Górnicy żądają podwyżek, kopalnie trzymają się za kieszeń
Związkowcy Polskiej Grupy Górniczej chcą 12-proc. podwyżek od przyszłego roku. Spełnienie tego postulatu kosztowałoby spółkę 500 mln zł
Choć rozmowy płacowe w firmach węgla kamiennego zaczynają się zwykle jesienią, to strona społeczna największej spółki branżowej w kraju, czyli Polskiej Grupy Górniczej, już wystosowała swoje żądania. Związkowcy zagrozili, że jeśli do 1 września nie zostaną podjęte rozmowy, to rozpocznie się spór zbiorowy. Jego konsekwencją mógłby być docelowo nawet strajk, ale na to nikt przed wyborami nie pozwoli, zwłaszcza w sytuacji, gdy jedynką Prawa i Sprawiedliwości na Śląsku jest premier Mateusz Morawiecki.
Jak ustalił DGP, rozmowy płacowe w PGG będą się odbywać, ale według naszych rozmówców nie ma mowy, by spółka zgodziła się na dołożenie ponad pół miliarda do kosztów stałych, w skład których wchodzą wynagrodzenia. Kwota ta byłaby wyższa niż całoroczny zysk firmy za 2018 r. Poza tym spółka musi zacząć spłacać bankom obligacje – po 200 mln zł rocznie. Wreszcie niespełna półtora miesiąca temu górnicy z PGG dostali jednorazową nagrodę z ubiegłorocznego zysku (od 900 zł brutto w administracji do 1550 zł brutto dla dołowców). Przelew poszedł 1 sierpnia i tego samego dnia do zarządu trafiło pismo z żądaniem podwyżek.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.