzo drastyczna sankcja - podkreślił K. Kuch.
Cóż z tego, skoro praktyka rządzi się swoimi prawami.
- W Polsce samo posiadanie pirackiej kopii utworu nie jest karalne, a w USA jest karalne i to jest istotna różnica. U nas serwisy typu "umieść i udostępnij" (drop and share), np. Chomikuj.pl, które są platformami utrzymywania i dzielenia się często ukradzionymi utworami, nie są niepokojone przez stróżów prawa, a w USA nie mają już pola do zaistnienia - mówił Jacek Terlicki, zastępca dyrektora TVP Technologie w Telewizji Polskiej.
- Ściąganie z internetu to czynność głęboko prywatna, a to oznacza, że trudno ją kontrolować. Z drugiej strony internauta stojący przed możliwością ściągnięcia interesującego go utworu nie myśli o honorariach należnych jego autorowi. Dochodzi do kolizji dwóch fundamentalnych wartości - wolności i własności. Ta pierwsza wymaga zasad, które warunkują możliwość jej realizacji, a druga wymaga ochrony - analizował K. Kuch.
- Efektem dyskusji o ochronie praw autorskich jest rozwój świadomości granic, z jakimi musi się liczyć każdy człowiek w swojej wolności. Dane z Francji i Niemiec potwierdzają, że taka zależność występuje - debaty, nauczanie, przypominanie i napominanie przynoszą wymierne efekty w postaci spadku liczby osób uprawiających kradzież własności intelektualnej. Tłumaczenie lepiej działa w tym zakresie niż kary i zaostrzanie kar - przekonywał z kolei D. Lesage.
Zysk do podziału
Uczestnicy debaty zgadzali się, że nowe ujęcie prawa autorskiego powinno ze szczególną troską chronić utwory w okresie ich największej ekonomicznej wartości z całego cyklu ich życia.
- Utwór, który w ekskluzywnym okresie największej swojej wartości ekonomicznej nie zarobił na siebie, nie ma szans na drugie życie. Dlatego powinien podlegać stanowczej ochronie, a później ochrona ta powinna być zdecydowanie mniej ostra - podkreślił K. Kuch.
Prawo wyraźnie nie nadąża za rozwojem technologii i rynku. Z drugiej strony trudno jest wypracować nowe ujęcie tradycyjnych zasad.
- Pojęcie "dozwolonego użytku", czyli oglądania filmów w gronie rodziny i przyjaciół, straciło dziś swoją pierwotną jednoznaczność w dobie serwisów społecznościowych - zauważył A. Zarębski.
Rozwój technologii, który kreuje nowe sposoby obrotu utworami, jednocześnie ogranicza ich wartość. Świadczy o tym fakt, że usługa VoD jest dziś obecna u wszystkich chyba operatorów, ale nikomu nie przynosi oczekiwanych profitów.
- Polska jest jednym z tych krajów, w którym ogólnodostępne kanały TV puszczają najwięcej produkcji filmowych. 7 tys. filmów jest udostępnianych miesięcznie w 200 polskojęzycznych kanałach telewizyjnych. To ogromna liczba. Drugim problemem jest znaczna skala piractwa. Trzecim - relacje między operatorami, dystrybutorami a właścicielami praw autorskich. Istotną kwestią są modele rozliczeń. Za prawa do pokazania amerykańskiego hitu w VoD operator musi zapłacić 20-30 tys. euro - analizował D. Lesage. - Jak tylko liczba widzów przekroczy poziom pokrywający te koszty, wtedy powstaje zysk, którym można się dzielić. Na razie jednak, przynajmniej w Polsce, to się nie zdarza - dodał.
Bez konsolidacji
Na razie wśród modeli biznesowych sprzedaży utworów on-line na znaczeniu zyskuje S-VoD (model subskrypcyjny).
- Dotychczasowi operatorzy zaczynają stawiać pierwsze kroki na drodze produkcji filmowych - przechodzą z funkcji dystrybutora do funkcji producenta, np. Netflix już ma własne seriale, które cieszą się dużym powodzeniem, podobnie Amazon czy Google, który promuje nowe formaty kanałów i programów telewizyjnych - płatne lub finansowane z reklam - wskazywał D. Lesage. - Byłoby dobrze, gdyby doszło na rynku polskim do konsolidacji, tak by dziesiątki kanałów zastąpiono kilkoma mocnymi, wielotematycznymi platformami - zaznaczył.
Jednak zdaniem A. Zarębskiego nie ma szans na taką konsolidacją.
- Na całym świecie jest 50 mln odbiorców, którzy rozumieją język polski. Czy można w Internecie stworzyć płatną i z reklamami platformę z polską twórczością, która udostępniałaby produkcje TVP, TVN, Polsatu itd.? Niestety, podmioty, które ze sobą konkurują, nie wyobrażają sobie wspólnej obecności na takiej platformie - mówił A. Zarębski.
Efektem dyskusji o ochronie praw autorskich jest rozwój świadomości granic, z jakimi musi się liczyć każdy człowiek w swojej wolności
@RY1@i02/2013/116/i02.2013.116.00000100c.806.jpg@RY2@
Dominique Lesage, dyrektor ds. kontentu w Orange Polska
@RY1@i02/2013/116/i02.2013.116.00000100c.807.jpg@RY2@
Andrzej Zarębski, prezes spółki Andrzej Zarębski i Wspólnicy
@RY1@i02/2013/116/i02.2013.116.00000100c.808.jpg@RY2@
Karol Kuch, radca prawny, partner w kancelarii GWW Woźny i Wspólnicy
@RY1@i02/2013/116/i02.2013.116.00000100c.809.jpg@RY2@
Jacek Terlicki, zastępca dyrektora TVP Technologie w Telewizji Polskiej
Debatę prowadził Marcin Piasecki
wydawca Dziennika Gazety Prawnej
Relację przygotował Krzysztof Polak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu