Dolar sobie poradzi…
Ale od razu chce się dodać: „…jeśli jego obrońcy nie będą go mocno wspierać”. Dotyczy to przede wszystkim najgłośniejszego z piewców pozycji dolara – Donalda Trumpa. Tak bardzo obawia się on spadku znaczenia amerykańskiej waluty w światowej gospodarce, że zagroził – w przypadku ponownych przenosin do Białego Domu – karnymi cłami tym państwom, które chciałyby zrezygnować z dolara w dokonywaniu transakcji oraz z gromadzenia w nim rezerw.
Dotychczasowa historia potwierdza, że swoją uprzywilejowaną i dominującą pozycję amerykański pieniądz zawdzięcza głównie liberalnej gospodarce oraz otwartemu rynkowi finansowemu. Zaś bezwzględne zmuszanie do używania dolara może przynieść tylko odwrotny skutek. Szczególnie w państwach z autokratycznymi systemami politycznymi. Tym samym może mu zaszkodzić nie długa lista głosów mówiących o spadku jego znaczenia, lecz zbytnie zabieganie o utrzymanie jego pozycji.
O zmniejszeniu roli dolara mówiono też podczas ubiegłotygodniowego spotkania przywódców (nie wszystkich) BRICS w rosyjskim Kazaniu. Ta organizacja od początku jest nastawiona na stworzenie przeciwwagi dla zdominowanego przez USA porządku światowego, którego ważnymi instytucjami są Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) i Bank Światowy (BŚ).
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.