Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Gospodarka Niemiec czeka na zbawcę

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Angela Merkel nie ma pomysłu na reformowanie kraju, ale pozostaje najlepszą kandydatką do pokierowania motorem napędowym Europy

Biznesowa Europa z nadzieją czeka na ostateczny wynik niemieckich wyborów do Bundestagu. Nic dziwnego, kondycja największej gospodarki Europy to klucz do odpowiedzi na pytanie, czy i kiedy Unia zacznie wychodzić z kryzysu. Mimo wyborczego sukcesu Angela Merkel nie będzie jednak w stanie przedstawić w najbliższych latach wiarygodnego planu powrotu Niemiec do roli dynamicznego motoru UE.

- Uwolnijcie Angelę - apelował w ubiegłym tygodniu brytyjski "The Economist". Najważniejszy opiniotwórczy tygodnik biznesowej Europy wyraził w ten sposób nadzieję gospodarczych elit Starego Kontynentu, że po wyzwoleniu się Merkel z tzw. wielkiej koalicji chadeckiej CDU/CSU z lewicowym SPD szefowa chadeków będzie mogła pchnąć niemiecką gospodarkę na nowe tory. Tak się jednak nie stanie.

Po pierwsze, nawet jeśli Merkel utworzy swój wymarzony rząd z liberalną FDP, nowe władze będą musiały rządzić z pustą kasą. Przyjęty w styczniu tego roku pakiet nakręcania niemieckiej koniunktury i ratowania zagrożonych upadkiem banków (wart łącznie ok. 650 mld euro) spowodował, że finanse Republiki Federalnej są w najbardziej dramatycznym od 1945 r. stanie. W 2010 roku dług publiczny wyniesie aż 86,1 mld euro i będzie aż osiem razy wyższy niż przed kryzysem. Na dodatek z powodu spowolnienia gospodarki wpływy do niemieckiego budżetu zmniejszą się do 2012 r. o 316 mld euro. W tej sytuacji trzeba będzie ciąć na wszystkim: polityce rodzinnej, wydatkach socjalnych czy służbie zdrowia. Skutki odczujemy na własnej skórze, gdyż przyciśnięty budżetową mizerią Berlin stanie się trudniejszym partnerem przy unijnym stole. Przekonamy się o tym najpóźniej za trzy lata, gdy największy płatnik unijnej kasy zasiądzie do negocjowania budżetu UE na lata 2014 - 2020. Można spokojnie założyć, że pamiętny gest Merkel, która na swoim pierwszym szczycie UE w 2005 roku lekką ręką przyznała Polsce dodatkowe 100 mln euro, będzie w nowych warunkach niemożliwy.

Po drugie cztery lata temu Merkel rzeczywiście szła do wyborów z programem ambitnej przebudowy skostniałych struktur reńskiej ekonomiki: chciała obniżyć podatki, zreformować państwo socjalne, zaktywizować zawodowo zadowolonych z siebie bezrobotnych i ulżyć przedsiębiorcom. Jednak po wprowadzeniu się do Urzędu Kanclerskiego przekonała się, że Niemcy nie chcą reform i nie godzą się na nie. Potem, pod jej rządami, podwyższono m.in. zasiłek dla najdłuższych stażem bezrobotnych i uchwalono superbecikowe (przez rok na urlopie wychowawczym ojciec lub matka dostaje od państwa 67 proc. swojej pensji, ale nie więcej niż 1800 euro). Kulminacją była decyzja bezprecedensowej interwencji państwa w niemiecką gospodarkę i - podejrzana z punktu widzenia unijnych zasad konkurencji - pomoc dla bankrutującego Opla.

Mimo tych wszystkich zastrzeżeń europejskie elity biznesowe są zgodne: Merkel to dziś najlepsze, co powyborcze Niemcy mają do zaoferowania. Głównie dlatego, że konkurencyjna SPD znajduje się od kilku lat w głębokim kryzysie, a partia gospodarczo jest podzielona na zwolenników głębokich reform niemieckiego państwa socjalnego (tzw. pakiet Agenda 2010, którego realizację zaczął jeszcze kanclerz Gerhard Schroeder) i jego zatwardziałych wrogów.

Na tydzień przed wyborami poparcia Merkel udzielił najbardziej renomowany dziennik finansowy za Odrą "Financial Times Deutschland". - Merkel jest pragmatyczna i potrafi się uczyć. Jej zdolność do analizy, umiejętność wykuwania kompromisów i forsowania swojego zdania wewnątrz własnej partii to kapitał, który gwarantuje, że nie czeka nas katastrofa - oceniła gazeta w komentarzu redakcyjnym. Podobnie perspektywę kolejnych czterech lat z Angelą Merkel oceniał kilka tygodni temu "The Economist". "W polityce jest czasem jak podczas meczu piłkarskiego. Zwykle przy rzucie karnym bramkarz nie ma czasu na reakcję, rzuca się więc intuicyjne na lewo lub na prawo w nadziei, że piłka też poleci w tym kierunku. Badania dowodzą jednak, że egzekutorzy karnych najczęściej strzelają... w środek. Podobnie jest z politykami, którzy działają pod presją opinii publicznej domagającej się natychmiastowych działań".

@RY1@i02/2009/189/i02.2009.189.000.002a.101.jpg@RY2@

Czołowa gospodarka UE zwalnia obroty

Rafał Woś

rafal.wos@dziennik.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.