Dziennik Gazeta Prawana logo

Podwykonawcy dostaną rykoszetem

30 stycznia 2018

Zadłużenie firm rośnie, rentowność spada, a realizacja wielu kontraktów może stać pod znakiem zapytania. Eksperci mówią o zagrożeniach dla generalnych wykonawców, ale też kooperantów

Problemy ze spłatą zobowiązań na czas ma ponad 31,8 tys. podmiotów z 646,2 tys. działających w branży budowlanej - wynika z raportu Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor oraz Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa (PZPB). Zaległości sektora w BIG InfoMonitor wynoszą już 4,27 mld zł, o 470 mln zł więcej niż przed rokiem. Rekordzista jest winien 156,8 mln zł.

Niebezpieczny boom

Dzieje się tak, mimo budowlanego boomu, kiedy produkcja budowlano-montażowa rośnie, a firmy mają pełne portfele zamówień. - Z jednej strony są nowe kontrakty, czyli firmy mają powody do zadowolenia. Z drugiej jednak muszą mierzyć się z galopującym wzrostem cen usług i materiałów, brakiem rąk do pracy czy problemami z transportem - komentuje Rafał Bałdys-Rembowski, wiceprezes PZPB.

Przeciętne zatrudnienie w budownictwie w firmach, mających ponad dziewięciu pracowników, wyniosło po trzech kwartałach ubiegłego roku 384,8 tys., podczas gdy rok wcześniej było to 408 tys. Niedobór rąk do pracy spowodował jednak, że koszty zatrudnienia podskoczyły aż o 8,5 proc. Życie branży skomplikowała zmiana sposobu rozliczeń VAT z podwykonawcami. Przedstawiciele PZPB tłumaczą, że przez to rosną ceny usług podwykonawczych, ponieważ firmy doliczają zapłacony podatek do bieżących cen, by utrzymać płynność finansową.

W sytuacji gdy rentowność w sektorze wynosi 1-2 proc., spadek marż ma odzwierciedlenie w wynikach przedsiębiorstw. Wskaźnik zyskowności sprzedaży w budownictwie po pierwszym półroczu 2017 r. wyniósł 2,5 proc., podczas gdy w pozostałych podmiotach gospodarczych wynosił 5,3 proc.

- Ofiarami tej sytuacji będą w pierwszej kolejności przedsiębiorstwa budowlane, a w konsekwencji również inwestorzy. Realizacja kontraktów zawartych w ciągu ostatnich dwóch lat może być w wielu przypadkach zagrożona - ostrzega Rafał Bałdys-Rembowski. Ostatecznie stracić mogą też podwykonawcy. Hossa dla nich się skończy, gdy generalni wykonawcy zaczną zrywać kontrakty i schodzić z budowy.

Ograniczone zaufanie

Dlatego tak ważne jest obecnie zachowanie dużych środków ostrożności przy doborze kontrahentów, ale i przy konstruowaniu umów o współpracy. Nasi rozmówcy twierdzą, że przedsiębiorcy powinni weryfikować dosłownie każdy podmiot, z którym współpracują lub zamierzają współpracować. Wiarygodność kontrahenta można sprawdzić, żądając zaświadczenia o niezaleganiu z płatnościami w urzędzie skarbowym i ZUS oraz wypytując o współpracę z nim innych przedsiębiorców. Informacji można też szukać w stowarzyszeniach branżowych, izbach handlowych, Krajowym Rejestrze Sądowym czy w internecie. Można też skorzystać z usług wywiadowni gospodarczych. - W biurach informacji gospodarczej i BIK jest sporo danych o aktualnym stanie finansowym potencjalnych kontrahentów. Można tam znaleźć symptomy tego, że dana firma będzie miała problemy. Biura prowadzą bowiem rejestry dłużników, w których wpisywane są informacje o nieuregulowanych płatnościach wobec różnych wierzycieli - zauważa Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Podkreśla, że żadna firma, która ma kłopoty finansowe, sama nie pochwali się tym. Zanim o sprawie nie napiszą media albo sąd ogłosi upadłość, jej kontrahenci nie są świadomi kłopotów albo je bagatelizują. - A przecież pojawiają się sygnały przepowiadające kłopoty - opóźnienia w płatnościach tylko dla wybranych kontrahentów, trudności w opłacaniu większych faktur - uzupełnia Grzelczak.

Bezpieczne warunki

W obecnej sytuacji rynkowej szczególnie istotne stało się to, na jakich warunkach podejmuje się współpracę z generalnym wykonawcą. Teraz, gdy pozycja podwykonawców jest lepsza, mogą oni próbować wynegocjować dla siebie korzystniejsze warunki, które pozwolą uchronić ich przed utratą płynności. Jakie? W przypadku dłuższej umowy można próbować podzielić ją na krótsze. W razie drastycznej zmiany warunków gospodarczych można wycofać się z części przedsięwzięcia, ograniczając straty.

Można też próbować wynegocjować, by płaca następowała za każdy etap wykonanych prac.

- Pomoże w tym zapis w umowie, zgodnie z którym odbiór będzie możliwy nie raz, a na przykład dwa razy w miesiącu. To przyspieszy wypłatę wynagrodzenia - komentuje Andrzej Czapczuk, wiceprezes spółki F.B.I. Tasbud.

Mariusz Łysik, prezes spółki Wegarten, działającej jako podwykonawca robót drogowych, wskazuje na jeszcze inny problem. - Dobrze jest ustalić dokładny czas, w jakim powinno nastąpić podpisanie protokołu odbioru wykonanych prac. Na przykład, że powinno mieć to miejsce w ciągu 2-3 dni, chyba, że generalny wykonawca ma zastrzeżenia. W takiej sytuacji powinien na przykład w ciągu jednego dnia przedstawić je podwykonawcy na piśmie - tłumaczy.

Przesunięcia w sporządzaniu protokołu powodują, że firma nie może wystawić faktury za wykonane prace. I z 30-dniowego terminu płatności robi się 60- lub nawet 90-dniowy, co może zachwiać finansami podwykonawcy, szczególnie gdy zlecenie opiewało na dużą kwotę.

- A opóźnianie realizacji protokołu jest nagminne - skarżą się podwykonawcy.

Eksperci doradzają poza tym wnikliwą analizę zapisów w umowie dotyczących zakresów prac i terminów ich realizacji. Pozwoli to nabrać pewności, że uda się wykonać wszystkie usługi na czas, a tym samym nie dojdzie do opóźnień i konieczności zapłacenia kary umownej za niedotrzymanie terminu. Trzeba też mierzyć siły na zamiary. Czyli brać tyle zleceń, ilu się podoła.

- W obecnej sytuacji generalni wykonawcy stawiają przede wszystkim na sprawdzonych podwykonawców. Chcą mieć w nich parterów przy inwestycji, bo w ten sposób sami uchronią się przed finansowymi konsekwencjami. Każda zła opinia może pozbawiać podwykonawcę nowych zleceń - wyjaśnia Andrzej Czapczuk.

Nie zwlekać

Gdy jednak już dojdzie do opóźnień w płatnościach, nie należy zwlekać z korzystaniem z takich narzędzi jak np. wpis do rejestru dłużników. - W opinii naszych klientów samo wezwanie do zapłaty sprawia, że ok. 30 proc. dłużników spłaca należności. W praktyce wpis dłużnika do BIG sprawia, że to rynek staje się windykatorem. Inne firmy, które na podstawie informacji z rejestru podejmują decyzje o odmowie współpracy z dłużnikiem, tak naprawdę wywierają nacisk, ale jednocześnie chronią siebie i gospodarkę przed rozprzestrzenianiem się zatorów - dodaje Andrzej Czapczuk.

Eksperci doradzają, by nie zwlekać z windykacją. Ponad połowa przedsiębiorstw mówi, że doświadcza ponad 60-dniowych opóźnień płatności za towary i usługi - wynika z badania wykonanego na zlecenie BIG InfoMonitora. Z powodu opóźnień co piąta firma traci rocznie do 20 tys. zł, co dziesiąta ponad 50 tys. zł, a co druga nawet nie potrafi oszacować strat. Z pewnością przynajmniej część utraconych pieniędzy udałoby się odzyskać, jeśli zainteresowani zaczęliby w porę działać.

Według Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa podwykonawcy powinni zacząć budować bufor bezpieczeństwa po doświadczeniach z ubiegłego roku, gdy weszły przepisy o odwróconym VAT. Nie zgromadzili zapasów gotówki i gdy okazało się, że nie otrzymują zwrotu podatku w ustawowym terminie, zaczęły się problemy. - Opóźnienia w wypłacie sięgały nawet kwartału, co miało odzwierciedlenie w sytuacji finansowej wielu firm. Dlatego decydowały się na podnoszenie cen za swoje usługi, by odrobić straty - tłumaczy Rafał Bałdys-Rembowski. W tym roku zastosowanie takiego rozwiązania może nie być już takie proste, bo generalni wykonawcy z coraz większym trudem przyjmują każdą podwyżkę cen.

@RY1@i02/2018/021/i02.2018.021.130000100.801.jpg@RY2@

Dobra sytuacja branży nie chroni przed kłopotami

Patrycja Otto

patrycja.otto@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.