Gdzie można upolować jednorożca
Poszukiwanie dobrej inwestycji często przypomina wyprawę po mityczne stworzenie. Pytanie w związku z tym brzmi: gdzie szukać, jak nie zbłądzić i jak zrobić, żeby było ich więcej?
W historii nietrafionych decyzji biznesoweych data 12 kwietnia 1976 r. zajmuje szczególne miejsce. Tego dnia Ron Wayne, najstarszy z trójki założycieli komputerowej firmy Apple - obok Steve’a Jobsa i Steve’a Wozniaka - sprzedał 10 proc. akcji w założonej niecałe dwa tygodnie wcześniej firmie za 800 dol. Gdyby miał pozbyć się ich dzisiaj, byłyby warte ponad... 50 mld dol. Pomimo tego Wayne nigdy nie żałował swojej decyzji. Wiele lat później w wywiadach opowiadał, że zdecydował się opuścić firmę, ponieważ nie był w stanie ułożyć sobie współpracy z Jobsem.
Finansowe dylematy
Wewnętrzne konflikty pomiędzy założycielami to mało znana strona nie tylko przedsięwzięć internetowych, a zarazem czynnik, który musi brać uwagę każdy inwestor. Ujmując rzecz szerzej: jaką rolę w rozwoju młodej firmy ma do odegrania inwestor? Jak w ogóle inwestor ma ocenić, na które przedsięwzięcie ma wyłożyć środki? A także czy powstają u nas takie przedsięwzięcia, czy powstaje ich wystarczająco dużo i co zrobić, aby było ich jeszcze więcej - na te pytania próbowali sobie odpowiedzieć uczestnicy panelu dyskusyjnego "Wyzwanie dla zarządzających - czy w Polsce brakuje start-upów i gdzie ich szukać", który odbył się podczas Europejskiego Kongresu Finansowego.
Paweł Ciesielski, partner zarządzający w Hard Gamma zwrócił uwagę, że chociaż podczas kongresu wielokrotnie powracał wątek sposobu, w jaki sektor finansowy może się przysłużyć rozwojowi polskiej gospodarki, to w kwestii start-upów banki nie mają za wiele do powiedzenia. - Izraelczycy posługują się następującą definicją start-upu: jest takie przedsięwzięcie, które wymaga finansowania zewnętrznego, bo nie jest w stanie samo się finansować, a nie kwalifikuje się pod finansowanie bankowe - przypomniał inwestor.
Start-upy nie są dla banków wartościowymi klientami, ponieważ niosą ze sobą duże ryzyko inwestycyjne (oczywiście wyjątek stanowi sytuacja, w której bank wychodzi poza swoją tradycyjną rolę i przeznacza pulę środków na inwestycje w młode przedsięwzięcia, pełniąc rolę funduszu VC). Zresztą nie tylko bankierzy patrzą krzywym okiem na start-upersów: fundusze inwestycyjne również wolą angażować się w takie projekty, kiedy znajdują się już na bardziej zaawansowanym etapie. - W efekcie bez finansowania rundy seed przez państwo nie ma praktycznie funduszy, które angażowałyby się na początku działalności - stwierdził Marek Rusiecki, założyciel i prezes zarządu Xevin Investments.
O ile zaangażowanie państwa przysłużyło się zwiększeniu liczby przedsięwzięć, które miały szansę wyjść poza etap samego pomysłu, o tyle pieniądze przeznaczone dla nich nie zawsze były wykorzystane optymalnie. - Środki na ten cel skończyły się w ub.r. Problem polegał jednak na tym, że były wydawane nieekonomicznie. W normalnych warunkach znacząca część dochodów podmiotów zarządzających pochodzi z tego, ile się zarobi na wyjściu ze swoich inwestycji. W związku z tym inwestor ma motywację długoterminową. A tutaj chodziło o to, żeby te środki po prostu wydać, motywacja była więc krótkoterminowa - powiedział Tomasz Świeboda, prezes zarządu funduszu Inovo.vc.
Lista problemów
Paneliści zgodzili się jednak, że w Polsce brakuje dobrych pomysłów na przedsięwzięcia biznesowe. - Mamy więcej polujących niż zwierzyny. Brakuje planktonu, który - jak wiadomo - jest podstawą każdego ekosystemu - powiedział Ciesielski.
Otwarte pozostaje pytanie, dlaczego w kraju uzdolnionych inżynierów takich dobrych pomysłów na biznes nie powstaje więcej. - Dla mnóstwa ludzi słowo start-up ma przyciągającą moc, ale częściej ma to coś wspólnego ze stylem życia niż pomysłem na realny biznes. Często założyciele takich przedsięwzięć nie są w stanie odpowiedzieć na pytanie, gdzie są w ich pomyśle pieniądze, które pozwolą inwestorowi odzyskać wyłożone środki razem z premią za ryzyko - powiedział Jerzy Kalinowski, partner w KPMG.
Problemem jest także niewielka liczba doświadczonych przedsiębiorców, czyli takich, którzy w przeszłości założyli już jakiś start-up lub pracowali w dużym przedsięwzięciu internetowym. - Doskonałym przykładem jest niemiecki fundusz Rocket Ventures, który rzadko kiedy finansował projekty oryginalne - częściej były to kopie sprawdzonych już pomysłów - ale ludzie, którzy pracowali w tych firmach zakładają teraz własne przedsięwzięcia - powiedział Świeboda.
Wiceprezes Banku Gospodarstwa Krajowego Piotr Puczyński stwierdził, że kolejnym powodem, dla którego - pomimo doskonałej opinii o naszych inżynierach - w Polsce nie powstaje więcej przedsięwzięć innowacyjnych jest awersja do ryzyka. Paneliści zgodzili się jednak, że w kwestii wytwarzania pewnej kultury przedsiębiorczości został w ciągu ostatnich paru lat dokonany spory postęp. - Tworzymy pojedyncze inicjatywy, które przyniosą efekty za parę lat - mam na myśli między innymi parki technologiczne. Dobrze by jednak było te wszystkie odosobnione inicjatywy jakoś razem spiąć - powiedział Kalinowski.
Dobry da radę
Paneliści zwrócili również uwagę, że polski start-up nie jest ograniczony tylko i wyłącznie do oferty polskich inwestorów. Dobrym przykładem przedsięwzięcia, które szukając środków na rozwój udało się za granicę, jest edukacyjny Brainly. W 2014 r. spółka otrzymała 9 mln dol. finansowania od funduszu General Catalyst, zaś w maju 2016 r. kolejne 15 mln dol. udało się jej pozyskać z funduszu Naspers. Również w maju 20 mln dol. otrzymała spółka DocPlanner, znana z portalu ZnanyLekarz.pl. - Dobre projekty znajdą finansowanie nie tylko w Polsce - stwierdził Świeboda.
W debacie pojawił się również wątek udogodnień wspomagających inwestycyjność w dużych firmach. Rozmowa o start-upach często bowiem traci z pola widzenia fakt, że sporo innowacji powstaje albo przy współudziale, albo wewnątrz, albo z inspiracji takich podmiotów. - Większość programów unijnych wykluczała większe podmioty. A przecież w Niemczech podstawą gospodarki są właśnie średnie firmy - przy czym średnia, niemiecka firma często jest jak duże przedsiębiorstwo z Polski - powiedział Ciesielski.
- W DHL działa taka mała, 20-osobowa komórka skautów technologicznych. Jedynym zadaniem tych ludzi jest wyszukiwanie pomysłów, które następnie można wdrożyć w ich firmie. Na przykład: doszli do wniosku, że nie sprawdzą się dostawy paczek dronami, ale że urządzenia te doskonale nadają się do szybkiego wyszukiwania paczek w magazynach. Czasami dla wsparcia innowacyjnych pomysłów lepiej jest nie myśleć w kategoriach inwestora, ale zamawiającego - powiedział Puczyński.
Paneliści pozytywnie odnieśli się również do zmian mentalnych zachodzących wśród polskich naukowców, którzy potencjalnie stanowią start-upowy narybek. Tomasz Świeboda przyznał jednak, że droga do wytworzenia ducha przedsiębiorczości w ludziach nauki jest jeszcze daleka, a często na drodze stoją ograniczenia administracyjne. Jako przykład podał losy współpracy nad komercjalizacją wynalazku między swoim funduszem a Polską Akademią Nauk, która po dwóch latach zakończyła się fiaskiem. Katalizatorem dobrych zmian jest m.in. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, które zainicjowało parę lat temu program Bridge Alpha, wciągający prywatnych inwestorów do komercjalizacji nauki.
Tajemnica udanego małżeństwa
Żyzny grunt, na którym mogą wzrastać start-upy to nie tylko jednak inwestorskie kiesy wypchane dostępnym pieniądzem, proinnowacyjnie nastawione państwo czy duch przedsiębiorczości. Inwestorzy w takich przedsięwzięciach pełnią jeszcze ważną funkcję mentorów. - Ogromną rolę w rozwoju takich przedsięwzięć powinna pełnić rada nadzorcza, czyli grono doświadczonych ludzi, którzy są w stanie stymulować rozwój, pomagać w wyznaczeniu dalszych kroków i kierunków rozwoju. Członkowie rady nadzorczej wnoszą przede wszystkim doświadczenie biznesowe. Sam zresztą żartuję, że jestem za stary na innowacyjność, ale mogę za to zaoferować swoje siwe włosy - powiedział prezes Puczyński.
Czasami jednak siwe włosy nie wystarczą. Czym innym bowiem jest opracowanie produktu, a czym innym jest prowadzenie codziennej działalności biznesowej lub zarządzanie dużym zespołem ludzi. Czasami stery takiego przedsięwzięcia musi przejąć osoba z zewnątrz. To dlatego każda wielka firma technologiczna już na wczesnym etapie rozwoju miała w swoich władzach przedstawicieli świata biznesu, nie technologii. W przypadku Google w codziennym zarządzaniu przez długi czas wyręczał Larry’ego Page’a i Sergeya Brina Eric Schmidt (który wcześniej jednak pracował jako programista). Zdarza się również i tak, że osoba odpowiedzialna za biznes jest w gronie założycieli. W Microsofcie taką rolę pełnił Steve Ballmer. W Apple miał nim być Ron Wayne, który jednak - pomimo nagabywań ze strony Jobsa i Wozniaka - nie zgodził się na powrót do firmy.
- Relacja inwestora z przedsięwzięciem, na które ma wyłożyć środki, przypomina często rozwój związku: najpierw jest etap chodzenia, potem jest narzeczeństwo, a kiedy dojdzie do inwestycji, to mamy do czynienia z małżeństwem. I tak jak w dobrym małżeństwie, inwestor wraz ze stroną przyjmującą inwestycje często się widują, a także dzielą sukcesami. W pewnym sensie jest to definicja relacji dobra spółka - doby fundusz - powiedział Rusiecki.
@RY1@i02/2016/116/i02.2016.116.000003200.803.jpg@RY2@
fot. Mateusz Ochocki/KFP
Jakub Kapiszewski
@RY1@i02/2016/116/i02.2016.116.000003200.804.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu