Rynek taxi już nie będzie taki sam. Czy Uber straci? Na pewno wyznaczył trendy
S trajki w oświacie przyćmiły niedawne protesty taksówkarzy, którzy sprzeciwiają się lex Uber. Jednak to wcale nie oznacza, że taksówkarze złożyli broń, a rząd może uznać sprawę za zamiecioną pod dywan. Minister Jadwiga Emilewicz zapewniła, że rząd jeszcze raz pochyli się nad projektem i przeanalizuje propozycje protestujących. Czy to zrobił? Z nieoficjalnych informacji dowiadujemy się, że tak, ale chęci do zmian w projekcie nie ma. Taksówkarze czekają teraz, co zdarzy się 24 kwietnia na komisji sejmowej. Mówią nam wprost: jeżeli w środę nie zostaną zgłoszone propozycje zmian w złej ustawie, to wychodzimy na ulice. – Zrobimy to również wtedy, jeżeli druga część rządowych zobowiązań nie zostanie zrealizowana, a więc wtedy, kiedy obiecane kontrole inspekcji transportu drogowego, mające eliminować z rynku tych nieuczciwych kierowców, którzy już obecnie łamią przepisy, jeżdżąc bez taksometrów i bez licencji, nie przyniosą spodziewanych rezultatów – zapowiadają nam przedstawiciele taksówkarzy.
Bo protestujący nie mają wątpliwości ‒ wbrew temu, co mówi rząd – że ustawa w proponowanym kształcie zliberalizuje rynek, otwierając szeroko drzwi ponadnarodowym korporacjom, tym samym skazując mniejszych, rodzimych graczy na klęskę. To, co budzi największe kontrowersje, to uznanie aplikacji za równe taksometrowi. Zdaniem taksówkarzy powstaje pytanie: czy fiskus będzie mógł skutecznie kontrolować prywatne aplikacje. Ich zdaniem także zapowiadane ułatwienie dostępu do zawodu taksówkarza, w tym np. obniżenie opłat za licencje czy zniesienie wysokich zabezpieczeń, nie jest ukłonem w stronę całego środowiska, ale przede wszystkim ułatwieniem dla kierowców Ubera. A na dodatek ich zdaniem ten nowy akt prawny jest pełen luk. – Skoro bowiem mamy przepisy, które już teraz są obchodzone, dlaczego mamy przyjmować, że niedoskonałe nowe prawo również nie będzie obchodzone przez nieuczciwych – pyta Jarosław Iglikowski, przewodniczący Związku Zawodowego Taksówkarzy „Warszawski Taksówkarz”. Eksperci, których prosiliśmy o przyjrzenie się ustawie, przyznają: po zmianach rynek taksówkarski już nie będzie taki sam. ©℗
Joanna Pieńczykowska
joanna.pienczykowska@infor.pl
Rewolucja pożera swoje dzieci
Na wyczekiwanych zmianach taksówkarze wcale nie zyskają. Uber też będzie miał trudniej. Może się okazać, że najlepiej na tym wszystkim wyjdą ci, którzy już dziś łączą taksówkarskie reguły z nowoczesną technologią
– To bardzo zły dla nas projekt – tak mówią dziś taksówkarze o tzw. lex Uber, czyli o projekcie nowelizacji ustawy o transporcie drogowym, która ma uregulować rynek przewozów pasażerskich. Jeszcze kilka tygodni temu, gdy trwały prace nad projektem, zapowiadano, że może on spowodować wycofanie się Ubera i jemu podobnych biznesów znad Wisły. Tradycyjni przewoźnicy bardzo na taki kształt regulacji liczyli. Dziś – gdy znamy już proponowane brzmienie przepisów w ostatniej, zaakceptowanej już przez rząd wersji, bardziej prawdopodobne jest, że uchwalenie ustawy doprowadzi do upadku co najmniej kilkunastu średnich i dużych korporacji taksówkarskich.
Stąd też oburzenie taksówkarzy. Protesty kierowców – przyćmione przez szereg bardziej gorących wydarzeń politycznych, w tym ogólnopolski strajk nauczycieli – uszły uwadze i obywateli, i rządzących. Co prawda taksówkarze zawiesili je, ale dopiero po tym, jak resort przedsiębiorczości obiecał protestującym pod jego siedzibą taksówkarzom, że przyjęte już przez rząd przepisy zostaną jeszcze raz przeanalizowane. Jak wynika z informacji dochodzących z kręgów rządowych, analiza ta miała już miejsce i okazało się, że projekt jest dobry i godzi interesy poszczególnych uczestników rynku. Zanosi się więc na to, że zmian raczej nie będzie. Taksówkarze przyznają, że takie informacje już do nich docierają, jednak z decyzjami o wznowieniu protestów czekają do 24 kwietnia, kiedy to odbędzie się posiedzenie sejmowych komisji. – Jeśli w ich trakcie projekt nie zostanie zmieniony, to wznowimy akcję w całym kraju. Zdajemy sobie sprawę, że wszelkie protesty nie przynoszą nam poparcia opinii publicznej, ale nie mamy nic do stracenia – mówi Jarosław Iglikowski, przewodniczący związku „Warszawski Taksówkarz.
Dziś chyba nikt nie ma wątpliwości. Jeżeli projekt zostanie przyjęty w obecnym kształcie, to rynek taksówkarski już nie będzie taki sam: dostęp do zawodu stanie się łatwiejszy, konkurencja będzie większa i coraz bardziej istotną rolę będą odgrywać duzi gracze. Ale po kolei.
WAŻNE Pośrednik w przewozie osób będzie musiał m.in. sprawdzić, czy podmiot, który realizuje zlecenia przewozu osób na jego rzecz, ma ważną licencję. Za niewywiązanie się z tego obowiązku na pośrednika będzie nakładana kara w wysokości 10 000 zł .
Pośrednictwo uregulowane
Największe kontrowersje wzbudzają dwie zmiany: uregulowanie pośrednictwa w przewozie (czyli działalności takiej, jak prowadzi Uber) oraz dopuszczenie możliwości stosowania aplikacji mobilnej zamiast taksometru.
Zdefiniowane w projekcie ustawy pojęcie „pośrednictwo przy przewozie osób” oznaczać będzie działalność gospodarczą polegającą na przekazywaniu zleceń przewozu z wykorzystaniem domen internetowych, aplikacji mobilnych, programów komputerowych oraz systemów teleinformatycznych lub innych środków przekazu informacji. Tego typu działalność dotyczyć ma przewozu osób samochodem osobowym, pojazdem samochodowym przeznaczonym konstrukcyjnie do przewozu powyżej siedmiu i nie więcej niż dziewięć osób łącznie z kierowcą lub przewozu taksówką. W praktyce – operatorzy Ubera, Bolta i innych podobnie działających aplikacji uznani będą za pośredników w przewozie. Ci zaś będą zobowiązani do:
- prowadzenia elektronicznego rejestru, w którym przez pięć lat mają być przechowywane wszystkie informacje na temat zleceń przewozowych;
- prowadzenia elektronicznej ewidencji, w której przez pięć lat mają być przechowywane dane dotyczące przedsiębiorców, którym zlecono przewozy osób.
Ponadto pośrednik w przewozie osób będzie musiał m.in. sprawdzić, czy podmiot, który realizuje zlecenia przewozu osób na jego rzecz, ma ważną licencję. A za niewywiązanie się z tego obowiązku na pośrednika będzie nakładana kara w wysokości 10 tys. zł. To dla przewoźników takich jak Uber istotna zmiana: będą musieli bowiem zatrudniać wyłącznie takich kierowców, którzy posiadają licencje na przewóz osób wydawane przez starostów. W przeciwnym razie to oni (a nie tylko kierowca – jak to w praktyce bywało do tej pory) zapłacą kary.
Zdaniem resortu infrastruktury, który przygotował projekt, zmiany te umożliwią skuteczną kontrolę podmiotów świadczących usługi pośrednictwa dotyczącego przewozu osób, w tym również pod kątem wywiązywania się przez nie z obowiązku podatkowego oraz pozwolą zweryfikować, czy pośrednicy przestrzegają obowiązujących przepisów prawa.
Duże zmiany w przewozie osób
Ominą przepisy?
Taksówkarze to rozwiązanie uważają za dobre koncepcyjnie, ale daleko niedoskonałe. Jarosław Iglikowski ma obawy co do jego skuteczności. Już dziś bowiem na np. kierowców współpracujących z Uberem nałożony jest szereg wymogów. Sęk w tym, że w większości miast nie były one sprawdzane – przez co liczne osoby łamały przepisy. – Obawiamy się tego samego przy kontroli pośredników. Projektodawca obiecuje, że ustawa umożliwi skuteczną kontrolę, ale szczerze mówiąc, nie dostrzegamy przepisów ani gwarancji, które takie kontrole zapewnią – wskazuje przewodniczący związku „Warszawski Taksówkarz” (więcej rozmowa).
Nowelę chwali za to radca prawny Dominik Gajewski, ekspert Konfederacji Lewiatan. Uważa, że pomysł wprowadzenia ustawowej definicji pośrednika oraz nałożenia na niego obowiązków to trafny pomysł. Co ważne – będzie ono obejmowało tylko usługi typu taxi, bez prawa do pośrednictwa w przewozach okazjonalnych. Zatem dla pośredników typu Uber oznacza to koniec ze współpracą z tymi, co nie posiadają licencji, a zasłaniają się tylko okazjonalnym przewozem. – To niezwykle istotny element projektowanych zmian i jedyny zapis, który w naszym przekonaniu może doprowadzić do zatrzymania zjawiska nielegalnego przewozu osób w miastach. Wobec braku możliwości kontroli dużej liczby nieoznakowanych pojazdów, jedynie odpowiedzialność pośrednika za zlecanie przejazdów nielicencjonowanym kierowcom może ograniczyć dotychczasowy proceder – uważa Gajewski. Jednak i on ma zastrzeżenia.
Licencja dla pośrednika
– Projektodawca idzie o krok za daleko – stwierdza Dominik Gajewski. Chodzi o wprowadzenie wymogu licencyjnego także dla pośredników. A ten zdaniem mec. Gajewskiego jest jedynie zbędnym biurokratycznym obowiązkiem, który ograniczy dostęp do rynku. – Dodatkowe licencje dla pośredników to najsłabszy punkt tej ustawy. Określone w projektowanych przepisach obowiązki, w tym wpis do rejestru CEIDG lub KRS i prowadzenie rejestru podmiotów współpracujących z pośrednikiem, jest w zupełności wystarczające dla zapewnienia równych zasad na rynku oraz przejrzystości podatkowej – twierdzi prawnik.
Wtóruje mu Krzysztof Urban, dyrektor zarządzający mytaxi w Polsce.
– Oceniamy ten wymóg jako nadmierną biurokrację, ograniczenie wolności gospodarczej i krok, który doprowadzi do przeregulowania rynku. Jesteśmy za określeniem obowiązków dla pośredników, ale nie wymaganiem wobec nich licencji. To trochę tak, jakby właściciel kawiarni, który stosuje się do przepisów sanepidu, musiał dodatkowo wyrabiać licencję z samego tytułu prowadzenia kawiarni – zaznacza Krzysztof Urban (więcej rozmowa).
Aplikacja zamiast taksometru
Inna zmiana, która budzi olbrzymie kontrowersje, dotyczy dopuszczenia stosowania aplikacji mobilnej zamiast taksometru. To, jak przepisy w tej kwestii będą wyglądały w finalnej wersji projektu, ważyło się do ostatniej chwili. Pomysł uznania aplikacji za równorzędną taksometrowi podzielił bowiem resorty. Ministerstwo Infrastruktury i Przedsiębiorczości podkreśla, że trzeba odpowiadać na potrzeby nowoczesności i oczekiwania Polaków. Z kolei resort finansów uważał, że ułatwienia na rynku dla przedsiębiorców nie mogą prowadzić do poluzowania mogącego skutkować nieprawidłowościami, w tym unikania płacenia podatków.
Ostatecznie wygrała ta pierwsza koncepcja. W projekcie noweli przyjętej przez rząd przewidziano możliwość stosowania aplikacji mobilnej jako alternatywnego urządzenia służącego do naliczania opłaty wobec obecnie stosowanego taksometru i kasy fiskalnej. Ma to dotyczyć taksówkarzy oraz okazjonalnego przewozu osób pojazdem samochodowym (przeznaczonym konstrukcyjnie do przewozu powyżej siedmiu i nie więcej niż dziewięciu osób łącznie z kierowcą). Założono, że stosowanie aplikacji mobilnej będzie możliwe, gdy minister do spraw informatyzacji w porozumieniu z ministrami do spraw transportu i finansów określi w rozporządzeniu minimalne dla niej wymagania funkcjonalne oraz zabezpieczenia danych przez nią gromadzonych (mając na uwadze konieczność prawidłowego naliczania opłat za przewóz osób). W praktyce więc Uber, Bolt, mytaxi, itaxi i wiele innych podmiotów będzie mogło zrezygnować z taksometrów i kas fiskalnych w pojazdach. Wystarczy stosowanie własnej aplikacji spełniającej wymogi, które zostaną wskazane przez ministra cyfryzacji w przepisach wykonawczych. Przy czym z naszych informacji wynika, że wymogi techniczne nie będą drakońskie i już teraz najwięksi gracze rynkowi mają odpowiednie aplikacje.
Jak nadzorować
I tu znów dochodzi do konfliktu między taksówkarzami a zwolennikami firm, które w świetle nowych przepisów będą pośrednikami w przewozie. Ci pierwsi twierdzą, że przyjmuje się bardzo złe i ryzykowne rozwiązanie. Przy czym od razu zaznaczają, że nie są przeciwne aplikacji jako takiej. – Dla nas może i ona zastąpić taksometr. Ale pod warunkiem, że będzie to aplikacja państwowa, przygotowana np. przez Ministerstwo Finansów. Nie mamy zaufania do aplikacji prywatnych firm. Nie wierzymy też w skuteczną kontrolę działania tych aplikacji – przekonuje Jarosław Iglikowski.
Ale wielu przyglądających się rynkowi przewozów twierdzi, że dziś kłopoty są z taksometrami, a nie aplikacjami. Przede wszystkim dlatego, że klient korzystający z mobilnej aplikacji dostaje w najgorszym razie szacunkową, a w lepszym dokładną i gwarantowaną cenę za przejazd. – Opcja ustalenia ceny kursu z góry to kwestia bardzo ważna dla klientów. W przypadku taksometru, wsiadając do taksówki, nigdy nie wiem, ile zapłacę za kurs. Dzięki aplikacji mam ten komfort, że mam wybór, bowiem jeszcze przed zrealizowaniem kursu akceptuję bądź nie kwotę, jaką zapłacę – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich. A wiceprezes Forum Obywatelskiego Rozwoju Marek Tatała, dodaje, że nad działaniem aplikacji klient ma kontrolę. Widzi i szacunkową cenę, może kontrolować trasę przejazdu i wreszcie po zakończonym kursie ocenia jakość usługi, przez co najsłabsi kierowcy mają potem kłopoty ze znalezieniem klientów. Tymczasem klient korzystający z usług tradycyjnej korporacji taksówkarskiej niejednokrotnie musi w taksówce siedzieć, jak na szpilkach i sprawdzać, czy „przypadkiem” taksówkarz w trakcie kursu nie zmienił taryfy na droższą (więcej rozmowa).
Ułatwienia dla nowych w zawodzie
Mniejsze kontrowersje (choć patrząc dalekosiężnie, to właśnie ta zmiana może najbardziej zmienić sytuację na rynku taksówkarskim) wzbudzają ułatwienia dla osób chcących rozpocząć działalność związaną z przewozem osób. Projekt noweli zakłada bowiem również szereg drobnych zmian, które obniżą opłaty, ułatwią dostęp do profesji, a w praktyce doprowadzą do szerszego otwarcia zawodu. Mówiąc zaś wprost: po wejściu w życie ustawy nastąpi istotne otwarcie rynku – tak dla kierowców współpracujących z Uberem, jak i dla tych, którzy chcą zostać „zwykłymi” taksówkarzami.
Co proponuje rząd? Wśród propozycji są m.in.:
- niższe opłaty za licencje. Obniżone zostaną opłaty za uzyskanie licencji na samochód osobowy oraz pojazd samochodowy przeznaczony konstrukcyjnie do przewozu powyżej siedmiu i nie więcej niż dziewięciu osób łącznie z kierowcą do poziomu opłat za udzielenie licencji na wykonywanie przewozu osób taksówką w Warszawie. Licencja wydana na okres od 2 do 15 lat ma kosztować 320 zł (obecnie 700 zł), na okres od 15 do 30 lat – 380 zł (obecnie 800 zł), na okres od 30 do 50 lat – 450 zł (obecnie 900 zł);
- zniesienie egzaminów z topografii. W przewozach taksówkami zostanie zniesiona możliwość wprowadzenia – przez radę gminy liczącej powyżej 100 tys. osób – obowiązku szkolenia oraz egzaminu z topografii miejscowości i znajomości przepisów prawa miejscowego dla przedsiębiorcy osobiście wykonującego przewozy lub kierowcy przez niego zatrudnionego;
- likwidacja zabezpieczeń. Przedsiębiorca ubiegający się o licencję na samochód osobowy i pojazd samochodowy przeznaczony konstrukcyjnie do przewozu powyżej siedmiu i nie więcej niż dziewięciu osób łącznie z kierowcą nie będzie musiał wykazywać zabezpieczenia finansowego w wysokości 9 000 euro na pierwszy pojazd oraz 5 000 euro na każdy kolejny;
- jedna licencja na wiele pojazdów. W przypadku zmiany taksówki (na którą wydano licencję) na inny pojazd wystarczy zmiana licencji. Oznacza to, że przedsiębiorca nie będzie musiał występować o nowy dokument, co zmniejszy formalności i obniży koszty takiej operacji.
„Regulacje takie ułatwią dostęp do zawodu taksówkarza” – pisze wprost w uzasadnieniu projektu resort infrastruktury. I nie kryje, że liczy, iż dzięki temu spadną ceny za przejazdy; ergo – będzie taniej dla obywatela. Tyle że taniej dla obywatela oznacza również gorzej dla taksówkarza.
Najwięcej kontrowersji wzbudza propozycja zniesienia obowiązku szkolenia oraz egzaminu z topografii miejscowości i znajomości przepisów prawa miejscowego dla przedsiębiorcy osobiście wykonującego przewozy lub kierowcy przez niego zatrudnionego. – Dlaczego bardziej ufać egzaminom z topografii, podczas gdy aplikacja wskazuje drogę i wybiera tak, żeby była ona najkrótsza? Aplikacja pozwala przecież ominąć prace drogowe, korki spowodowane wypadkami i wiele innych niemożliwych do przewidzenia zjawisk nawet przy najlepszej znajomości miasta. Egzaminy z topografii są reliktem przeszłości, zwłaszcza przy tak dynamicznej urbanizacji miast. Taksówkarze, mimo że zdali egzamin z topografii, przewożąc klientów, też korzystają z nawigacji – mówi Marek Kowalski.
Z kolei taksówkarze zgodnie podkreślają, że profesjonalista nie kieruje się nawigacją. Ta oczywiście jest pomocna, która jednak nie może zastąpić wiedzy taksówkarza.
Niezadowoleni i Uber, i taksówkarze
Na zmianach najwięcej więc mogą natomiast zyskać takie firmy jak mytaxi czy iTaxi. One już dziś mają i aplikacje, i licencjonowanych taksówkarzy
Proponowane przez rząd zmiany na pewno są niekorzystne i dla taksówkarzy, i największych korporacji taksówkowych. Mówią to nie tylko sami taksówkarze, lecz także eksperci. Jak wyjaśniają, ustawa zwana lex Uber wcale nie wykluczy Ubera i jemu podobnych z polskiego rynku, lecz usankcjonuje ich działalność. Zarazem projekt zmierza do otwarcia zawodu taksówkarza, zatem zwiększy się konkurencja wśród wykonujących ten zawód. Powstać może wiele nowych, szybko rozwijających się korporacji, które rzucą rękawice największym. I nawet jeśli ci najwięksi sobie poradzą, na pewno będą musieli rywalizować, choćby cenowo.
Fakt, że nowela będzie bardzo niekorzystna dla obecnie wykonujących zawód taksówkarzy, nie oznacza jednak wcale – wbrew rozpowszechnianym w mediach informacjom – że będzie w pełni korzystna dla Ubera. A wszystko za sprawą wspomnianej już obowiązkowej dla wszystkich kierowców taksówek licencji na przewóz osób. Dziś zaś z Uberem współpracują m.in. obcokrajowcy niemówiący po polsku, których samochody często są w kiepskim stanie technicznym. Pod znakiem zapytania stoi to, czy takie osoby będą w stanie zdobyć licencję. Jeśli nie – Uber musiałby znaleźć innych kierowców, najprawdopodobniej Polaków, z przyzwoitymi autami. Tym zaś musiałby odpowiednio więcej zapłacić (a dokładniej – wziąć mniejszą prowizję). W efekcie może się okazać, że Uber na nowelizacji wcale nie zyska, lecz straci.
Skorzystają korporacje „środka”?
Na zmianach otwierających rynek najwięcej więc mogą zyskać ci, którzy są pośrodku, czyli takie firmy jak mytaxi czy itaxi, które już dziś swoją działalność opierają na aplikacjach do zamawiania tradycyjnych taksówek. Współpracują oni z taksówkarzami, którzy dają rękojmię należytego wykonywania przejazdów. Większość z nich nie ma nic przeciwko temu, by jeden kierowca współpracował z różnymi firmami, oby tylko realizował ustaloną minimalną liczbę kursów w miesiącu (tylko nieliczne żądają wyłączności). Zarazem na linii pośrednik-klient przypominają do złudzenia Ubera lub Bolt. To znaczy konsument wykorzystuje do zamówienia pojazdu aplikację mobilną, poznaje szacunkową cenę przed zamówieniem pojazdu, na bieżąco w swym telefonie komórkowym może sprawdzić trasę przejazdu, aż wreszcie wystawia ocenę kierowcy, by poinformować kolejnych użytkowników, czy warto z daną osobą jechać. Nie może więc dziwić fakt, że menedżerowie tego typu pośredników w przewozie – jako jedni z nielicznych w branży przewozowej – chwalą projekt rządowy.
– Zdaniem mytaxi aktualny projekt ustawy uszczelnia przepisy dotyczące rynku taxi, dzięki czemu nieuczciwi przewoźnicy i platformy, które zlecają im kursy będą musieli zastosować się do tych samych przepisów co licencjonowana branża taxi. Jednocześnie projekt odpowiada na potrzeby pasażerów, co pozytywnie wpłynie na dalszy rozwój branży taxi i sprawi, że będzie bardziej konkurencyjna – przekonuje Krzysztof Urban z mytaxi. Dwóch największych operatorów tego typu – właśnie mytaxi i iTaxi – dlatego występuje coraz częściej razem. I oni mogą być największymi wygranymi ustawy w nowym brzmieniu. ©℗
Uber – persona non grata w Europie ©℗
belgia W kwietniu 2014 r. Uber został zakazany w Brukseli, a firma stanęła przed groźbą zapłaty 10 tys. euro za każdy kurs wykonany przez jej kierowców nieposiadających licencji taksówkarskich. Uber musiał zatem zakazać swojej flagowej działalności UberPOP (wykorzystującej zwykłych kierowców) i skupić się na rozwijaniu usługi UberX (wykorzystującej taksówkarzy). W marcu 2018 r. korporacje taksówkarskie zablokowały drogi w stolicy, domagając się całkowitego zablokowania działalności amerykańskiej spółki w Brukseli oraz poluzowania obowiązków dla taksówkarzy. W styczniu 2019 r. belgijski sąd potwierdził, że funkcjonowanie usług typu UberPOP jest niezgodne z prawem. Pod koniec stycznia 2019 r. sąd wydał zaś orzeczenie, że nie ma podstaw do zablokowania usługi UberX. Stwierdził, że firma nie organizuje bowiem przewozów, lecz jest pośrednikiem technologicznym pomiędzy zamawiającymi a taksówkarzami. Ci ostatni nie są zatem jego pracownikami.
czechy Największy strajk taksówkarzy w czeskiej Pradze miał miejsce w lutym 2018 r., kiedy to taryfiarze skutecznie ograniczyli płynność ruchu autostrady przez kilka dni. W marcu 2018 r. Uber był zmuszony porozumieć się z czeskim rządem. Na mocy porozumienia zadeklarował, że wszyscy jego kierowcy będą mieli licencje taksówkarskie.
dania Po uruchomieniu usługi w 2014 r. na Ubera od razu spadła fala krytyki. Najgłośniejsi byli taksówkarze i ich związki, ale również wielu polityków przyznawało, że amerykańska spółka działa nieuczciwie, nie spełniając wymogów prawnych w taki sposób, jak czynią to firmy taksówkarskie. W listopadzie 2016 r. jeden z kierowców usłyszał wyrok obligujący go do zapłaty 6 tys. koron duńskich za łamanie przepisów tamtejszej ustawy o transporcie. Wyrok dał początek wprowadzeniu kolejnych obostrzeń. W marcu 2017 r. Uber postanowił całkowicie wycofać się z duńskiego rynku. Powodem było przyjęcie regulacji nakazującym jego kierowcom posiadanie w samochodach taksometrów, kamer oraz czujników wagi siedzenia każdego pasażera. Do tego dochodziły dodatkowe obowiązki podatkowe dla kierowców. Firma uznała, że dalsze prowadzenie działalności w kraju nie ma sensu. To jednak nie był koniec. We wrześniu 2018 r. Sąd Najwyższy potwierdził surowe kary nałożone na czterech kierowców Ubera za jazdę bez wymaganej przez prawo licencji taksówkarskiej. Jeden z nich musi więc zapłacić karę wynoszącą prawie 300 tys. zł. Duński urząd podatkowy przygotował również listę 1500 kierowców jeżdżących w ramach aplikacji. Wyrok otworzył drogę do ukarania każdego z nich za działalność dokonywaną kilka lat wcześniej.
grecja Uber zadebiutował w stolicy Grecji w 2014 r. i natychmiast wywołał kontrowersje wśród taksówkarzy. W kwietniu 2018 r. w Atenach wprowadzono prawo polegające m.in. na stworzeniu rejestru usług car-sharingowych oraz ich klientów. Nakazano, aby każdy przejazd usługą car-sharingową zaczynał się i kończył w siedzibie przewoźnika albo w jednym z wyznaczonych uprzednio lokalizacji. Mowa tu np. o miejscach postojowych dla taksówek, z których jednak mogły korzystać wyłącznie pojazdy wchodzące w skład usługi UberTAXI (wykorzystującej standardowych taksówkarzy). Znacząco ograniczyło to możliwości przewozów z wykorzystaniem aplikacji Ubera.
rumunia Kilka tygodni temu pod naciskiem protestów związków taksówkarzy COTAR rumuński rząd obiecał dokonać zmian w prawie, które skutecznie zablokują możliwość działania korporacji parataksówkarskich, jak Uber czy Taxify. W tamtejszym prawie jest możliwość nakładania kar za „powtarzające się” dokonywanie nielegalnych kursów. Taksówkarze wymogli na rządzie usunięcie tego sformułowania, ponieważ do tej pory były trudności w określaniu, czy kierowca korporacji parataksówkarskiej rzeczywiście dokonuje przejazdów notorycznie.
węgry W lipcu 2016 r. Uber został na Węgrzech uznany za nielegalną działalność parataksówkarską. Firma musiała wycofać się z kraju po tym, jak rząd wprowadził prawo nakazujące dostawcom internetu blokowanie działania aplikacji Ubera. Dalsze prowadzenie działalności było bowiem niemożliwe. Przedstawiciele rządu oświadczali, że działalność Ubera nie została jednak zakazana, lecz jej funkcjonowanie musiało być przymusowo ograniczone ze względu na to, że kierowcy jeżdżący z aplikacją naruszają prawo, do którego muszą stosować się taksówkarze.
wielka brytania W czerwcu 2014 r. londyńscy taksówkarze z Hackney Carriage i członkowie Związku Licencjonowanych Kierowców Taxi zablokowali ruch drogowy w mieście. Był to efekt wydania przez TFL (Transport for London) odmowy zawieszenia działania Ubera w brytyjskiej stolicy. Ówczesny burmistrz Londynu Boris Johnson stwierdził, że skuteczne zablokowanie działalności tej firmy może być prawnie bardzo skomplikowane i każdorazowa próba, może skończyć się procesem sądowym ze spółką. Firma mogła więc działać aż do sierpnia 2017 r., kiedy to TFL postanowił nie przedłużać Uberowi licencji na wykonywanie transportu. Instytucja stwierdziła, że firma działa nieprawidłowo (ang. fit and proper) i stąd nie nadaje się do funkcjonowania na terenie Londynu. W połowie 2018 r. Uber stracił również możliwość wykonywania kursów w Brighton oraz w Yorku. W marcu 2019 r. brytyjscy kierowcy Ubera zażądali od firmy przesłania kolekcjonowanych przez spółkę danych osobowych dotyczących kierowców. Jako podstawę podali rozporządzenie RODO. Uważają, że dzięki uzyskanym danym, będą mogli ustalić, w jaki sposób działa aplikacja i w jaki dokładnie sposób dzieli się dochodem z kierowcami.
Oprac. JAS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu