Nie odpuszczajmy małych i średnich firm
ROZMOWA Adam Góral: Szukałem przedsiębiorców z wizją. Ale przychodzili ludzie, którzy nie traktowali nas poważnie albo byli skrajnie naiwni
Jazcoop, swoją pierwszą firmę założoną pod koniec lat 80., nazwałby pan start-upem?
Dzięki produkcji keczupu zrozumiałem, czym jest własny biznes i jak to działa. To była moja edukacja. Ale tamte czasy trudno porównywać do dzisiejszych. Startowałem w lepszych warunkach niż młodzi ludzie obecnie. Istniały dziedziny zupełnie niezagospodarowane. My zaczynaliśmy i próbowaliśmy wypełnić tę pustkę.
Firma przetrwała?
Oddałem ją bratu i koledze, bo sam poszedłem w stronę biznesu informatycznego. I wtedy dopiero zaczęła się kariera start-upowa, mówiąc dzisiejszym językiem. Choć gdyby ktoś mi powiedział 20 lat temu: "Chłopie, zbudujesz firmę, która będzie szóstym producentem oprogramowania w Europie", postukałbym się w głowę. Oczywiście nadal uważam, że jesteśmy mali. Taki Apple ma 230 mld dol. gotówki. Ale patrzę na nich bez kompleksów.
Właśnie zainwestowaliście w krakowski start-up technologiczny Modulus. Czym was przekonali jego właściciele?
To małżeństwo, napisali do mnie e-mail. On pracował przy projekcie Interii, jego żona odpowiadała za tworzenie czata. Przekonywali, że świetnie znają się na budowie rozwiązań SaaS-owych (z ang. oprogramowanie jako usługa - red.) i na chmurze obliczeniowej. Ujęli mnie świadomością trendów w internecie. Dałem im szansę.
Ile pieniędzy wyłożyliście?
2 mln zł za połowę udziałów w firmie. Modulus robi dziś rzeczy, w które wierzymy, ale też na bieżąco będziemy weryfikować ich postępy. Szkoda marnować talent ludzi, jeśli ich model biznesowy zawiedzie. Równolegle rozwijają pomysł, który ma szansę na globalny sukces. Ale o szczegółach nie mogę nic powiedzieć. Wiem na pewno, że na razie nie ma czegoś takiego w internecie.
Dlaczego inwestujecie w start-up dopiero teraz?
Próbowaliśmy robić to wcześniej. Parę lat temu wystawiliśmy 30 mln zł w ramach programu "Inwestuj z Asseco". Ale nie udało nam się nikogo ciekawego znaleźć. Szukałem przedsiębiorców z wizją, którzy wiedzą, jak pozyskuje się klienta, a nie oczekują, że zrobimy to za nich. Przychodzili za to głównie albo ludzie, którzy nas nie traktowali poważnie albo skrajnie naiwni.
Inwestowanie w start-upy stało się modne. Są dla naszej gospodarki szansą?
Państwo ma obowiązek wspierania start-upów, nawet jeśli z tych wielu przedsięwzięć tylko kilka odniesie sukces. My, podobnie jak nasze państwo, czujemy się współodpowiedzialni za kariery młodych Polaków, którzy będą ambasadorami zmian w kraju. I stać nas, by na to wydać pieniądze. Będziemy robić wszystko, aby z tych biznesów coś wychodziło, żebyśmy mieli wspólne poczucie sukcesu. Potrzebujemy ich, ale inwestujmy mądrze, bo prawdopodobieństwo świadomego wydawania pieniędzy przez człowieka, który nie wie, na czym polega sukces w biznesie, jest niewielkie.
Czyli trzeba dać mu wsparcie, a nie tylko pieniądze.
Na takich hasłach bogaci się dziś wielu ludzi, którzy prawdziwego wsparcia nie dają. Pośrednicy są potrzebni, ale najpierw zapytałbym takiego doradcy, czy on kiedykolwiek zrobił w życiu biznes. Pamiętam, jak kilkanaście lat temu agencja konsultingowa była odpowiedzialna za opracowywanie strategii dla innej polskiej firmy informatycznej. Gdy to przeczytałem, od razu wiedziałem, że wspomniana firma zbankrutuje. Jeśli korporacja wierzyłaby w ten biznes, to sama by w to zainwestowała. W końcu ma od tego ludzi i pieniądze. Przedsiębiorca powinien liczyć na swój zespół i na siebie, a nie oglądać się na innych, którzy przyjdą i za pieniądze go zastąpią. Tak samo jest ze start-upami.
Pośrednik zawsze jest wygrany. Przekonuje, że to biznes dużego ryzyka, gdzie tylko jednemu na stu udaje się odnieść sukces i że on wszystkim pomaga. Ludzie, którzy się ustawiają w tym miejscu, robią na tym interes.
Po co takim dużym firmom jak Asseco start-upy? Do niedawna przejmowaliście dojrzałe firmy.
Dla mnie hasło "start-upy" oznacza nowy typ działalności badawczo-rozwojowej. I tak do nich podchodzę. Także w Asseco. My dostarczamy do internetu wszystko, co można, ale internet to nie informatyka. Uber bez pracy informatyków by nie istniał, ale kluczem do sukcesu jest tu koncepcja biznesowa, podobnie jak w przypadku Facebooka czy Google’a. Oczywiście tylko wielka informatyka jest w stanie takie projekty pociągnąć, ale liczy się idea.
Szef konkurencyjnego Comarchu prof. Janusz Filipiak skrytykował start-upowców i mocno za to oberwał.
To mądry człowiek i jestem pewny, że został źle zrozumiany. Bardzo mi się nie podobał hejt, który się po tym przetoczył. Uważam, że myślimy podobnie. Jestem fanem start-upów, ich energii i braku blokad. Przygotujmy infrastrukturę dla start-upów, bo może nie stać ich na wynajęcie biura, prowadzenie księgowości. Jeśli wierzymy, że coś ma sens, dajmy im pierwsze pieniądze. Ale róbmy to mądrze. Trzeba się zastanowić, jak zwiększać efektywność działania i poprawiać proces selekcji.
Odrzucać marzycieli z kartką papieru.
Niektórych niestety należy odrzucić, choć zdajemy sobie sprawę, że ci ludzie nie mają pełnej wiedzy i sporo się mogą od nas nauczyć.
Inaczej się prowadzi firmę zatrudniającą 20 tys. osób, a inaczej taką, gdzie pracują trzy. Przepaść jest ogromna. Ale ja jestem w tym szczęśliwym położeniu, że z etapu, w którym moja firma liczyła trzy - cztery osoby, pamiętam wszystko. I chętnie się tymi doświadczeniami dzielę.
@RY1@i02/2016/194/i02.2016.194.000001200.801.jpg@RY2@
wojtek górski
Adam Góral, prezes Asseco Poland
Rozmawiała Barbara Sowa
Cały wywiad na
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu