Biznes nie jest wojną
Doświadczenia wojskowe nie zawsze sprawdzają się w cywilu. Gdy niektórzy próbują to robić, Clausewitz przewraca się w grobie
Romanem Polko
Proszę wybaczyć pytanie, ale czy wojskowi czytają książki? Czy tylko im w głowie pompki, strzelanie i musztra?
Mógłby się pan bardzo zdziwić. Zresztą podobnie jak ja kiedyś. Bo ja nie miałem wysokiego zdania o naszych bokserach aż do momentu spotkania Przemysława Salety. On cały czas czytał. I jak go o to spytałem, wyjaśnił, że jego praca polega na ciągłym zbieraniu po głowie, więc musi dbać o stymulację umysłu. Żeby równoważyć te mikrouszkodzenia, których cały czas doświadcza. Podobnie jest z wojskowymi. Wielu czyta, żeby nie stracić kontaktu z normalnym życiem. Znałem świetnych intelektualnie sierżantów. Ale niestety również takich wykładowców, którzy - jak mi się wydaje - od złożenia egzaminu doktorskiego nie przeczytali absolutnie niczego.
A u pana skąd się wzięło to zainteresowanie książkami?
Zaczęło się od "Leadership Lessons of the Navy SEALS" (Ucz się przywództwa od Navy SEALS). Dostałem ją od kolegi w czasie jednego z kursów w Ameryce. Potem spotkałem go w czasie misji KFOR w Kosowie. Tam poznałem wielu ludzi z jednostek specjalnych z różnych krajów. Zobaczyłem, że oni nie mają kłopotu z tym, by doświadczeniem dzielić się z cywilami. Na przykład gen. Anthony Zinni (w latach 1997-2000 szef Centralnego Dowództwa Sił Zbrojnych USA) wydał "Leading the Charge: Leadership Lessons from the Battlefield to the Boardroom" (Lekcje przywództwa. Z pola bitwy na salę konferencyjną). A na polskim rynku nie było wtedy ani jednej książki dla biznesu napisanej przez byłego wojskowego. Pomyślałem, że może warto byłoby to zmienić.
I zaczął pan pisać?
Najpierw zacząłem czytać. Ważne były dla mnie książki Marcusa Buckinghama (znanego też w Polsce autora bestsellerów, m.in. "Po pierwsze, złam wszelkie zasady" - red.). A jeszcze bardziej Jima Collinsa, który napisał "Od dobrego do wielkiego" czy "Wielcy z wyboru". Zwłaszcza Collins cały czas stawia sobie pytanie: dlaczego niektórym uczestnikom rynkowej gry udaje się zwyciężyć? I odpowiada, że to nie jest ani kwestia szczęścia, ani nawet tytanicznej pracy. Tylko wydobycia z ludzi tkwiącego w nich potencjału poprzez odpowiednią kulturę organizacyjną. Zdałem sobie sprawę, że ja przez wiele lat próbowałem robić dokładnie to samo jako dowódca GROM. Zacząłem więc przekładać moje doświadczenia wojskowe na rzeczywistość menedżerską.
Nie pan pierwszy. Od kilku lat wydawnictwa wypuszczają na rynek takie pozycje jak "Sun Tzu dla CEO" albo "Clausewitz w sali konferencyjnej"...
Znam te książki. I nieszczególnie za nimi przepadam. Zwłaszcza gdy te klasyczne i mądre teksty tych wielkich teoretyków wojskowości próbuje się na siłę dopasować do biznesowej rzeczywistości. Sun Tzu i Clausewitz muszą się nieraz w grobie przewracać. W ogóle w przenoszeniu doświadczeń wojskowych do biznesu trzeba być ostrożnym.
Bo biznes nie jest wojną?
Nie jest. Ja nie mam nic przeciwko wojennej retoryce, pod warunkiem że wszyscy zdają sobie sprawę, że to tylko słowa. Moja książka "RozGROMić konkurencję" też nie była bezpośrednim wezwaniem do zniszczenia rywali i opanowania ich części rynku. Bo czasem konkurencji nie opłaca się zniszczyć. A wiele rynków jest wręcz tak skonstruowanych, że jego uczestnicy są skazani na współpracę, np. w telefonii komórkowej.
Prowadzi pan teraz szkolenia dla menedżerów. Jak reagują na pana rady?
Najbardziej interesuje ich kwestia zarządzania ludźmi. Chcą wiedzieć, jak budowałem zespół, jak motywowałem, jak podchodziłem do kwestii dyscypliny.
I nie mówią, że pan miał łatwiej, bo do żołnierza zawsze mógł pan warknąć: "Wykonać rozkaz!".
Trafił pan w sedno. To jest jeden z najczęstszych komentarzy, które pojawiają się na moich wykładach. Tłumaczę, że gdybym tak postępował, to w życiu nie zbudowałbym dobrego, pełnego zaangażowania oddziału i prawdziwego autorytetu.
Bez przesady. Nigdy pan nie kazał żołnierzowi zrobić 20 pompek, ot tak, żeby mu przypomnieć, kto tu rządzi?
(śmiech) Tu wchodzimy w osobny temat sposobów docierania do podwładnych. Faktycznie są tacy żołnierze, do których taki komunikat przemawia. I mam wrażenie, że są również tacy pracownicy.
@RY1@i02/2014/167/i02.2014.167.00000200a.802.jpg@RY2@
Helion
Roman Polko generał dywizji Wojska Polskiego i doktor nauk wojskowych. Był dowódcą jednostki specjalnej GROM, z którą uczestniczył w misjach w Kosowie, Afganistanie i Iraku. Pełnił również funkcję szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. W 2009 r. przeszedł do rezerwy i poświęcił się doradztwu biznesowemu. Opublikował (do spółki z żoną Pauliną Polko) dwie książki na ten temat "RozGROMić konkurencję" (2012) i "Szefologika" (2014)
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu