Dziennik Gazeta Prawana logo

Popyt tworzy podaż i odwrotnie

27 czerwca 2018

Delikatesy nie należą do najbardziej popularnych kategorii e-sklepów, w których zaopatrują się internauci, ale prognozy mówią nawet o 10-krotnym wzroście tego rynku w perspektywie kilku najbliższych lat

Tylko nieco ponad 6 proc. respondentów wymieniło w 2013 r. delikatesy jako kategorię sklepów odwiedzanych w sieci. W ciągu ostatniego roku odsetek ten wzrósł o ok. 1 pkt proc. Zdaniem ekspertów to jednak tylko kwestia czasu, by rozwój e-delikatesów nabrał tempa. Rynek ma szansę wzrosnąć w ciągu najbliższych 5-6 lat nawet dziesięciokrotnie. To o trzy razy więcej niż pierwotnie zakładali analitycy. Obecnie wartość internetowego handlu żywnością ocenia się na ponad 200 mln zł.

Trzeba być w sieci

Coraz więcej klientów przekonuje się do kupowania żywności onlinie. Powodem jest nie tylko brak wolnego czasu i niechęć do tłoku w tradycyjnych marketach, ale też coraz bogatsza oferta e-delikatesów i wysoka jakość sprzedawanych przez nie produktów.

Firm handlujących artykułami spożywczymi w sieci przybywa i zasięg ich usług jest coraz większy, co z kolei powoduje wzrost popytu.

- Usługa Tesco Ezakupy jest już dostępna w szesnastu miastach Polski. Dziś w jej zasięgu jest 25 proc. Polaków. W tym roku ezakupy będą możliwe w kolejnych przynajmniej kilku miastach - mówi Michał Sikora z Tesco Polska, które na tym rynku działa od ponad półtora roku, tygodniowo obsługuje już kilkanaście tysięcy klientów.

Pod koniec listopada usługi przez internet zaproponowała sieć Organic Farma Zdrowia.

- Uznaliśmy, że to najlepszy moment, by pojawić się w sieci. Konkurencja coraz bardziej rośnie, w związku z czym z każdym rokiem coraz trudniej będzie zyskać stałych odbiorców - tłumaczy Sławomir Chłoń, prezes zarządu Organic Farma Zdrowia. W zasadzie dziś, jak dodaje, w tym kanale obecnych jest większość znanych sieci, m.in. Auchan, E.Leclerc, Tesco, Piotr i Paweł czy Alma. Zakupy przez internet można zrobić w ponad 200 marketach.

Kosztowna inwestycja

Uruchomienie działalności online w tej kategorii nie jest jednak tanie. Kosztuje co najmniej kilkaset tysięcy, znacznie więcej niż uruchomienie stacjonarnego sklepu spożywczego, na który wystarczy już 80-100 tys. zł. Odchodzą co prawda koszty związane z wynajęciem lokalu, jego wyposażeniem, ale dochodzą wydatki na magazyn, zatrudnienie pracowników, którzy będą pakować zamówioną przez klientów żywność, czy zakup samochodów chłodni. Zanim zostanie uruchomiony sklep internetowy, trzeba zainwestować w przygotowanie strony internetowej oraz kupić oprogramowanie, które pozwoli klientom składać zamówienia. Na ten cel trzeba przeznaczyć kilkadziesiąt tysięcy złotych. Ważne jest, by program pokazywał stan zapasów w magazynie oraz dostosowywał do skali zamówień. Pozwoli to obniżyć koszty wynikające z przechowywania towarów, zorientować się, które produkty najlepiej rotują w e-sklepie i jednocześnie uniknąć sytuacji, że jakichś zamówień nie uda się zrealizować z powodu braków na półkach.

Patrząc na doświadczenia działających już internetowych marketów, można wywnioskować, że najlepiej sprzedają się towary z segmentu premium, bo w ich przypadku obawy klientów o złą jakość są najmniejsze. Poza tym za pośrednictwem sieci klienci kupują chętnie artykuły spożywcze o wydłużonym terminie ważności lub dużej wadze, w tym zwłaszcza napoje.

Skąd towar

Towar można pozyskać wprost od producenta, z hurtowni lub ze sklepu stacjonarnego.

W pierwszych dwóch przypadkach trzeba dysponować magazynem. Jego budowa wiąże się jednak z wydatkiem nawet na poziomie miliona złotych. Samo postawienie hali nie jest drogie. Najwięcej pieniędzy potrzeba na wyposażenie w regały wysokiego składowania czy chłodnie przeznaczone do przechowywania produktów świeżych. - Budowa magazynu ma sens tylko przy dużej rotacji towaru. W przeciwnym razie można się narazić na duże straty z powodu przeterminowania się artykułów - podpowiada właściciel jednego z internetowych sklepów.

W sumie, jak zauważają przedsiębiorcy, inicjatywa jest opłacalna, gdy dziennie będzie składanych ok. 150 zamówień.

Taniej będzie kosztować wynajęcie magazynu. Czynsze wahają się od 2 do 6 euro za 1 mkw. miesięcznie. Alternatywnym źródłem jest sklep stacjonarny - własny albo zaprzyjaźniony. Duża część działających w sieci przedsiębiorców najpierw prowadziła tradycyjną placówkę, a potem ruszyła z usługą online. Wadą takiego rozwiązania jest jednak ograniczony dostęp do produktów, zwłaszcza gdy będą one pozyskiwane ze sklepu nienależącego do przedsiębiorcy. Można więc narazić się klientowi tym, że jego zamówienie nie zostanie zrealizowane w całości na czas. Inną wadą jest też brak kontroli nad łańcuchem dostaw. Wreszcie trzeba doliczyć marżę. Na tę dodatkową opłatę trzeba będzie się zgodzić przynajmniej na początku współpracy. Z czasem, gdy skala zamówień internetowych wzrośnie, może się bowiem okazać, że i sklep stacjonarny na tym zyskuje. Bo od niego do hurtowni trafiać będą zamówienia na większą liczbę produktów, co pozwoli mu wynegocjować lepsze warunki współpracy.

Blisko klienta

Bez samochodu, a właściwie wielu samochodów do transportu żywności, ani rusz, jeśli chcemy działać na większym obszarze i realizować dostawy więcej niż raz dziennie. Za nowy wóz trzeba zapłacić ok. 100-120 tys. zł. Używane są o połowę tańsze. Nie warto jednak zbytnio oszczędzać, bo w tej chwili sklepy internetowe walczą o klientów nie tylko ceną, ale i jakością oferowanej usługi.

- Dlatego postawiliśmy na samochody wyposażone w trzy osobne komory. W jednej panuje temperatura pokojowa, druga jest chłodnią, a trzecia mroźnią. Dzięki temu łańcuch dostaw nie jest przerwany przy transporcie towarów ze sklepu do domu klienta - podkreśla Michał Sikora.

Alternatywnym rozwiązaniem jest postawienie na współpracę z zewnętrzną firmą transportową. To jest na pewno bardziej opłacalne rozwiązanie dla e-sklepów, które dopiero rozkręcają biznes i w skali dnia obsługują od kilkunastu do kilkudziesięciu klientów. Również dla tych, którzy chcą obsługiwać klientów nie tylko w regionie, ale całej Polsce, a mają ograniczone środki na uruchomienie biznesu.

- Na rynku jest mnóstwo firm, które specjalizują się w transporcie żywności. Gdy jednak zamierza się wybrać tę z doświadczeniem, oferującą usługi na wysokim poziomie, do tego w dobrej cenie, to krąg się zawęża - podkreśla Sławomir Chłoń.

Współpraca z taką firmą odbywa się na zasadach podobnych do tych, jakie obowiązują przy zawieraniu umowy z kurierem. Koszt wysyłki jest uzależniony od liczby przesyłek realizowanych w skali miesiąca. Im jest ich więcej, tym usługa jest tańsza.

- Opłata za dostarczenie zamówionych w naszym sklepie produktów nie przekracza 20 zł. Cena jest uzależniona od wagi złożonego zamówienia. Odległość ze sklepu do domu kupującego odgrywa mniejsza rolę - tłumaczy Sławomir Chłoń.

Dodaje, że przy wyborze firmy warto też zwrócić uwagę na czas dostawy, jaki oferuje. W sytuacji zaostrzającej się walki konkurencyjnej na tym rynku dla klientów coraz większe znaczenie ma też to, po ilu godzinach od złożenia zamówienia otrzymają produkty.

- W Warszawie dostawa produktów odbywa się w tym samym dniu, w ciągu kilku godzin od zamówienia. Natomiast na terenie Polski jest możliwa po 24 godzinach - podkreśla Sławomir Chłoń.

Równie ważny jak środek transportu jest pracownik, który będzie realizował zamówienia złożone przez klientów. To od niego zależy, jakiej jakości towar trafi do kupującego - podkreśla Michał Sikora.

Zwrot za kilka lat

Marże, jakie można wygenerować na internetowej sprzedaży artykułów żywnościowych, są podobne do tych, które osiąga mały osiedlowy sklep. Wynoszą więc średnio 20-25 proc. w zależności od asortymentu. Średni koszyk zakupowy w sieci wynosi ok. 200-300 zł. Do tego coraz popularniejsze na skutek rosnącej konkurencji na rynku stają się gratisowe dostawy, których koszt trzeba będzie odliczyć z własnej marży.

W przyszłości, gdy liczba klientów wzrośnie, obroty i zyski będą większe, bo będzie można zarabiać na efekcie skali. Obecnie na zwrot zainwestowanych pieniędzy trzeba czekać kilka lat.

@RY1@i02/2014/018/i02.2014.018.13000010a.802.jpg@RY2@

Coraz częściej robimy zakupy w sieci

Patrycja Otto

patrycja.otto@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.