E-commerce zmienia polski handel
Uczestnicy debaty na temat przyszłości e-commerce zgodnie uznali, że handel elektroniczny w naszym kraju, mimo, że rozwija się bardzo dynamicznie, znajduje się jeszcze na początkowym etapie ewolucji
- To, że całe życie przenosi się do internetu, widać gołym okiem. Dotyczy to również handlu. W niektórych dziedzinach, takich jak sprzedaż muzyki czy AGD, udział elektronicznych kanałów w całkowitej sprzedaży wynosi już kilkadziesiąt procent. Generalnie jednak e-commerce stanowi tylko kilka procent całkowitego obrotu detalicznego. To oznacza, że przed nami jeszcze sporo zmian - powiedział Szymon Midera, wiceprezes Banku Pocztowego.
Zdaniem Marcina Kotlarka, partnera i dyrektora zarządzającego w Boston Consulting Group, firmy, które chcą na tak zmieniającym się rynku przetrwać, muszą na te zmiany reagować. - Z historii znamy przykłady firm, które na pewnym etapie rozwoju nie dostrzegły zmieniających się trendów i na tym straciły. Mogę podać chociażby przykład sieci wypożyczalni wideo Beverly Hills czy producenta telefonów Nokia - stwierdził Kotlarek. Dodał, że znakomitym sposobem na uniknięcie takich błędów jest eksperymentowanie z nowymi produktami i rozwiązaniami. - W ten sposób pojawia się oczywiście ryzyko, że któryś z eksperymentów zakończy się porażką. Jednak sukces innych pozwoli zminimalizować ich znaczenie. Przykładem niech będzie firma Google, która dzięki nowym rozwiązaniom sama kreuje trendy, choć niektóre jej produkty, jak np. Google Plus, okazały się porażką - powiedział przedstawiciel BCG.
Zgodził się z nim Janusz Wojtas z zarządu Poczty Polskiej. - Na całym świecie tradycyjny biznes pocztowy traci 10 proc. w skali roku. Za kilka lat nastąpi koniec tradycyjnego listu. W tym samym czasie biznes związany z e-commerce rośnie o 10 proc. rocznie. Przyszłość takich firm jak Poczta Polska uzależniona jest więc od umiejętności przestawienia biznesu na nowe tory - stwierdził. Natomiast Przemysław Schmidt, członek rady nadzorczej Merlin.pl, powiedział, że rozwój handlu elektronicznego nie musi oznaczać końca tradycyjnego handlu. W znacznym stopniu zmieni się jednak obraz tej branży.
Zmiany trendów zakupowych wśród klientów skutkują koniecznością przystosowania się do nich nie tylko przez handlowców, ale również przez inne podmioty biorące udział w procesie sprzedaży. Mowa na przykład o bankach i instytucjach płatniczych. - Kluczowym elementem rewolucji internetowej jest nieograniczony dostęp do informacji. Są badania, z których wynika, że 19 proc. klientów deklaruje wykorzystanie telefonu w procesie zakupu lub jego planowania. Przejawem tego jest choćby showrooming, czyli oglądanie i sprawdzanie jakości produktu w galerii handlowej, a następnie zakup towaru w sklepie internetowym. Zaoferowanie prostego narzędzia płatniczego, dostępnego w telefonie, może pozwolić na wykorzystanie tego trendu przez podmioty dostarczające rozwiązania płatnicze - uważa Bartosz Ciołkowski, dyrektor generalny polskiego oddziału MasterCarda.
Uczestnicy debaty uważają, że chociaż e-commerce i jego kolejne wcielenie m-commerce, czyli handel w telefonie komórkowym, rozwijają się w polskich warunkach bardzo szybko, napotykają liczne bariery. Jedną z nich jest choćby to, że najwięksi rynkowi gracze nie chcą z różnych powodów przejść do następnego etapu rozwoju. - Występuje tu problem, który można nazwać dylematem oburęczności: ciężko być jednocześnie lewo- i praworęcznym. Polega to na tym, że firma, która czuje się mocna w swoim podstawowym biznesie, nie potrafi rozwijać nowych obszarów. Przykładem takiego podmiotu może być Kodak, który wynalazł przecież fotografię cyfrową. Był jednak skoncentrowany na rozwoju tradycyjnej fotografii i wynalazku nie potrafił przekuć na sukces - stwierdził Kotlarek.
Podobny problem dostrzegł Szymon Midera. - Z naszych obserwacji wynika, że e-commerce to przede wszystkim małe firmy, często jednoosobowe, które realizują kilkanaście zamówień miesięcznie. Duże firmy wciąż mają problem z przestawieniem się na nowy model biznesowy - uważa przedstawiciel Banku Pocztowego. Podkreślono także, że barierą w rozwoju handlu elektronicznego jest standaryzacja form płatności. - W internecie funkcjonuje obecnie wiele metod płatniczych. Uważam, że rola rozwiązań globalnych może być tutaj decydująca. Pragnę zwrócić uwagę, że około połowy sklepów internetowych prowadzi sprzedaż zagraniczną. Narzędzie umożliwiające przyjmowanie płatności z całego świata nabiera więc dla takich podmiotów kluczowego znaczenia - uważa Bartosz Ciołkowski.
Czy zatem nowe formy handlu zdetronizują handel tradycyjny? - Dyskusja na temat wypierania handlu tradycyjnego przez elektroniczny przypomina mi tę na temat końca tradycyjnych oddziałów bankowych, które miały zostać zastąpione przez internetowe serwisy transakcyjne. Dyskusja ta toczy się od lat, a stacjonarne placówki wciąż istnieją - powiedział Szymon Midera. Zdaniem Marcina Karnowskiego, szefa marketingu na Europę Centralną i Wschodnią w Google, sytuacja będzie się różnić w zależności od sektora. - Przecież aplikacje na smartfony można by sprzedawać w ładnych pudełeczkach w galerii handlowej. Ale nikt tego nie robi, bo to nie jest wygodne. Jednocześnie jest cała masa płatności w administracji, które bez problemu można przenieść do kanałów elektronicznych. Ale to także się nie dzieje - stwierdził Karnowski.
Rozmowę podsumował Przemysław Schmidt. - Muzyki słuchaliśmy, słuchamy i będziemy słuchać. Ale zmieniają się narzędzia służące do słuchania piosenek. Tak samo będzie z handlem: jego zasady pozostaną niezmienne, ale jestem przekonany, że zmieniać się będą instrumenty wykorzystywane do sprzedaży - zakończył przedstawiciel Merlin.pl.
53 proc. - wzrost przychodów ze sprzedaży muzyki w internecie w Polsce w 2013 r.
60 proc. - wzrost rynku m-commerce w Polsce w 2013 r.
26 mld zł - wartość rynku handlu elektronicznego w Polsce w 2013 r.
Jacek Uryniuk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu