Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Hamburger po brytyjsku

Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Głównym zadaniem nowego szefa McDonald’s będzie zatrzymanie odpływu klientów do konkurencji. To może być trudne, bo najpopularniejszy światowy fast food ma za sobą ciężki rok

Kilka lat temu Steve Easterbrook, będąc szefem brytyjskiego oddziału McDonalds, zabiegał, by zaprzestać używania słowa "McJob", które w potocznym języku oznacza mało ambitną, mało perspektywiczną i słabo płatną pracę. Jego nowe zajęcie McPracą zupełnie takie nie jest - w zeszłym tygodniu największa na świecie sieć fast foodów poinformowała, że od 1 marca to właśnie 47-letni Brytyjczyk będzie jej nowym prezesem. Zadaniem drugiego w historii nie-Amerykanina na czele jednej z najbardziej amerykańskich firm będzie zatrzymanie odpływu klientów.

Liczby bowiem nie kłamią. McDonalds ma ponad 35 tysięcy lokali w 119 krajach świata, ale także wyjątkowo trudny rok za sobą. W IV kw. 2014 r. globalne przychody firmy spadły o 7 proc. - do 6,6 mld dol. - w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej, zaś zyski - aż o 21 proc. do 1,1 mld dol., co oznacza pierwszy kwartalny spadek zysków od kilkunastu lat. Co szczególnie bolesne, zmniejsza się sprzedaż na kluczowym rynku amerykańskim, gdzie firma nie zanotowała wzrostu od października 2013 r., a klienci coraz częściej porzucają McDonalds na rzecz sieci fast casual, jak Chipotle Mexican Grill czy Panera Bread. Nie było zatem szczególnym zaskoczeniem, że kierujący firmą od niespełna trzech lat Don Thompson - pierwszy czarnoskóry prezes McDonalds - został skłoniony do przejścia na emeryturę.

Easterbrook predyspozycje do odwrócenia niekorzystnych trendów ma jak mało kto. W firmie pracuje od kilkunastu lat, ale dzięki niedawnej półtorarocznej przerwie, podczas której kierował innymi sieciami gastronomicznymi, ma też spojrzenie człowieka z zewnątrz. Na dodatek uchodzi za niebojącego się zmian i innowacji.

- Razem z kolegą przechodziliśmy przez park, wsiadaliśmy w linię Metropolitan i jechaliśmy do Harrow. Tam był sklep sportowy, do którego zawsze zaglądaliśmy, i McDonalds. Mieliśmy po kilka funtów w kieszeni, co wystarczało na bilet na metro, włóczenie się po Harrow i pójście do McDonalds - tak Easterbrook opowiadał "Guardianowi" o pierwszych kontaktach z fastfoodowym gigantem. Urodzony w podlondyńskim Watford Easterbrook miał wówczas 11 lat, a McDonalds dopiero zaczynał ekspansję w Wielkiej Brytanii.

Późniejszy szef wcale nie zaczynał od podawania hamburgerów. Po ukończeniu nauk przyrodniczych na uniwersytecie w Durham i stażu w księgowości w PricewaterhouseCoopers, w 1993 r. dołączył do departamentu finansowego w brytyjskim oddziale McDonalds, po czym, stopniowo awansując, w 2006 r. został już jego szefem. Zasługą Easterbrooka jest to, że sieć, która na początku wieku traciła na popularności w Wielkiej Brytanii, znów odzyskała blask. Przyczyniły się do tego zmiana wystroju w lokalach, nowe pozycje w menu i kampania na rzecz pozbycia się wizerunku sieci serwującej niezdrowe jedzenie oraz mało przyjaznej środowisku (wtedy też walczył ze słowem "McJob"). W nagrodę rok później został szefem McDonalds na Europę Północną.

W 2011 r. niespodziewanie odszedł z McFamilii i objął stanowisko prezesa Pizza Express, które niedługo później zamienił na taką samą funkcję w sieci Wagamama z japońskim jedzeniem. Miłość do hamburgerów okazała się jednak silniejsza i po półtorarocznej przerwie powrócił do McDonalds - tym razem do amerykańskiej centrali, gdzie był jednym z wiceprezesów i kierował wizerunkiem firmy jako chief brand officer. - Jesteśmy firmą unikającą ryzyka, bardzo metodyczną, rozważną i skrupulatną w tym, co robimy, ale kiedy jesteś w kłopotach, nie ma czasu na działanie w ten sposób - mówił w grudniu, przekonując, że potrzebuje ona odważniejszych zmian.

To drugi nie-Amerykanin na czele typowej marki z USA

@RY1@i02/2015/021/i02.2015.021.00000160a.803.jpg@RY2@

MAT. PRASOWE

Steve Easterbrook zaczynał karierę od stażu w PwC

Bartłomiej Niedziński

bartlomiej.niedzinski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.