Salony zastąpiły bazarowe stragany
W latach 80. Polacy ubierali się przede wszystkim na bazarach. Dziś polska klasa średnia chce kupować modną odzież, i to w komfortowych warunkach
W 1991 r., jak wynika z danych GUS, przeciętny Polak wydawał na odzież i obuwie około 10 zł miesięcznie, dziś wydaje 51,8 zł, co stanowi 8,1 proc. ogółu jego wydatków. Odzież i obuwie zajmują obecnie trzecią co do wielkości pozycję w koszyku zakupowym polskiej rodziny, ustępując jedynie wydatkom na żywność, mieszkanie i transport.
Polacy chcą się ubierać coraz lepiej i niż żałują na to pieniędzy. Dowodem na to są rosnące na ten cel wydatki. Firma badawcza PMR szacuje bowiem, że wartość krajowego rynku odzieży i obuwia wynosząca w 2012 r. 27,7 mld zł co roku wzrasta o 1 do 3,6 proc. To znacznie szybciej niż w innych krajach Unii Europejskiej. W 2013 r., według prognoz PMR, może sięgnąć 28,7 mld zł.
Socjologowie uzasadniają to znaczącym przewartościowaniem znaczenia tego, w co się na co dzień ubieramy. Znaczenia nabrało podążanie za światową modą i trendami, co dziś jest o wiele łatwiejsze niż kiedyś, ponieważ w Polsce obecne jest już 68 proc. najważniejszych luksusowych brandów odzieżowych i większość liczących się europejskich firm handlujących markową odzieżą.
Otwarty pod koniec lat 80. pierwszy salon z męską odzieżą Hugo Boss budził zdziwienie. Teraz zastanawia brak sklepu tej czy innej marki znanej z ulic Londynu czy Paryża.
Przełomem, jeśli chodzi o podaż markowej odzieży, było otwarcie pierwszego centrum handlowego w 1994 r., a potem następnych i coraz większych, z nawet kilkuset sklepami zapełniającymi galerie handlowe. Oczywiście prym wiodą tu największe centra handlowe w dużych aglomeracjach, gdzie nie może zabraknąć takich marek jak Hennes & Mauritz (H&M), KappAhl , Bershka, Oysho, Stradivarius oraz Zara czy Camaieu. A tę listę uzupełniają produkty z wyższej półki cenowej - Benetton, Sisley, Jacpot i Cottonfield, Mexx. Liczebnie nie ustępują im krajowe marki odzieżowe: Reserved, Cropp, House, Deni Cler, Simple, Top Secret, Tatuum.
Wiele wzorów odzieży niemal prosto z wybiegów trafia nie tylko do specjalistycznych sieci, ale też na półki hiper- i supermarketów oraz dyskontów, i to zwykle w znacznie bardziej przystępnych cenach.
To, że tak wiele marek znalazło dla siebie miejsce na rynku, a najwięksi - tacy jak firma LPP, właściciel m.in. marki Reserved, generują roczne obroty rzędu miliarda złotych, to przede wszystkim efekt nie tylko rosnącej liczby osób bogatych, których jest według firmy doradczej KPMG 750 tys., ale również osób aspirujących do zamożności, bywalców galerii handlowych zarabiających między 3,7 a 7,1 tys. zł miesięcznie, których liczebność sięga już 2 mln. I w ciągu najbliższych paru lat może wzrosnąć do 2,2 mln.
- W sytuacji ograniczonych zasobów finansowych klienci wybierają znane marki, które gwarantują im ubrania zgodne z aktualnymi trendami w modzie oraz dobry stosunek jakości do ceny. Są to również firmy, których sklepy obecne są w najlepszych centrach handlowych cieszących się większym zainteresowaniem klientów niż te mniej prestiżowe - mówi Patrycja Nalepa, starszy analityk handlu detalicznego z firmy PMR.
To, jak Polacy się noszą, to nie tylko efekt rosnącej zamożności i dostępności modnej odzieży, ale też niezwykle szybkiego i bezpośredniego przepływu informacji i wzorców z Europy Zachodniej i USA, dzięki telewizji, internetowi i powszechnej niemal dostępności podróży po całym świecie.
DS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu