Kosztowne szczęście komisarza Almunii
Szczęśliwy komisarz Unii Europejskiej? To właściwie niemożliwe - chyba że mowa o zadowoleniu z końca kryzysowego roku. Ale tuż przed sylwestrem swoim szczęściem pochwalił się Joaquin Almunia, unijny komisarz ds. konkurencji. Co też go tak ucieszyło? - Jestem szczęśliwy, że wreszcie mogę zaakceptować plan uporządkowania sytuacji banku Dexia - zadeklarował w miniony piątek.
Komisja Europejska musi zatwierdzać plany pomocy publicznej, jakiej poszczególni członkowie UE chcą udzielić działającym u nich firmom. Dotyczy to oczywiście również pomocy dla banków, a takich przypadków w minionych czterech latach nie brakowało. Zaś sprawa Dexii to jeden z najdłuższych seriali pomocowych, do których scenariusz pisali i kryzys, i sam bank, i oczywiście politycy.
Francusko-belgijski bank u progu kryzysu należał do europejskich gigantów. Jego akcje były notowane na giełdzie (i są nadal, tyle że za ułamek przedkryzysowej wartości). Jego menedżerom udało się zbudować wielką grupę, w której był np. duży turecki bank detaliczny. Główna działalność polegała nie na konkurowaniu z typowymi bankami komercyjnymi, ale na wspieraniu sektora publicznego - był to największy europejski pożyczkodawca dla sektora samorządowego.
I był to równocześnie jeden z pierwszych europejskich banków, które znalazły się w tarapatach po upadku banku Lehman Brothers. Jedna ze spółek zależnych Dexii poniosła duże straty na amerykańskim rynku obligacji komunalnych. Na to nałożyło się duże zaangażowanie w niemiecko-irlandzki bank Depfa. Efekt? Inne banki nie chciały udzielać Dexii pożyczek, z pomocą musiał przyjść rząd. I to niejeden - zaangażować się musiały wspólnie władze Belgii i Francji. Jeszcze przed końcem 2008 r. dokapitalizowały swój wspólny bank kwotą kilku miliardów euro, ale w 2011 r. musiały dać jeszcze Dexii gwarancje w kwocie kilkudziesięciu miliardów euro. Ostatnie dokapitalizowanie miało miejsce zaledwie kilka tygodni temu. Wartość: 5,5 mld euro.
Czy akceptacja pomocy publicznej ze strony Brukseli oznacza, że wszyscy mogą odetchnąć? Poza komisarzem Almunią - niekoniecznie. Władze Dexii muszą nadal prowadzić program dezinwestycji, czyli wyprzedawania kolejnych spółek zależnych. Wspomniany turecki bank kilka miesięcy temu kupili od Dexii Rosjanie ze Sbierbanku. Nabywcy na spółkę córkę w Luksemburgu znaleźli się w Katarze. Był też niewielki bank w Polsce - kupiony przez grupę Leszka Czarneckiego.
Teraz warunkiem zgody UE na państwową pomoc jest zaprzestanie wszelkiej współpracy z należącym niegdyś do Dexii belgijskim bankiem detalicznym Belfius (pod koniec 2011 r. znacjonalizowanym przez Belgię), a francuska spółka zajmująca się finansowaniem inwestycji komunalnych stanie się częścią nowego funduszu rozwojowego. Wyprzedaż będzie więc trwać w najlepsze.
A francuskim i belgijskim podatnikom Dexia będzie pewnie kołatała się w pamięci, dopóki nie zostaną spłacone wszystkie obligacje, które trzeba było wypuścić, żeby zdobyć pieniądze na dokapitalizowanie niegdysiejszego wzorca europejskich finansów.
@RY1@i02/2013/001/i02.2013.001.00000060d.802.jpg@RY2@
Łukasz Wilkowicz, zastępca kierownika działu branże i firmy
Łukasz Wilkowicz
zastępca kierownika działu branże i firmy
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu