Smartprezes bez biurka
Pasją Brendana Carneya, wiceprezesa Banku Handlowego, jest technologia. Nie tylko pomaga mu w życiu. Opiera na niej również zmiany, jakie wprowadza w placówkach
Czasy wielkich gabinetów prezesów w bankowości powoli odchodzą do lamusa. Ci bardziej nowocześni już jakiś czas temu postawili na pracę w open spasie, żeby być bliżej współpracowników. Znany jest przypadek jednego z prezesów, który postawił sobie obok biurka coś podobnego do stolika barowego, żeby bieżące sprawy załatwiać z ludźmi na stojąco, czyli szybciej.
Nikt nie poszedł chyba jednak tak daleko, jak Brendan Carney, wiceprezes Banku Handlowego, który niedawno zarządził przemeblowanie w tej części centrali banku, która odpowiada za usługi dla klientów indywidualnych. Teraz nie tylko jest tam open space, lecz także nikt nie ma własnego biurka. Oprowadzając po biurze, Carney wprawdzie wskazuje swoje ulubione, ale przychodząc rano do pracy, nie ma gwarancji, że będzie wolne - może je zająć ktoś inny.
Wiceprezes Handlowego to jedyny w zarządzie przedstawiciel inwestora strategicznego - Citigroup. W Citi zaczynał w 2002 r. od Portugalii, później przez niewiele ponad rok odpowiadał za działalność amerykańskiej grupy w Belgii. Gdy w 2012 r. trafił do Polski, plotkowano, że jest specjalistą od zamykania działalności (w Belgii pod koniec 2011 r. Amerykanie sprzedali lokalną filię).
U nas o zamykaniu nie było mowy, za to zmieniło się podejście do rynku detalicznego. Nie jest to już bank dla mas (pod względem liczby rachunków nigdy nie był potentatem, zachowuje jednak pozycję lidera w segmencie kart kredytowych), ale dla zamożniejszych klientów. Zdecydował się też na zmianę charakteru placówek. Postawił na oddziały "smart" - niewielkie placówki najczęściej w centrach handlowych, w których jest mało papieru i obsługi gotówkowej, za to dużo wielkich telewizorów i tabletów.
Technologia to pasja Carneya. Zawodowa, ponieważ na przykład w warszawskiej centrali można podejrzeć, co wyświetla się klientom w smartoddziałach Citi w którymś z krajów Dalekiego Wschodu. Ale też prywatna. - To pomaga w życiu. Krewni mieszkają w Stanach, a dzięki Facebookowi czy Skype’owi mam z nimi kontakt co tydzień. Dziś o wiele łatwiej mieszkać poza swoim krajem niż choćby 10 lat temu - tłumaczy Brendan Carney.
Spodziewa się, że jeszcze pomieszka w naszym kraju. - Typowy kontrakt ekspata w Citi to 3-5 lat. W Portugalii byłem dłużej. Spędziłem tam wraz z rodziną 9 lat, więc mamy też obywatelstwo portugalskie. W Polsce jestem od 2,5 roku. Jesteśmy mniej więcej w połowie transformacji bankowości detalicznej w Polsce, więc mam nadzieję, że druga połowa jeszcze przede mną - mówi. Ze strony właściciela nie powinno być problemu: niedawno Citigroup zapowiedziała wycofanie się z bankowości detalicznej w 11 krajach, m.in. z Czech i Węgier. Ale nie z Polski.
Parę miesięcy temu pojawiło się ryzyko, że Carney będzie musiał zrezygnować wcześniej albo nauczyć się polskiego - Komisja Nadzoru Finansowego zaproponowała bowiem wprowadzenie wymogu, by wszyscy członkowie zarządów w krajowych bankach posługiwali się naszym językiem. Szybko wycofano się jednak z tego pomysłu. Carney po pracy może więc oddawać się swojemu ulubionemu zajęciu. - Wolny czas spędzam z rodziną. Jedna z moich córek świetnie gra w piłkę nożną, ma ksywkę "Stopa". W weekendy jeżdżę z nią na treningi. Druga córka pasjonuje się baletem - mówi.
W banku nikt nie ma swojego biurka. Nawet to wiceprezesa Carneya może zająć ktoś inny
@RY1@i02/2014/216/i02.2014.216.000001600.804.jpg@RY2@
mat. prasowe
Brendan Carney związany jest z Citigroup od 2002 r.
Łukasz Wilkowicz
Sylwetki innych znanych przedsiębiorców
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu