Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Trochę kultury, panie prezesie!

26 czerwca 2017

Przyczyną skandali biznesowych często jest toksyczna kultura korporacyjna. Uber to jeden z wielu tego przykładów

Problemy Ubera wzbudziły dyskusję na temat zasad pracy panujących w firmach w Dolinie Krzemowej. Wiele z nich zostało założonych przez młodych mężczyzn, w związku z czym atmosfera w biurach często przypomina akademik. Z angielskiego nazywa się ją "bro culture" lub "frat culture" - kulturą kumpli.

Travis Kalanick, prezes i założyciel Ubera, który w ubiegłym tygodniu podał się do dymisji, widziany jest jako archetypiczny "bro CEO" lub "CE-bro" (CEO to skrót od chief executive officer, czyli prezesa zarządu). Jak na świat patrzy taki szef? W 2014 r. w jednym z wywiadów zapytano go, czy to, że Uber odniósł taki sukces, pomaga mu w relacjach z kobietami. "Owszem", odparł Kalanick, "do tego stopnia, że nazywamy naszą firmę Boober" (gra słów; "boob" to potoczne określenie na damską pierś).

Założycielom firm w Dolinie wydaje się, że wolno im więcej. W mediach często pielęgnują wizerunek jako ekscentrycznych, brnących pod prąd outsiderów. Problem polega na tym, że kultura kumpli pozwala na zachowania, które nie uszłyby płazem w bardziej konserwatywnych organizacjach. "New York Times" ustalił, że podczas imprezy firmowej Ubera dwa lata temu w Las Vegas (wystąpiła Beyonce) pracownicy w toaletach zażywali kokainę, a jeden z menedżerów łapał koleżanki za biusty (szybko go zwolniono). W luźniej atmosferze ludzie czują, że mogą pozwolić sobie na więcej, skutkiem czego były problemy z molestowaniem seksualnym, bagatelizowane przez firmę - o czym publicznie opowiedziała kilka miesięcy temu Susan Fowler, była pracownica.

Postawa "możemy więcej" odbiła się również na sposobie zarządzania firmą. Dyskutowano tam np. o powołaniu grupy szukającej haków na osoby krytykujące Ubera, a za dopuszczalną taktykę biznesową uznano zamawianie tysięcy kursów u konkurencji tylko po to, żeby je odwołać. "Możemy więcej" skończyło się też dla Ubera procesem, który może wykoleić firmę. Chodzi o oskarżenia, że projekt budowy autonomicznych samochodów w firmie oparty jest na ukradzionej z Googlea własności intelektualnej.

Firmowa kultura może zepsuć się na wiele innych sposobów. Do upadku Enronu w 2002 r., spółki z branży energetycznej, doprowadziła kultura dopuszczająca skrajną ostentację. W firmie szastano pieniędzmi, nie oglądając się na rubrykę zysk. Kiedy w maju 1998 r. kurs akcji przebił po raz pierwszy 50 dol., każdy z pracowników znalazł na swoim biurku studolarowy banknot. Jeśli Enron organizował imprezę, to zwoził na nią ludzi klasą biznes z całego świata i kwaterował w najlepszych hotelach. Dla zrobienia wrażenia na analitykach wyposażono kiedyś cały pokój, aby udawał pomieszczenie dla traderów - tyle że za komputerami posadzono sprzątaczki, którym powiedziano, co mają krzyczeć do telefonu.

Problemy z kulturą korporacyjną to nie tylko domena USA. Dwa lata temu kryzys wstrząsnął także biznesową Japonią. Okazało się, że koncern Toshiba - jeden z gigantów tamtejszego przemysłu - zawyżał dochody w raportach finansowych. Raport z przeprowadzonego z tej okazji wewnętrznego śledztwa ukazał firmę, w której położono tak silny nacisk na krótkoterminowy zysk, że często jedynym sposobem realizacji nierealnych wymagań było podkręcanie liczb - co zresztą odbywało się za wiedzą kierownictwa firmy na wielu szczeblach. Po publikacji raportu do dymisji podał się ówczesny prezes Hisao Tanaka wraz z połową zarządu.

Raport wskazywał jeszcze jeden problem z panującymi wewnątrz Toshiby stosunkami: nie do pomyślenia było, żeby pracownicy sprzeciwili się przełożonym. Do podobnych wniosków doszli autorzy raportu z wewnętrznego dochodzenia przeprowadzonego w firmie TEPCO, operatora elektrowni atomowej w Fukuszimie po katastrofie w 2011 r. Nieelastyczną kulturę japońskich korporacji zaczęto postrzegać jako zagrożenie dla gospodarczej potęgi kraju, skutkiem czego jej zmiana trafiła wysoko na listę priorytetów premiera Shinzo Abego.

W piątek tokijska giełda poinformowała, że 1 sierpnia Toshiba zostanie usunięta z prestiżowego indeksu Nikkei 225, na którym figuruje od jego początku w 1950 r. Przyczyną są dalsze problemy finansowe firmy, spowodowane m.in. bankructwem spółki zależnej Westinghouse, producenta reaktorów jądrowych z USA.

@RY1@i02/2017/121/i02.2017.121.000001400.801.jpg@RY2@

fot. Bloomberg

Travis Kalanick - b. szef Ubera to archetyp prezesa-kumpla

@RY1@i02/2017/121/i02.2017.121.000001400.802.jpg@RY2@

fot. Bloomberg

Hisao Tanaka: za jego kadencji w Toshibie panował autorytaryzm

@RY1@i02/2017/121/i02.2017.121.000001400.803.jpg@RY2@

fot. Bloomberg

Jeffrey Skilling: w Enronie szastano pieniędzmi

Jakub Kapiszewski

jakub.kapiszewski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.