Procter & Gamble wybrał swojaka
Nominacja Davida Taylora na stanowisko prezesa amerykańskiego giganta to książkowy przykład wspinaczki po szczeblach korporacyjnej kariery zakończonej na samym szczycie
Amerykańscy komentatorzy wstrzymują się od jednoznacznej oceny wyboru nowego szefa jednej z największych światowych korporacji. Wśród analityków panuje przekonanie, że władze spółki nie chciały ponosić ryzyka i zdecydowały się na bezpieczne rozwiązanie. W środowisku nowy szef P&G uchodzi za osobę godną zaufania, spokojną i potrafiącą zjednać sobie ludzi. - Pracownicy chcą być w zespole Davida, bo on dba nie tylko o swój interes. Nie ma w nim krzty egoizmu. Są tylko wielkie ambicje - chwali Taylora William Boulding, specjalista od marketingu i zarządzania, dziekan z Uniwersytetu Duke’a, który nowy szef P&G ukończył 35 lat temu, a teraz zdarza mu się prowadzić tam wykłady dla studentów.
Pomimo ogromnego doświadczenia na starcie Taylor nie dostanie władzy absolutnej. Choć na firmowym pokładzie jest już trzy i pół dekady, będzie potrzebował długiego okresu próbnego, w którym jego mentorem i przewodnikiem będzie ustępujący prezes Alan George Lafley, który pozostanie na stanowisku dyrektora wykonawczego tak długo, jak tylko to będzie konieczne. - Zrobię wszystko, by przejście mojego następcy było bezproblemowe - podkreśla Lafley, który kierował spółką dwukrotnie. Najpierw od 2000 do 2009 r., a następnie od 2013 r. do końca minionego miesiąca. W Procter & Gamble to ewenement, bowiem poprzedni prezesi mieli ogromne problemy z zagrzaniem miejsca na dłużej. Teraz to właśnie on pokaże Taylorowi, jak skutecznie i efektywnie zarządzać firmą, która zatrudnia ponad 127 tys. pracowników na całym świecie.
Taylorowi przyda się wsparcie, bowiem na każdym kroku zaznacza, że nie jest silnym przywódcą i typem indywidualisty. W wywiadach wielokrotnie podkreślał, że lubi pracować w zespole, a jedna z jego ulubionych dewiz brzmi: "Nikt nie jest mądrzejszy od całej grupy". Pomocna dłoń będzie dla Taylora tym ważniejsza, że przejmuje firmę w niełatwym okresie. W ostatnich latach P&G mocno redukowało koszty, zwalniało pracowników, zmieniało dostawców i przekształcało działalność wielu brandów. Program redukcji kosztów został prawie ukończony, a firma pozbyła się wielomilionowych długów. To jednak nie koniec problemów. W ostatnich miesiącach sprzedaż P&G wyhamowała, dlatego jednym z najważniejszych zadań Taylora będzie odwrócenie negatywnego trendu.
Nieocenione w budowaniu zysków będzie wsparcie i zaufanie akcjonariuszy. W tej kwestii Taylora już na starcie czeka wiele pracy, bowiem posiadacze papierów P&G bardzo źle zareagowali na przetasowania w zarządzie spółki. W ciągu kilku ostatnich dni kurs firmy notowanej na nowojorskiej giełdzie spadł z 81 do 76 dol. za akcję, co oznacza najniższy poziom od września 2013 r.
Dodatkową motywacją dla jednego i drugiego menedżera będą gratyfikacje. Za każdy rok na nowym stanowisku Taylor otrzyma 1,6 mln dol., może też liczyć na premię wynoszącą nawet 200 proc. tej stawki. Na konto Lafleya za każde 12 miesięcy na stołku dyrektora wykonawczego wpłynie 1,25 mln dol., a premia może sięgnąć 150 proc. podstawy.
Zdaniem analityków w najbliższych miesiącach w firmie można spodziewać się wielu zmian własnościowych. W 2014 r. władze spółki zapowiadały, że w ciągu najbliższych dwóch lat pozbędą się nawet 100 marek. Program sprzedaży ruszył w listopadzie, wraz ze zbyciem marki Duracell, którą za 4,7 mld dol. kupił Warren Buffet. W lipcu tego roku Procter & Gamble za ponad 12 mld dol. sprzedał koncernowi Coty część swojego działu kosmetycznego. W drugiej transakcji czynnie uczestniczył urzędujący prezes.
Kapitał ludzki czyni P&G jednym z największych światowych pracodawców. Wartość rynkowa przekracza ponad 200 mld dol. W skład grupy kapitałowej wchodzi kilkadziesiąt marek z sektora higieny osobistej, kosmetyków i środków czystości, m.in. Always, Gillette, Braun, Pampers, Bonux, Vizir czy Pringles. Firma powstała w 1837 r. jako producent świec i mydła, a dziś działa w ponad 180 krajach, w tym także w Polsce. W naszym kraju znajdują się cztery z ponad 60 fabryk koncernu (dwie fabryki Gillette w Łodzi, Pampers w Warszawie i Olay w Aleksandrowie Łódzkim). W sumie w polskich strukturach P&G znajduje zatrudnienie ok. 3500 osób.
Pracę w zespole P&G Taylor rozpoczynał, gdy wielu jego firmowych kolegów nie było jeszcze na świecie. Do jednej z największych światowych korporacji dołączył w 1980 r., tuż po zdobyciu tytułu inżyniera elektryki na Uniwersytecie Duke’a w Durham w Karolinie Północnej.
Pomimo braku doświadczenia szybko poznano się na jego zdolnościach przywódczych. W P&G zaczynał jako kierownik produkcji. Wszystkie jego kolejne stanowiska związane były z zarządzaniem zespołami. Był m.in. dyrektorem operacyjnym różnych oddziałów firmy, dyrektorem marki Pampers i dyrektorem generalnym chińskiego oddziału P&G. Przełom nastąpił w 2001 r., gdy dostał awans na dualne stanowisko: wiceszefa azjatyckiego sektora pielęgnacji włosów i wiceszefa sektora higieny osobistej w Europie Wschodniej. Przed objęciem sterów w globalnym oddziale spółki zdążył jeszcze zostać dyrektorem generalnym kilku segmentów działalności P&G.
Piramida, po której Taylor wspinał się przez lata, w Stanach Zjednoczonych ma wielu krytyków. W ich opinii P&G powinna poszerzać horyzonty i sięgać po ludzi z zewnątrz, gotowych na podjęcie nowych wyzwań. Taylor odpiera jednak zarzuty. - Jeśli w naszej firmie aspirujesz do stanowisk menedżerskich, musisz dobrze rozumieć sposób budowania marki - przekonuje nowy szef giganta z sektora FMCG.
Jest świetny w zarządzaniu zespołem, z grupy czerpie siłę
@RY1@i02/2015/150/i02.2015.150.00000160a.802.jpg@RY2@
MAT. PRASOWE
Za każdy rok na stanowisku prezesa Taylor dostanie 1,6 mln dol.
Wsp. Grzegorz Kowalczyk
Damian Furmańczyk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu