Tłumacze gotowi od zaraz
Firma zaczynała od kilkunastu tłumaczy, dziś ma ich w bazie ponad 100. Dochody rosną o 20 proc. miesięcznie. W tym tygodniu TurboTłumaczenia startują na francuskim rynku
Pierwsi klienci pojawili się już kilkanaście minut po otworzeniu serwisu. Pomysł był prosty: ekspresowe tłumaczenia online 24 godziny na dobę i 7 dni w tygodniu dzięki platformie, która łączy tłumaczy z klientami szukającymi szybkiego przekładu z lub na angielski, francuski czy niemiecki.
Projekt TurboTłumaczenia.pl wziął się z potrzeby. Dwóch mieszkańców Krakowa prowadzących biznes internetowy miało dość zajmowania się pisaniem tekstów na swoją stronę w języku angielskim, gdyż zajmowało im to o wiele więcej czasu niż pisanie ich po polsku. A ponieważ mieli trudności ze znalezieniem biura tłumaczeń, które by było dostępne w każdym momencie, sami stworzyli platformę łączącą tłumaczy z klientami. Szybko okazało się, że jest zapotrzebowanie na takie usługi. - Postanowili oddać projekt w dobre ręce, bo sami nie mieli czasu, aby go rozwijać. Razem z Grzegorzem Miklaszewskim, który jest programistą, i Robertem Siemińskim, który odpowiada za stronę administracyjną i wsparcie klientów oraz tłumaczy, zaczęliśmy rozkręcać firmę - mówi 27-letnia Anna Ryś, prezes TurboTłumaczeń. Choć nie myślała wcześniej o pracy na swoim ani o prowadzeniu firmy, to teraz nie wyobraża sobie, że mogłaby pracować u kogoś na etacie.
Z pozyskaniem dobrych tłumaczy nie było problemów. Pocztą pantoflową szybko rozeszły się wieści, że potrzeba ludzi do pracy i w ciągu pierwszych miesięcy zgłosiło się blisko 2 tys. chętnych. Anna Ryś na początku weryfikowała wszystkich sama. Potencjalni współpracownicy dostawali krótki tekst do tłumaczenia, a ona sprawdzała poprawność. - Studiowałam 5 lat za granicą, m.in. w USA, Belgii i UK, więc choć sama nie tłumaczę profesjonalnie, mam wyczucie co do poprawności i formy tekstu - mówi.
Ryzyka nie ma żadnego, bo klient z góry płaci za zlecenie. Niektórzy tłumacze zarabiają po kilka tysięcy złotych miesięcznie. Zajęcie jest wygodne, bo nie ma obowiązku przyjmowania każdego zlecenia. Tekst bierze ten, kto jest akurat wolny. Bywa, że - jeżeli do tłumaczenia trafia krótki e-mail albo wpis na blogu, który ma być przetłumaczony na angielski - ekspert wykonuje swoją pracę w przerwie na kawę. Godziny pracy są nienormowane. Zdarza się, że klient wrzuca tekst o 4 rano, a już na 7 ma gotowe tłumaczenie.
Zlecenia są przeróżne. Duża część klientów to mali i średni przedsiębiorcy, którzy prowadzą korespondencję z zagranicznym partnerem, a nie znają dobrze angielskiego. Gotowe tłumaczenie mają w ciągu pół godziny, przy krótkim tekście płacą np. 5 zł. Niektórzy mają założone swoje konto prepaidowe, które doładowują konkretną kwotą i mogą korzystać w każdym momencie. Po prostu wrzucają tekst do formularza i wysyłają go do wszystkich tłumaczy lub tylko do tych, których oznaczyli jako swoich ulubionych. - Wszystko jest bezpieczne, ponieważ treści nie są publicznie dostępne, a nasi tłumacze podpisują klauzulę poufności - tłumaczy Anna Ryś.
Zdarzają się prośby o tłumaczenie umów, CV, prac dyplomowych, ale i książek. - Jak ktoś chce ekspresowo, w jeden dzień mieć przetłumaczone 40 stron, to pracujemy zespołowo, tzn. tłumacze dostają fragmenty tekstu. Teraz dodaliśmy usługę korekty, więc na końcu tekst czyta native speaker i tworzy z tekstu jedną spójną całość - wyjaśnia Ryś.
- Z naszych usług korzysta ponad 2,5 tys., klientów. Wielu z nich powraca do nas z miesiąca na miesiąc. Zdarzają się tacy, którzy wcześniej sami pisali swoje angielskie teksty, a teraz nie mogą bez nas żyć, bo tak bardzo ułatwiamy im pracę. Jeden z klientów powiedział mi wręcz, że TurboTłumaczenia uzależniają - dodaje Robert Siemiński.
Firma zaczynała od języka angielskiego, teraz w ofercie są też rosyjski, niemiecki, francuski oraz włoski. Indywidualnie realizowane są zlecenia na tłumaczenie np. z chińskiego czy hiszpańskiego. Standardowa cena za stronę tłumaczenia angielsko-polskiego to 34 zł.
Teraz serwis wchodzi na rynek francuski. Powstała profesjonalna strona po francusku, wykupiona została też domena z końcówką "fr", a właściciele firmy stworzyli strategię marketingu online, wykupując reklamy na Facebooku oraz pozycjonowanie w Google’u.
- Z naszych badań wynika, że Polacy wyszukują w Google’u średnio 15 razy częściej polskich niż angielskich fraz związanych z tłumaczeniami, a Francuzi szukają w swoim języku ponad 20 razy częściej - mówi współwłaścicielka TurboTłumaczeń. Przyznaje, że liczy na sukces, bo polska firma oferuje konkurencyjne stawki, a z przeprowadzonego rekonesansu wynika, że we Francji brakuje internetowych biur tłumaczeń.
Dochody firmy rosną, ale natychmiast są inwestowane w rozwój. Biznes powstał jako spółka brytyjska, co ułatwiało prowadzenie księgowości. Gdy inwestorem została firma Innovation Nest, w ramach programu Accelerate, działalność została zarejestrowana w Polsce.
W planach jest wejście na inne rynki - m.in. do Czech. Właścicielom marzy się cały rynek europejski, a następnie globalny. Chcą też poszerzyć usługi o profesjonalną korektę w wybranych językach, i to nie tylko zamawianych u nich tłumaczeń, ale każdego wysłanego przez klienta tekstu. Oczywiście również online i w trybie ekspresowym. Już teraz same korekty czy redakcję tekstów polskich lub angielskich można zamawiać na stronie TurboKorekty.pl.
Anna, Grzegorz i Robert, którzy mają 70 proc. udziału w spółce (30 proc. mają inwestor i pomysłodawcy), mówią wprost: chcemy być liderem na rynku profesjonalnych tłumaczeń online w Europie Środkowo-Wschodniej i co najmniej numerem dwa w Europie Zachodniej, z miesięcznym przychodem na poziomie 1 mln euro w ciągu najbliższych kilku lat.
34 zł to cena za standardową stronę tłumaczenia angielsko-polskiego
@RY1@i02/2014/233/i02.2014.233.000001500.803.jpg@RY2@
Paweł Ułatowski
Firmę utworzyli Robert Siemiński, Anna Ryś i Grzegorz Miklaszewski. Ich cel jest jasny: chcą być liderem na rynku profesjonalnych tłumaczeń online
Klara Klinger
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu