Emirates znają już nie tylko kibice
Maciej Pyrka zapewnił arabskiej linii mocne wejście do Polski
Dzień w dzień linia przewozi z Warszawy do Dubaju prawie 300 osób. Choć od jej debiutu w Polsce nie minęło jeszcze pół roku, żeby sprostać potrzebom, Emirates były zmuszone czasowo skierować na połączenie z Polską większe boeingi 777 zamiast airbusów 330-200. Maciej Pyrka, szef polskiego oddziału, zapewnia, że wszystko idzie zgodnie z planem.
Jeszcze rok temu linie Emirates były znane w Polsce głównie kibicom kilku europejskich piłkarskich klubów, mających na koszulkach logo przewoźnika. Mocne wejście do naszego kraju kosztowało słono, ale szef polskiego oddziału Emirates zapewnia, że pieniędzy nie wyrzucono w błoto. - Nie mogę mówić o wydanych kwotach, ale zapewniam, że nawet w tak dobrze prosperującej linii każdy dolar, zanim zostanie wydany, jest oglądany cztery razy, a każdy wydatek ma jasno określony poziom zwrotu - deklaruje Maciej Pyrka.
Wśród jego kolegów z branży próżno szukać takiego, który by mu nie zazdrościł. - Emirates to najbardziej pożądany pracodawca w branży lotniczej, bo to światowy lider, jeśli chodzi o ekspansję. W takiej firmie menedżer koncentruje się na rozwoju biznesu, a nie na optymalizacji kosztów - mówi jeden z nich.
Jednak dla Macieja Pyrki najbardziej wartościowe jest podejście linii do standardów obsługi pasażerów, których najlepszą ilustracją są limuzyny wożące podróżujących w klasach biznes i pierwszej. - To jest największa frajda dla handlowca z krwi i kości takiego jak ja - przyznaje.
Jego cała kariera zawodowa jest związana właśnie ze sprzedażą. Swoją przygodę z lotnictwem zaczynał w call center w British Airways. Tam wspinał się na kolejne szczeble kariery, aż doszedł do miejsca, w którym w Polsce było dla niego za ciasno.
Stanął przed wyborem: kontynuować karierę w BA, ale za granicą, lub pozostać w kraju i zmienić pracę. Wybrał drugą opcję ze względu na rodzinę. - Jego największym hobby są synowie - trzyletni i dziewiętnastoletni - mówi jeden z jego znajomych. Sam Pyrka żartuje, że obydwaj, mimo różnicy wieku, wymagają równie dużo uwagi.
Ze starszym synem dzieli swoje pasje. - Jestem zdeklarowanym sportowcem, więc w wolnych chwilach, które są niestety rzadkie, staram się jak najwięcej biegać, pływać i jeździć na rowerze - wyznaje. Przynajmniej dwa razy w roku wyjeżdża na narty, a latem na żagle. Ma też ulubione miejsca. Żagle to Chorwacja, narty - Włochy.
Gdy zrezygnował z BA, przeszedł do LOT-u, by pokierować działem sprzedaży międzynarodowej. - To była niesamowita przygoda. Wszystko, czego nauczyłem się w tzw. polu, udało mi się przełożyć na strategiczne zarządzanie sprzedażą - wspomina Pyrka. Tyle że to był LOT, czyli ciągłe ograniczenia powodowane wielkością linii, a przede wszystkim jej sytuacją finansową.
Gdy pojawiła się szansa pracy w Emirates, nie wahał się ani chwili. - To była naturalna kontynuacja mojego rozwoju zawodowego - podkreśla. Jak tysiące kandydatów zarejestrował się na stronie internetowej przewoźnika, wskazując stanowisko, którym był zainteresowany. Mierzył wysoko, a długo milczący telefon nie wróżył dobrze. Jednak odezwali się do niego w końcu po dwóch miesiącach, a po kolejnych dwóch wypełnionych testami i rozmowami dostał etat.
Nie chce zdradzić, jak dużo zarabia, ale wyznaje, że nie są to bajońskie kwoty. - Na pewno nie zarabiam tyle, ile prezes spółki giełdowej, ale nie tylko dla wynagrodzenia pracuję w tej firmie - mówi.
Dodatkową gratyfikacją jest rozległy pakiet socjalny. Choćby bilety pracownicze, które otwierają przez nim i jego rodziną na oścież cały świat.
@RY1@i02/2013/074/i02.2013.074.00000160a.803.jpg@RY2@
materiały prasowe
Pyrka nie musi się koncentrować na optymalizacji kosztów
Cezary Pytlos
Sylwetki innych znanych przedsiębiorców
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu