Repolonizacja banków: więcej szans niż zagrożeń
Repolonizacja banków będzie miała znaczenie nie tylko dla sektora bankowego. Jej wpływ będzie widoczny także z perspektywy całej gospodarki - wynika z wypowiedzi uczestników dyskusji "Repolonizacja sektora bankowego - szanse i ryzyka" zorganizowanej przez portal Interia.
Pretekstem do spotkania jest zapowiedziana przed miesiącem transakcja odkupienia niemal 33 proc. akcji Banku Pekao od włoskiego UniCredit przez konsorcjum Polskiego Funduszu Rozwoju i Powszechnego Zakładu Ubezpieczeń. Jednak trend został zapoczątkowany wcześniej: kilka lat temu PKO BP, największy gracz na naszym rynku, przejął od skandynawskiej grupy Nordea jej biznes bankowy w Polsce. Pod koniec minionego roku PKO BP porozumiał się z austriackim Raiffeisen Bank International co do warunków odkupienia jego biznesu leasingowego w naszym kraju.
- Koncentrujemy się na projektach, które są ważne dla polskiej gospodarki. Dużą wagę przykładamy przede wszystkim do wsparcia małych i średnich przedsiębiorstw, ale zdarzają się projekty takie, jak ten związany z Pekao - o zupełnie innej skali. Jako partner finansowy zdecydowaliśmy się wesprzeć PZU na zasadach komercyjnych. PFR uczestniczy w transakcji, bo Pekao to zdrowy bank, jego stopa zwrotu z kapitału to ok. 10 proc., regularnie notuje 6-7 proc. stopy dywidendy, a do tego uzyskaliśmy bardzo dobrą cenę - mówił Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju.
Wskazał, że transakcja ma szerszy wymiar - dotyczący całego rynku bankowego. - Zbliży nas do modelu, jaki obowiązuje w krajach rozwiniętych. Tam głównych właścicieli największych banków nie da się wskazać z imienia i nazwiska. Na ogół mają one kapitał rozproszony, najwięksi akcjonariusze mają nawet tylko kilka procent akcji. My dzięki transakcji z Pekao również możemy iść tą ścieżką - że banki są istotnym elementem giełdy, mają rozproszony akcjonariat, ale funkcjonują z inwestorem referencyjnym, którym w tym wypadku będzie PZU. PFR w perspektywie kilku lat zapewne sprzeda swój pakiet akcji Pekao. Wyobrażam sobie, że może się to stać w drodze oferty publicznej dla drobnych inwestorów - opowiadał Borys.
Na kwestie właścicielskie zwracał uwagę również Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP. - Transakcja przywraca stan normalności: w krajach zamożnych miejscowe instytucje finansowe służą miejscowej gospodarce - stwierdził. Przypomniał, co działo się w trakcie kryzysu finansowego: - Kapitał wracał wtedy tam, gdzie czuł się bezpiecznie. Z punktu widzenia zagranicznych inwestorów sytuacja u nas nie była do końca rozpoznana. Gdy w 2009 r. PKO BP prowadził emisję akcji, miałem wiele spotkań z zagranicznymi inwestorami, którzy pytali: Po co emisja, skoro jest kryzys? Musieliśmy im tłumaczyć, że u nas nie ma recesji, jest tylko spowolnienie - wspominał szef PKO BP. - Dla mnie ta transakcja nie była niespodziewana. Od kilku lat oczekiwałem, że UniCredit - bank mający problemy finansowe - będzie sprzedawał aktywa zagraniczne, szczególnie te dobrze wyceniane, jak Pekao - mówił Jagiełło.
- To krok w bardzo dobrym kierunku - zgadzał się w ocenie zakupu akcji Pekao przez państwowe spółki Zbigniew Krysiak, profesor Szkoły Głównej Handlowej. - Mając pewną wiedzę z krajów zachodnich na temat synergii w grupach bankowo-ubezpieczeniowych, możemy się spodziewać, że da ona istotne efekty ekonomiczne - argumentował. Podkreślał, że banki krajowe nie są tak skłonne do ograniczania aktywności w okresach spowolnienia, jak zagraniczne. - W czasie kryzysu banki zagraniczne zredukowały akcję kredytową. PKO BP właściwie jako jedyny jej nie przyhamował - mówił Zbigniew Krysiak.
Kupno akcji Pekao spowoduje, że ponad połowa aktywów sektora bankowego będzie kontrolowana przez krajowy kapitał. Zdaniem uczestników dyskusji na tym właśnie polega największa korzyść z transakcji.
- Przez ostatnich 25 lat z perspektywy wzrostu gospodarczego Polski system bankowy był za bardzo zatomizowany. Można się spodziewać koncentracji procesów decyzyjnych w kraju - przewidywał Zbigniew Krysiak. - Mamy do czynienia ze zmianą paradygmatu w sektorze finansowym. Udomowienie (wolę to określenie od repolonizacji) powoduje, że funkcją celu tego sektora ponownie staje się rozwój gospodarczy kraju. Na początku transformacji mieliśmy lepszy model obsługi. "Szaleństwo centralizacji" sprawiło, że oddaliliśmy się od klientów. W centralach są osoby, które patrzą na słupki, za to nie rozumieją biznesu - podkreślał wykładowca SGH.
Konsekwencje nie będą ograniczały się jednak tylko do sektora bankowego. - Dla ambitnego menedżera główny właściciel z zagranicy oznaczał dwie rzeczy: decyzje strategiczne były podejmowane poza Polską, a ponadto istniał "szklany sufit" narodowy. Jeśli nie trzeba podejmować istotnych decyzji, to skąd mogą się brać działacze gospodarczy myślący w skali globalnej? - pytał retorycznie Zbigniew Jagiełło.
- Dla przejętych instytucji skończył się okres niepewności - zwracał uwagę Andrzej Kensbok, członek Polskiego Towarzystwa Gospodarczego. Jego zdaniem nieuzasadnione są zarzuty, że kupno Pekao przez dwie instytucje kontrolowane przez państwo mogłoby mieć negatywne konsekwencje dla jakości zarządzania. Ekspert podkreślał, że mowa o banku notowanym na giełdzie, który musi spełniać wiele wymogów informacyjnych. - W bankach publicznych nie obawiałbym się wpływu polityków - stwierdził Andrzej Kensbok. Jego zdaniem, głębsza repolonizacja wpłynie korzystnie na konkurencyjność. - Zależy nam na tym, żeby instytucje finansowe były bliżej klienta. To będzie łatwiejsze w bankach polskich - ocenił członek PTG.
Według niego, dotychczas pod tym względem nie było najlepiej. - Polscy przedsiębiorcy, szczególnie średniej wielkości, to nie był ulubiony klient banków, choć to się stopniowo zmienia. Gdy jakiś czas temu otwierałem firmę, zebrałem oferty od siedmiu-ośmiu banków. Wszystkie były dość drogie, a różnice w ofertach było widać dopiero na drugim miejscu po przecinku. Radykalna poprawa w PKO BP nastąpiła mniej więcej rok temu. Dlatego nie obawiam się spadku poziomu konkurencji na rynku w związku z repolonizacją - podkreślał Andrzej Kensbok.
- Nie zgodziłbym się co do oceny małych i średnich przedsiębiorstw jako klientów banków. Dostępność kredytu dla przedsiębiorstw w Polsce jest na jednym z najwyższych poziomów w Europie. Natomiast wszystkie banki mają u nas problem z wyceną ryzyka sektora MŚP, gdzie jest mała elastyczność w reagowaniu na zmieniające się warunki działania. U nas też - inaczej niż na Zachodzie - historia przedsiębiorczości i kontaktów firm z bankami jest krótka. Dopiero od kilkunastu lat firmy uczą się współpracy z bankami. Dodatkowo na Zachodzie jest często tak, że firma przechodzi z dziadka na ojca, z ojca na syna - z punktu widzenia banków takie firmy są bardziej przewidywalne i łatwiej o decyzję o przyznaniu im finansowania - odpowiadał Zbigniew Jagiełło z PKO BP.
Repolonizacja i związane z nią powstawanie dwóch dużych grup finansowych z krajowym kapitałem (jedna - wokół PKO BP, druga to PZU z Pekao i Alior Bankiem) wpisuje się w globalne trendy. Mówił o nich Paweł Borys z PFR: - Sektor przechodzi swego rodzaju rewolucję. Z jednej strony wpływa na to spadek stóp procentowych, który na świecie trwa od lat 80. Do tego dochodzą zmiany technologiczne - one będą odgrywały coraz większą rolę. Może spadać lojalność klientów, banki muszą się nauczyć dbałości o jakość obsługi. W wirtualnym środowisku widać jedną znaczącą korzyść dla klientów - spadek marż. Niskie stopy i związana z tym obniżka dochodów powodują dalszą potrzebę centralizacji, poprawy efektywności - podkreślał. Jego zdaniem konsolidacja sektora bankowego, zwłaszcza pod skrzydłami krajowego kapitału, pozwoli na realizację większej liczby inicjatyw istotnych na poziomie krajowym. Jako przykład podał system płatności mobilnych Blik. Kontrolowany przez włoskiego właściciela Pekao był jedynym dużym bankiem, który nie zdecydował się na przystąpienie do niego.
- Nasz sektor jest nadal słabo skoncentrowany w porównaniu z innymi krajami - mówił Zbigniew Jagiełło z PKO BP. Według niego powoduje to, że część mniejszych graczy rynkowych, którzy są na granicy opłacalności powodzenia biznesu na naszym rynku, podejmuje dziś ryzykowne decyzje. Za takie uznał np. oferty typu "zawsze za darmo". - Jak postępować z takimi ofertami po przejęciu takiego banku? - pytał Jagiełło. Mówił, że nie ma nic przeciwko mocnej konkurencji. - Chciałbym, żeby inne banki też były dobre. Wtedy sukces smakuje lepiej. Gdy zaczynałem pracę w PKO BP, nasza suma bilansowa była na poziomie zbliżonym do Pekao. Teraz nasz udział rynkowy wynosi 17 proc., a Pekao - 11 proc. - opowiadał.
- To, że Pekao był konserwatywny, nie było złe. Dziś ma duże pole dla rozwoju finansowania przedsiębiorstw. Ważne, by miał nadal wysoką jakość aktywów. Istotne będą również inwestycje w nowe technologie. To będzie bardzo ważne w budowaniu wartości dodanej dla akcjonariuszy - stwierdził Paweł Borys z PFR.
Zdaniem uczestników dyskusji, repolonizacja sektora bankowego powinna mieć również pozytywny wpływ na poziom oszczędności Polaków. To ważne z punktu widzenia ogłoszonego kilka miesięcy temu przez wicepremiera Mateusza Morawieckiego "Programu budowy kapitału". - Przed bankami jest praca na rzecz odbudowania prestiżu instytucji zaufania publicznego. Ostatnie lata ten wizerunek nadszarpnęły. Spokojna odbudowa będzie służyła m.in. zwiększaniu oszczędności - mówił Andrzej Kensbok z Polskiego Towarzystwa Gospodarczego.
@RY1@i02/2017/007/i02.2017.007.000000900.801.jpg@RY2@
fot. Ireneusz Rek
@RY1@i02/2017/007/i02.2017.007.000000900.802.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu