Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Plusy dodatnie dotacji

1 lipca 2018

Nie wszyscy beneficjenci dzięki dotacjom rozkręcili wielkie biznesy, ale wszystkim w którymś momencie życia fundusze unijne pomogły skierować je na nowe tory

@RY1@i02/2014/080/i02.2014.080.00000060a.101.jpg@RY2@

Wystarczyło wrzucić na Facebook pytanie, czy ktoś ze znajomych zna kogoś, kto wziął unijną dotację, najlepiej z Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki (bo te właśnie przekazywane są dla konkretnych osób), by posypały się przykłady: mama dziennikarki z konkurencyjnego tytułu, siostra kolegi ze studiów, dziewczyna poznana kilka lat temu na wakacjach, była partnerka kumpla, fotograf, z którym współpracuje nasza gazeta, koleżanka koleżanki z poprzedniej pracy, kilku kolegów ludzi z branży IT, o której pisze jedna z nas, i narzeczona znajomego z liceum. Momentalnie zebrało się kilkanaście kontaktów do zupełnie różnych ludzi z różnymi doświadczeniami zawodowymi i różnym wykształceniem. Z Warszawy i innych dużych miast, lecz także z małych miejscowości na krańcach Polski. Nie wszyscy dzięki dotacjom rozkręcili wielkie biznesy, ale wszystkim w którymś momencie życia fundusze unijne pomogły ustawić je na nowe tory.

Już same statystyki robią wrażenie. Od 2004 r. łącznie zrealizowano 185 745 projektów z dotacji unijnych, z czego blisko 54 tys. sfinansowano z Europejskiego Funduszu Społecznego, czyli trafiły do indywidualnych osób. Łącznie w ramach tych dotacji wydano ponad 330 mld zł i jak zapewnia Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju, dzięki tym funduszom od 2004 r. powstało niemal 600 tys. miejsc pracy.

Monika Krajewska: Dotacje nauczyły nas trzymać się w finansowych ryzach

@RY1@i02/2014/080/i02.2014.080.00000060a.811.jpg@RY2@

Rafał Siderski

Monika Krajewska

Była urzędnikiem, została przedsiębiorcą. Jedno tak naprawdę wynikało z drugiego - praca w administracji okazała się dobrym początkiem na założenie własnej działalności. Zaczęła od tego, że w 2010 r. otworzyła z przyjaciółmi firmę zajmującą się doradztwem przy pisaniu wniosków o dofinansowanie unijne na zlecenie innych firm. Wtedy był na to boom - jak opowiada - do wzięcia było mnóstwo pieniędzy, przede wszystkim na szkolenia miękkie. Szybko do nich dotarło, że są właściwie skazani na sięgnięcie po tego rodzaju środki. - Jednak myśląc o własnym projekcie, stawialiśmy na bardziej konkretną działalność - mówi Monika Krajewska. Nie zwrócili się od razu po dotacje, najpierw szukali interesującej koncepcji. Korzystając z doświadczeń swoich oraz współpracujących z nimi ekspertów, postanowili napisać projekt, który przyniesie realne wsparcie użytkownikom, a przy okazji będzie efektywnym biznesem. A ponieważ wyszli z administracji publicznej, to chcieli z tego doświadczenia skorzystać i skierowali się do samorządów. Postanowili stworzyć portal, dzięki któremu gminy będą mogły tworzyć budżet zadaniowy. Włączyli do tego kolejne komponenty - tworzenie wieloletniej prognozy finansowej oraz samooceny w kontroli zarządczej. Szczególnie to ostatnie cieszy się dużą popularnością.

Dostali spore pieniądze - dokładnie tyle, o ile wnioskowali - czyli kilkaset tysięcy złotych. I choć sami pisali wcześniej wnioski, nie byli w pełni przygotowani na to, jak zadziałają pieniądze z Unii. Owszem sama biurokracja nie sprawiała im za dużo problemu - mieli przecież doświadczenie. Kłopot polegał na tym, że pieniędzy nie dostaje się do ręki od razu, tylko w transzach. I to nie zawsze zgodnie z przewidzianym harmonogramem. Tymczasem współpracownicy czekali na wypłaty. Okazało się więc, że nie obędzie się bez wzięcia kredytu. Udało im się również pozyskać inwestora. Zdarzały się więc chwile, gdy mocno żałowali decyzji dotyczącej wystąpienia o wsparcie. - Jednak teraz, po wszystkim, widzę, że to była świetna szkoła mądrego zarządzania płynnością finansową - mówi Monika Krajewska. - Były momenty, że przeklinaliśmy i zgrzytaliśmy zębami, ale prawda jest taka, że bez tych pieniędzy nie ruszylibyśmy z projektem, nie rozplanowali go tak dokładnie - tłumaczy. Projekt zakończył się w 2011 roku. Ale portal działa nadal i ciągle się rozwija. Czy na tym pomyśle zarobili? Po tym pytaniu zapada krótkie milczenie. - Zysk był raczej merytoryczny niż finansowy - przyznaje.

Elżbieta Suchecka: Dawniej pracownik, dzisiaj pracodawca

@RY1@i02/2014/080/i02.2014.080.00000060a.812.jpg@RY2@

mat. prasowe

Elżbieta Suchecka

- Od pół roku byłam na bezrobociu. To nie tak długo, szczególnie jak na polskie warunki, ale też nic przyjemnego. Z nową pracą jest zawsze ciężko, a jak się jest kobietą po czterdziestce - to już podwójnie. Kiedy więc usłyszałam od znajomej o unijnej dotacji na założenie własnej działalności, od razu się tym zainteresowałam - Elżbieta Suchecka z Witnicy, małego 7-tys. miasteczka położonego 20 km od Gorzowa, opowiada z ogromną pasją. Skorzystała w 2010 r. z Kapitału Ludzkiego działanie 6.2.1, nazwanego wtedy "Dawniej pracownik, dzisiaj pracodawca". - Trzeba było oczywiście spełnić konkretne wymogi, w tym stracić pracę w wyniku redukcji stanowiska lub likwidacji zakładu, potem były test, rozmowa kwalifikacyjna i dwa szkolenia - opowiada i podkreśla, że już na samym początku w ankiecie trzeba było przedstawić pomysł na konkretny biznes. - Ja od zawsze lubiłam rzemiosło, a konkretnie biżuterię, miałam w tym kierunku uzdolnienia i wreszcie postanowiłam je zrealizować - dodaje.

Szkolenia trwały ponad 170 godzin plus kilka kolejnych przeznaczonych na doradztwo indywidualne i stworzenie biznesplanu. - Uczono nas podstaw kodeksu pracy, cywilnego, pozyskiwania dotacji, strategii marketingu, obsługi komputera, w tym Excela, samodzielnego księgowania. Nas, bo grupa była kilkuosobowa i trzeba przyznać, że dla części osób to nie było nic nowego, ale ja się bardzo dużo nauczyłam. I do dziś wszystko to bardzo mi się przydaje - wspomina Suchecka.

Zrobiła też na własną rękę szkolenia z filcowania, z sutaszu, czyli technik produkcji biżuterii. - Po tym wszystkim można było wystąpić o samą dotację. Dostałam 39 tys. zł plus 1200 zł miesięcznie przez rok tzw. pomostowego, czyli wsparcia na bieżące wydatki, np. ZUS, opłaty, obsługę księgową.

Za dotację kobieta odremontowała pomieszczenia na pracownię i sklepik, kupiła specjalistyczny sprzęt, m.in. maszynę do filcowania, specjalne biurko z blatem roboczym i zapas materiałów, założyła stronę internetową i tak powstał sklep z ręcznie robioną biżuterią Uszywiście. - Bez dotacji na pewno nie byłabym sobie w stanie z tym poradzić. Nie tylko nie miałam pieniędzy na taką inwestycję, ale brakowało mi też wiedzy o prowadzeniu własnej działalności - opowiada. Chętnych na oryginalną biżuterię było sporo, więc sprzęt kupiony za dotację zaczął zarabiać. Wprawdzie z powodów zdrowotnych Elżbieta Suchecka zawiesiła chwilowo działalność, ale latem planuje znowu produkować i sprzedawać kolorowe wisiorki, kolczyki i bransolety.

Rafał Siderski: Mnóstwo biurokracji, ale sprzęt służy mi do dziś

@RY1@i02/2014/080/i02.2014.080.00000060a.813.jpg@RY2@

Rafał Siderski

Rafał Siderski

- Dowiedziałem się, że znajomy dostał taką dotację i pomyślałem: "Dlaczego nie?" - Rafała znamy od lat, bo jako fotograf współpracuje z naszą redakcją, ale o tym, że skorzystał z dotacji unijnej, nie wiedziałyśmy. - To był rok 2009 i myślałem o założeniu własnej działalności. Wtedy współpracowałem z różnymi redakcjami, najczęściej na umowę o dzieło. Co nie dawało mi stabilności ani zdolności kredytowej. Z drugiej strony własna firma fotograficzna wymaga naprawdę dużych nakładów: profesjonalny sprzęt i oprogramowanie są bardzo drogie. A bez zdolności kredytowej nie mogłem się nawet starać o pożyczkę - tłumaczy.

Ścieżkę po fundusz z Kapitału Ludzkiego działanie 6.2 przeszedł bardzo podobną do tej, którą pokonała Elżbieta Suchecka: rozmowa kwalifikacyjna, biznesplan, szkolenia i po roku w transzach zaczęły przychodzić pieniądze. - Łącznie około 31 tys. zł plus pomostowe przez pół roku. Oczywiście z rozliczaniem dotacji było mnóstwo papierologii, podań, kwitków. Pieniądze wolno mi było wydawać wyłącznie ściśle według biznesplanu. Firma musiała istnieć co najmniej rok. W tym czasie co najmniej dwukrotnie mogłem zostać dokładnie skontrolowany. I takie kontrole się oczywiście odbyły. Do dziś, bo właśnie w tym roku udało mi się już projekt zakończyć, mam ogromny segregator przeznaczony na wszelkie dokumenty dotyczące dotacji. Ale nie żałuję: to był jednak świetny zastrzyk pieniędzy na początek działalności. Bez tego nie miałbym szans na założenie firmy i na pewno bym się na to nie zdecydował - przyznaje. Rafał za pomocą sprzętu z dotacji zrobił wiele fotografii, m.in. portretów osób z pierwszych stron, w tym byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego czy odpowiedzialnej za rozdzielanie środków unijnych minister Elżbiecie Bieńkowskiej.

Konrad Sierzputowski: Dziób dla pingwina z unijnej kasy

@RY1@i02/2014/080/i02.2014.080.00000060a.814.jpg@RY2@

Piotr Waniorek/mat. prasowe

Konrad Sierzputowski

Ma pięć firm, zakładał je - jak mówi - seryjnie, bo jeden pomysł rodzi u niego kolejny. Przy każdym z projektów korzysta z funduszy unijnych. - Jeżeli ktoś tego nie robi, to nie z powodu świadomej decyzji, tylko z niewiedzy - przekonuje. Mówi wprost: byłoby głupotą nie sięgnąć po kilkaset tysięcy złotych, i to bezzwrotnych. Na problemy, na które narzekają przedsiębiorcy, ma swoją odpowiedź. Biurokracja? Trzeba wynająć sprawdzoną firmę, która poprowadzi dokumentację. Spóźniające się transze? Uczą dobrego planowania.

Tak naprawdę jemu samemu udało się uniknąć porażek dzięki doświadczeniu wspólnika - Patryka Pusch. Ten wziął kilkaset tysięcy na otworzenie działalności z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka działanie 8.1. i miał kłopoty z płynnością finansową.

- To były początki i wtedy nikt nie wiedział, że tak to będzie wyglądało. Ale dzięki temu, wchodząc z nim we wspólny biznes, dowiedziałem się, że nie można liczyć tylko na pieniądze, które płyną z dotacji - opowiada Konrad Sierzputowski.

31-letniego przedsiębiorcę własny biznes pociągał zawsze i od tego zaczął swoje życie zawodowe. Pierwszy był związany z grami online. Po pięciu latach prowadzenia własnej firmy uznał, że przydałoby mu się doświadczenie w pracy dla kogoś. Trafił do Onetu na stanowisko bussines development managera. - To było świetne doświadczenie. Jak realizowanie własnych pomysłów, tylko za czyjeś pieniądze i w większej skali - opowiada. Dzięki temu, czego się wtedy nauczył, mógł wrócić do tworzenia własnych biznesów. Jego podejście jest proste: trzeba szukać inwestorów i środków unijnych. Jak przekonuje, na rynku są pieniądze - tylko trzeba umieć po nie sięgnąć. - To korzystne, bo psychologicznie łatwiej jest podejmować decyzje ryzykowne, jeżeli stawką są cudze pieniądze, a nie własne. A wiadomo, że im większe ryzyko, tym większa szansa na zysk - śmieje się. U niego na razie się to sprawdza. Pierwsza spółka zajmująca się też grami ma ok. 4 mln zł przychodów i milion zysku.

Najmocniej jest teraz związany z firmą Omni 3D, której jest członkiem zarządu. Zaczęło się zupełnie niewinnie od konferencji Allegro o e-innowacjach. - Słuchałem wykładu jednego z amerykańskich redaktorów technologicznych Techcrunch [Johna Biggsa - red.], który mimochodem wspomniał coś o trójwymiarowych drukarkach - Sierzputowski zapewnia, że wtedy usłyszał o trójwymiarowym druku po raz pierwszy i od razu przeszedł do działania. Uznał, że strzałem w dziesiątkę będzie produkcja takich drukarek w Polsce. Od razu też wiedział, że część środków musi płynąć z Unii. Finansowany z działania 3.1 fundusz przekazał 650 tys. zł na uruchomienie podmiotu. Wydawać by się mogło, że dużo, ale przy tak innowacyjnym technologicznie projekcie nawet takie środki były niewystarczające. Firma musiała poszukać kolejnych źródeł finansowania. Z pomocą przyszły działania 8.2 i 6.1, z których spółka otrzyma drugie, na sfinansowanie istotnych projektów. Już w pierwszych miesiącach okazało się, że dochód ze sprzedaży drukarek wyniósł ponad milion złotych, choć ich cena nie jest wysoka i zaczyna się od 7 tys. zł. - Klienci to przede wszystkim małe i średnie przedsiębiorstwa, dla których bardziej opłacalne jest drukowanie części niż ich produkcja, ale kupują też prywatne osoby. Na przykład majsterkowicze czy też architekci, żeby drukować makiety swoich projektów - tłumaczy.

I choć zajmują się sprzedażą, od czasu do czasu drukują coś na specjalne zamówienie. Teraz przygotowują protezę dziobu dla pingwina w warszawskim zoo. Ptak pobił się z kolegą z wybiegu i to na tyle ostro, że ułamał mu się dziób. Postanowiono mu pomóc, dając nowy wydrukowany z nylonu na drukarce. - By nie musiał być do końca życia inwalidą karmionym przez pracowników ogrodu - uśmiecha się Konrad Sierzputowski. Ponoć podobny zabieg wykonano w Stanach Zjednoczonych, tym razem z dziobem orła. Tam się przyjął, więc jest nadzieja, że i u pingwina wszystko przebiegnie dobrze.

Z firmą Omni 3D, jak sam mówi, musiał podpisać cyrograf, na życzenie inwestora, że będzie się nią zajmował i nie będzie skakał w kolejny biznes. Jest zadowolony - bo to jego dziecko, ale nie ukrywa, że będzie szukał dalej. Już działa kilka jego firm, które zajmują się głównie marketingiem w internecie. W jednej z nich właśnie dostali kolejne dofinansowanie, by poszerzyć swoją działalność na zagranicę. I jak będzie szansa na korzystanie z kolejnej transzy dotacji unijnych, też chętnie po nie sięgnie. - Czy to w działających już, czy w nowych projektach, wszystko jedno. Oby się rozwijało. W życiu nie może być nudno - podsumowuje.

Małgorzata Cholewa: Mam swój quadrocopter

@RY1@i02/2014/080/i02.2014.080.00000060a.815.jpg@RY2@

Rafał Siderski

Małgorzata Cholewa

- Pewnie, że raz jeszcze bym się starała o dotację. Dzięki tym pieniądzom mam własną firmę, niezły sprzęt i jestem niezależna - 38-letnia energiczna blondynka Małgorzata Cholewa o dotację z Kapitału Ludzkiego wystąpiła w ubiegłym roku. Przez lata pracowała na etacie jako ekspert od marketingu i organizacji eventów turystycznych, w tym bardzo prestiżowych Międzynarodowych Targów Turystycznych. W którymś momencie jednak zatrudniająca ją firma uznała, że bardziej opłacalne będzie zatrudnienie jej na umowę o dzieło. - I tak zdecydowałam o założeniu własnej firmy, tyle że na start potrzebne były spore pieniądze, szczególnie na sprzęt i profesjonalne oprogramowanie - opowiada Cholewa. Oczywiście zanim zdecydowała się złożyć wniosek o dotację, rozważała pożyczkę bankową, szczególnie że dużo słyszała o tym, jak koszmarna może być unijna biurokracja. - Ale właściwie proces starania się o fundusz nie był szczególnie trudny, może dlatego że jestem ze Stargardu Szczecińskiego, a tu nie było aż tak wielu chętnych jak w dużych miastach. Wniosek złożyłam latem, a już 25 września zarejestrowałam firmę - opowiada Cholewa. 20 tys. zł dofinansowania dostała z działania 6.2 PO Kapitał Ludzki. Kupiła za nie sprzęt nagłaśniający, dobre kamery, a nawet quadrocopter, czyli minidron, za pomocą którego można nagrywać filmy z powietrza. - Zarabiam na wynajmowaniu tego sprzętu, organizuję eventy reklamowe, mam też podpisane umowy z Egiptem i Marokiem na kręcenie dla nich spotów reklamowych i to takich na rynek międzynarodowy - wymienia i dodaje, że jej sprzęt nagłaśniający jeździ nawet z Ewą Chodakowską po Polsce i jest wykorzystywany podczas jej treningów z fanami. - Bez dotacji byłoby to bardzo trudne. Mogłabym oczywiście wziąć pożyczkę, ale szczególnie na początku prowadzenia działalności, gdy i tak jest dużo stałych kosztów, jej spłacanie mogłoby być za bardzo obciążające - tłumaczy Cholewa.

Komercjalizacja wynalazków, cyfryzacja, aktywizacja zawodowa szczególnie młodych, dopiero trafiających na rynek pracy i ogólnie rozwój przedsiębiorczości - to są nowe priorytety dotacji unijnych, po które można od tego roku sięgać. Do 2020 r. do Polski wpłynie w ten sposób ponad 82 mld euro. Ale to ostatni taki zastrzyk unijnych funduszy. Pewnie nie ma się co spodziewać ułatwień w biurokracji przy staraniu się o te dotacje, zapewne nadal trzeba będzie przechowywać tony dokumentów i skrupulatnie udowadniać wydanie każdej złotówki, ale mimo to - jak przekonują historie naszych bohaterów - warto z tej szansy skorzystać.

Sylwia Czubkowska

Klara Klinger

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.