Polskie firmy odkrywają Czarny Ląd
W Afryce doskonale sprzedają się polska pszenica, przetwory i produkty spożywcze oraz aparatura pomiarowa. Kontrahentów raczej nie znajdą firmy handlujące obuwiem, kamieniem, drewnem i metalami
O tym, że eksport jest ważny dla naszej gospodarki, nikogo nie trzeba przekonywać. W pierwszym półroczu wzrósł o 5,4 proc. w porównaniu z tym samym okresem 2013 r. Jak prognozuje zajmująca się ubezpieczaniem kontraktów w międzynarodowej wymianie towarowej Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych (KUKE), sprzedaż zagraniczna w całym bieżącym roku w stosunku do ubiegłego wzrośnie o 8,3 proc. W 2015 r. natomiast, według KUKE, powiększy się o kolejne 11,1 proc.
Kuwejt nad Zambezi
Najbardziej w urzędowych statystykach uderzają dynamicznie rosnące przychody krajowych przedsiębiorstw z eksportu do krajów afrykańskich. Według GUS w pierwszym kwartale br. firmy sprzedały na ten kontynent towary i usługi o wartości 558,5 mln euro, co stanowiło wzrost o 44,1 proc. w stosunku do tego samego okresu ubiegłego roku.
- Analizując dane statystyczne oraz w oparciu o własne doświadczenia, mogę zaryzykować stwierdzenie, że Afryka, szczególnie jej północne regiony, może stać się niebawem nowym Bliskim Wschodem dla polskich przedsiębiorstw pod względem popytu - mówi Radosław Jarema, dyrektor generalny pośredniczącej w rozliczeniach transakcji w handlu zagranicznym firmy Akcenta. - Obecnie między Algierią a na przykład Kuwejtem różnica jest prawie trzykrotna. Ale zauważyliśmy, że od kilkunastu miesięcy obroty naszych klientów z odbiorcami na Czarnym Kontynencie rosną bardzo dynamicznie. Jeszcze rok, dwa lata temu wysyłano tam mniejsze lub większe kwoty w ramach pomocy charytatywnej lub w obrocie egzotycznymi delikatesami. Obecnie są to poważne, liczone w milionach euro, długoterminowe, niejednorazowe kontrakty.
Imponujące procenty
Nie wszystkie towary i usługi sprzedają się jednak w Afryce tak samo. Jak wynika z danych GUS, ogromnym powodzeniem na tamtych rynkach cieszą się polskie produkty rolno-spożywcze. Krajowe przedsiębiorstwa w pierwszym kwartale br. wyeksportowały na Czarny Kontynent ich o 41,5 proc. więcej niż w tym samym okresie ub.r. (głównie z powodu ogromnych kontraktów na dostawy pszenicy do Arabii Saudyjskiej, Egiptu, Maroka, Sudanu, Zimbabwe oraz Ugandy, które łącznie odebrały go niewiele mniej niż Niemcy, największy zagraniczny partner Polski).
Bardzo szybko rośnie również wymiana handlowa w zakresie produktów pochodzenia roślinnego (wzrost o 72 proc.), zwierzęcego (42 proc.), przyrządów kontrolnych i aparatury pomiarowej (50,1 proc.), tłuszczów i olejów (29,2 proc.) oraz przetworów spożywczych (26,1 proc.).
Na pierwszy rzut oka może wręcz porażać wzrost sprzedaży do Afryki polskich dzieł sztuki, przedmiotów kolekcjonerskich i antyków (o 324 proc.). To jednak, jak tłumaczą eksperci, efekt niemal zerowej bazy w 2013 roku. - Wystarczyło, że w br. został sprzedany do Algierii jeden obraz czy mebel, aby wywindować wyniki w tej kategorii do tak kosmicznych wartości - uważa Jan Raczyński, analityk finansowy.
Kałasznikow na śmietniku
Również nie wszystkie kraje są równie dobrym i wiarygodnym partnerem polskich przedsiębiorstw. Największym kontrahentem Polski w Afryce Północnej była w pierwszym kwartale br. Algieria. Eksport do tego kraju wyniósł 122,4 mln euro (504 mln zł) i był porównywalny ze skalą sprzedaży zagranicznej do takich krajów UE jak Irlandia (126,7 mln euro) czy Słowenia (128,9 mln euro). Algieria była jednym z największych odbiorców polskiego mleka, śmietany oraz dętek i kauczuku.
Jednak spośród wszystkich krajów Czarnego Kontynentu największy wzrost sprzedaży zagranicznej w pierwszym kwartale br. odnotowano w wymianie handlowej z Sudanem (o 170,1 proc.), gdzie trafiły ogromne ilości polskiej pszenicy, sporo produktów spożywczych oraz maszyn i aparatury pomiarowej. Intensywnie eksportowano także na rynek marokański (77,5 proc.), tunezyjski (60,8 proc.) oraz egipski (12,4 proc.). Spadki natomiast zanotowano jedynie w wymianie handlowej z Libią (-17,3 proc.), która obecnie ogarnięta jest krwawym i wyniszczającym konfliktem wewnętrznym. - Handel z państwami afrykańskimi może nieść za sobą pewne ryzyko - zauważa Raczyński. - Jednak trzeba pamiętać, że czasowe utrudnienia pojawiają się nawet na terytoriach uznawanych dotąd za bezpieczne, co pokazuje choćby smutny przypadek Ukrainy.
Jednak generalnie kraje afrykańskie pod względem stabilności politycznej i militarnej, zdaniem analityków, są coraz spokojniejsze, czego wyrazem jest choćby dramatyczny spadek eksportu na ten rynek polskiego przemysłu zbrojeniowego. - To już nie te czasy, gdy w Afryce najlepiej sprzedawały się najpierw radzieckie, a potem rosyjskie karabiny Kałasznikow, a potem ich chińskie klony i podróbki - zapewnia Raczyński.
@RY1@i02/2014/184/i02.2014.184.13000060n.803.jpg@RY2@
Polski handel z Afryką
Afrykańskie pułapki
Południowy szlak sprzedaży zagranicznej wytyczył krajowy potentat w produkcji ciągników, firma Ursus, który we wrześniu ub.r. podpisał ze spółką Metals and Engineering Corporation of Adama Agricultural Machinery Industry z Etiopii kontrakt na dostawę trzech tysięcy maszyn o wartości ponad 90 mln dol.
Do inwestycji w Afryce trzeba podchodzić ostrożnie. Jak twierdzą specjaliści, liczą się tam kontakty osobiste, ale również dobra ocena własnych możliwości oraz cierpliwość. Nie odniosą sukcesu firmy, których właściciele zlekceważą zagrożenia wynikające z odmienności kulturowej i stylu prowadzenia biznesu. Obecność na rynku afrykańskim wiąże się z koniecznością posiadania sporych zasobów własnych: ludzkich, finansowych i materialnych. Trzeba dokonać rzetelnej analizy rynkowej pod kątem swojego potencjału i możliwości wybranego rynku w Afryce. Poszczególne kraje są bardzo zróżnicowane wewnętrznie, jak i między sobą.
Drugą pułapką bywa przekonanie o cywilizacyjnym zacofaniu. To prawda, w Afryce jest sporo regionów, w których problemem nadal jest zdobycie pożywienia czy ubrania. Mitem jest jednak przekonanie, że mieszkańcy wszystkich krajów tego kontynentu nie potrafią posługiwać się bardziej zaawansowanymi technicznie narzędziami, urządzeniami elektronicznymi czy na przykład maszynami rolniczymi. W Afryce obecne są już wszystkie największe międzynarodowe koncerny. Polskie firmy stawiają w tym kierunku dopiero pierwsze kroki. Ale przygotowywana właśnie umowa o wolnym handlu między Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi, jak twierdzą eksperci, powinna jeszcze bardziej zintensyfikować (pośrednio) wymianę towarową krajowych eksporterów z odbiorcami na Czarnym Kontynencie.
@RY1@i02/2014/184/i02.2014.184.13000060n.804.jpg@RY2@
Aleksandra Puch
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu