W Polsce powstał unikalny, zrównoważony model handlu
Opinia
Tamten handel był państwowy i w zasadzie dystrybuował, a nie sprzedawał, gdyż pusty rynek wchłaniał wszystko, a dziś jest to rynek prywatnych firm, ostro konkurujących ze sobą, cieszących się obfitością wszelakich produktów. Ma bardzo gęstą sieć sprzedaży, opartą na zaopatrzeniu krajowym - ponad 80 proc. żywności i ok. 60 proc. produktów przemysłowych pochodzi z Polski, ogromny asortyment liczony na ok. 250 tys. tzw. SKU, czyli jednostek asortymentowych w samym dziale spożywczym. U podstaw tej zmiany legła rewolucja własnościowa - prywatyzacja i idąca za nią ekspansja inwestycyjna z zagranicy oraz z kraju. W PRL handel był domeną zetatyzowanej spółdzielczości (PSS, GS) uzupełnianej przez państwowe firmy specjalistyczne typu Domy Centrum czy sklepy firmowe, patronackie, jak np. Moda Polska.
Oczywiście w cieniu systemu funkcjonował też rynek z prawdziwego zdarzenia, choć marginalny, o charakterze rzemieślniczo-targowiskowym, pilnowany przez organy państwa, by nie rozwinął się zanadto. Dobijany był podatkami, stwarzano mu trudności w dostępie do surowców i pozwoleń. Mimo to w końcu lat 80. jego udział w całości sprzedaży detalicznej szacowano na ok. 11 proc. Rewolucja własnościowa z 1988 r. (ustawa ministra Wilczka) objęła majątek państwowy i w znacznej części spółdzielczy. W efekcie powstał elastyczny i konkurencyjny rynek detaliczny. Podziwu godny jest fakt, że mimo istotnej różnicy kwot zainwestowanych przez handel rodzimy i zagraniczny pierwszy od 1993 r. wydał 50 mld dol., a drugi 20 mld dol., dzielą one dziś rynek, oczywiście według wartości sprzedaży, niemal po równo. To oznacza, że handel rodzimy nie tylko nie poddał się, w momencie napływu do Polski obcego kapitału, ale wręcz potrafił sprywatyzować i zintegrować potencjał infrastruktury odziedziczony po PRL oraz poddać skutecznej modernizacji znaczącą część sklepów mniejszych i średnich. Jest w tym ogromna zasługa hurtu, który wobec oceny kilkuset tysięcy drobnych sklepów, nawet straganów, stworzył rynek dostaw, by po stosunkowo krótkim czasie stanąć do konkurencji jako alternatywny pomysł na tworzenie sieci sprzedaży detalicznej, integrującej placówki kupieckie i prywatyzowaną schedę po firmach i spółdzielniach PRL. Obu rywalom, czyli polskim i zachodnim sklepom i sieciom handlowym, udało się więc odnaleźć w nowej rzeczywistości i nikt nikogo nie zdołał zdominować, mimo propagandowych wojen w stylu "zaleją nas hipermarkety" z czasem zastąpione przez "zaleją nas dyskonty".
Polska pogodziła to, co wydawało się w pierwszej chwili nie do pogodzenia, tworząc unikalny model handlu, o zrównoważonej strukturze formatów handlowych, niespotykany na innych rynkach. Tam bowiem nastąpiło zdominowanie handlu przez sieci sklepów wielkopowierzchniowych. Przykładem są Niemcy, Francja, kraje Beneluksu, Wielka Brytania, gdzie ich udział sięga ponad 80 proc. Podobnie zresztą jest w Czechach, na Słowacji czy Węgrzech, gdzie duże sieci mają 75 proc. udziału w rynku.
@RY1@i02/2014/116/i02.2014.116.000001200.802.jpg@RY2@
Andrzej Faliński dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji
Andrzej Faliński
dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu