W pogoni za drożejącym mieszkaniem
W Polsce brakuje dwóch milionów lokali. Niektórzy coraz lepiej na tym zarabiają
fot. Tomasz Kawka/East News
Mieszkania w Polsce drożeją i to solidnie – w tempie 9–10 proc. rocznie. Przyczyna jest podręcznikowa: z jednej strony rośnie popyt, bo ludzi na więcej stać; z drugiej – stale utrzymuje się deficyt lokali. Deficyt właściwie strukturalny, będący zaszłością jeszcze po czasach PRL, na który żaden rząd po 1989 r. nie miał dobrego pomysłu. Sytuacja się poprawia, ale zbyt wolno. Według danych GUS w 2018 r. na tysiąc mieszkańców przypadało 375 mieszkań, a dekadę wcześniej o 40 mieszkań mniej. Takie tempo wzrostu nie wystarczy, by poprawić sytuację lokalową dużej części Polaków.
Eurostat podaje, że wskaźnik przeludnienia, pokazujący, jaki odsetek populacji gnieździ się w zbyt małych mieszkaniach (co oznacza m.in., że kilkoro rodzeństwa musi dzielić jeden pokój), nadal jest wysoki. W 2018 r. wynosił 39,2 proc. Nie tylko daleko nam pod tym względem do unijnej średniej (15,4 proc.), lecz także jesteśmy w niechlubnej europejskiej czołówce państw z największymi mieszkaniowymi deficytami. Gorzej jest tylko w takich krajach jak Czarnogóra, Serbia, Rumunia, Macedonia Północna czy Turcja. Jakby tego było mało, jakość dostępnych mieszkań też pozostawia wiele do życzenia. Tak zwanym ubóstwem mieszkaniowym dotkniętych jest około 8,6 proc. Polaków. Egzystują w lokalach, gdzie np. brak toalety czy łazienki, z przeciekającym dachem i niedostatecznym oświetleniem itd. Z zestawień Eurostatu wynika, że w 2018 r. Polska znalazła się na niechlubnym piątym miejscu pod względem skali mieszkaniowej biedy na 28 państw unijnych.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.