Teraz Trójmiasto, później kolejne dwa ośrodki. Uber rośnie w siłę i pieniądze
Z jego usług w Polsce korzysta przynajmniej 200 tys. osób
Od jutra auto Ubera będzie można zamówić nie tylko w Warszawie i Krakowie, ale i w Gdańsku, Gdyni i Sopocie.
- Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, jak się rozwija nasz biznes. Nie podam danych liczbowych, ale wolno mi powiedzieć, że od momentu, w którym wystartowaliśmy, urośliśmy szesnastokrotnie. Tak jeśli chodzi o liczbę klientów, jak i przychody - mówi Kacper Winiarczyk, dyrektor ds. operacyjnych Uber Polska.
Firmie zależy głównie na dużych ośrodkach, ze znaczną grupą studentów i firm technologicznych. Jest to dla niej naturalne środowisko rozwoju.
Uber to amerykański start-up: powstał cztery lata temu, a dziś jest wyceniany na ponad 40 mld dol. To aplikacja łącząca osoby mające samochód i chcące kogoś podwieźć z tymi, których nie stać na taksówkę, ale nie chcą korzystać z komunikacji miejskiej. Takie usługi z angielska nazywa się "ridesharing".
Jak chwalił się na początku roku szef Ubera Travis Kalanick, dzięki jego platformie tylko w San Francisco zarabia w ten sposób 7 tys. osób, 14 tys. w Nowym Yorku, 10 tys. w Londynie i 4 tys. w Paryżu. Akurat w Paryżu jednak, jak podaje RMF FM, niedawno kilkuset taksówkarzy przez kilka godzin blokowało ruch uliczny, protestując przeciwko konkurencji ze strony Ubera.
Jeśli chodzi o Polskę, firma podaje jedynie, że uruchamia swoje usługi tam, gdzie obserwuje znaczną liczbę pobrań aplikacji przez osoby, które chciałyby zamówić auto z kierowcą. W Krakowie było ich ok. 7 tys. Jeśli to prawda, to przy takiej dynamice z usług Ubera w Polsce korzysta 200 tys. osób. Zadowolonych? - Z perspektywy klienta ważne jest, jak długo musi czekać na przyjazd samochodu, który zamówił. Z naszych danych wynika, że średni czas oczekiwania w przypadku Warszawy wynosi niecałe 5 min. To bardzo dobry wynik na tle innych miast - uważa Winiarczyk. Dodaje, że mieszkańcy Krakowa czekają zwykle ok. 5,5 min, Pragi 5,6 min, w Nowym Jorku 6,3 min.
W wielu krajach Uber jest postrzegany jako nieuczciwa konkurencja dla firm taksówkowych. Zarzuca się mu też, że jego działalności nie regulują żadne przepisy. No i że takie usługi nie są bezpieczne dla pasażerów. W Niemczech i w Hiszpanii jego stosowanie zostało zakazane pod naciskiem korporacji taksówkowych. Podobną decyzję podjęła Bruksela.
- Przepisy były tworzone dawno temu, gdy nie było technologii umożliwiającej działanie takiej platformy jak Uber. Nikomu się nie śniło, że będzie internet czy smartfony. Regulacje więc najzwyczajniej w świecie nie istnieją. Tak jest na całym świecie. My chcemy, aby one powstały - deklaruje Winiarczyk. Podkreśla, że dopóki tak nie jest, firma sama narzuciła sobie standardy. - Sprawdzamy kierowców pod różnymi względami. Prowadzimy też dialog z ustawodawcami, a także z władzami Warszawy czy Krakowa - stwierdza Winiarczyk.
W mediach w kwietniu głośno było o tym, że inspekcje skontrolowały dwóch kierowców współpracujących z Uberem w Krakowie i nałożyły na nich kary. - Prawda jest taka, że Inspekcja Transportu Drogowego prowadzi postępowanie "w sprawie". Nie ma jasnych przepisów, które regulowałyby taką działalność. Zdaniem naszych prawników ogólne przepisy de facto nie mają w tej kwestii zastosowania - komentuje Winiarczyk. Zapewnia, że kierowcy Ubera mogą liczyć na pełne wsparcie firmy.
Na zarzuty o nieuczciwą konkurencję odpowiada, pokazując dane z USA, gdzie pięć lat po uruchomieniu Ubera w San Francisco wielkość rynku taksówkowego pozostała bez zmian, podczas gdy Uber urósł, i to znacznie.
Uber to niejedyna firma, która postanowiła sięgnąć do idei sharing economy, czyli ekonomii współdzielenia. W Polsce da się już nawet zauważyć pewien trend. Dostępne są inne aplikacje, dzięki którym można dorobić do pensji. Na przykład Airbnb pozwala podnająć na wakacje apartament lub mieszkanie, z RidersOn można zarobić, donosząc zleceniodawcy, jak jego produkty zostały wystawione na półce sieciowego sklepu.
@RY1@i02/2015/120/i02.2015.120.000000400.803.jpg@RY2@
krystian maj/forum
Taksówkarze nie są zadowoleni z tej konkurencji
Piotr Dziubak
Jak taksówkarze z Uberem walczyli - czytaj na
ROZMOWA
Gospodarka na żądanie to nowa rewolucja przemysłowa
@RY1@i02/2015/120/i02.2015.120.000000400.804.jpg@RY2@
Bartek Pucek ekspert ds. strategii spółek technologicznych
Czy usługi świadczone na takiej zasadzie jak Uber to już światowy trend?
Ten trend to tzw. on-Demand Economy, czyli gospodarka na żądanie. Rewolucjonizuje on zachowanie konsumentów w miastach na całym świecie. Będą to zmiany podobne do tych, które nastąpiły w zakupach i usługach wraz z pojawieniem się internetu. To już nie jest kwestia, kiedy to nastąpi, ale jak zrewolucjonizuje sposób, w jaki ludzie załatwiają swoje sprawy.
W jakich branżach już to działa na świecie i czego jeszcze w najbliższym czasie możemy się spodziewać na naszym rynku?
Obszar ekonomii na żądanie jest napędzany przez trzy segmenty rynku: mieszkania, transport i żywność. Ale teraz ta gospodarka rozwija się w nowych kierunkach. Wszechobecne smartfony, praca freelance i niskie koszty transakcyjne są przyczynami powstawania coraz to nowych firm z usługami na żądanie.
Co to oznacza dla pracowników, przedsiębiorstw, wreszcie dla polityków?
Gospodarka na żądanie również prowokuje debatę polityczną, bo prawo trzeba dostosowywać do już istniejących, zmienionych zachowań społecznych zderzonych z interesami dużych grup zawodowych. Pamiętamy protesty taksówkarzy. Sama branża technologiczna postrzega to jak blokowanie postępu.
Rozmawiał Piotr Dziubak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu