Dziennik Gazeta Prawana logo

Nie będzie weta do zmian w finansach publicznych?

1 lipca 2018

Prezydent skłania się do podpisania ustawy o finansach publicznych - zapowiadają jego współpracownicy. Lech Kaczyński ma czas do piątku na podjęcie decyzji.

- Nie stawiam jeszcze kropki nad i, ale prezydent mimo swoich zastrzeżeń skłania się do podpisania ustawy o finansach publicznych. Choć ma świadomość, że zawiera wiele braków. Zdaje sobie sprawę, że to ustawa strategiczna - mówi Władysław Stasiak, szef Kancelarii Prezydenta.

Na spełnienie zapowiedzi prezydenckich urzędników czeka PO. - Ucieszę się, jeśli tak się stanie, bo to pierwsza taka ustawa od kilkunastu lat. Wcześniej próbowały SLD i PiS, udało się teraz - twierdzi szef klubu PO Zbigniew Chlebowski.

Ustawa ma uporządkować finanse publiczne. Likwiduje część rządowych agencji i funduszy, gospodarstwa pomocnicze. Na podstawie nowych przepisów rząd będzie przygotowywał Wieloletni Plan Finansowy Państwa, który będzie podstawą do tworzenia rocznych budżetów.

- Nie dziwię się, że prezydent jest bliski podpisania, bo to ustawa przejęta po Zycie Gilowskiej, do której wprowadziliśmy nowe elementy. Jeśli prezydent ma wątpliwości, powinien zapytać profesor Gilowską - komentuje te zapowiedzi prof. Stanisław Gomułka, który jako wiceminister finansów w obecnym rządzie odpowiadał za prace nad ustawą. Zyta Gilowska dwukrotnie podchodziła do przeforsowania tej reformy. W rządzie Tuska początkowo prace nad nią biegły wolno, co stało się jedną z przyczyn ustąpienia prof. Gomułki. Ostatecznie jednak udało się przyjąć projekt przez rząd i uchwalić w parlamencie. W piątek mija 21 dni, które ma prezydent na decyzję w sprawie ustawy.

-To ustawa, która prowadzi do jawności i przejrzystości w finansach publicznych. Da oszczędności budżetowi państwa i samorządom. W ciągu trzech, czterech lat może to wynieść nawet kilka miliardów złotych - wylicza Zbigniew Chlebowski.

Ale w otoczeniu prezydenta pojawiają się też zastrzeżenia. Chodzi o przepisy dotyczące tzw. progów ostrożnościowych przewidujące, że jeśli dług państwa przekroczy kolejno 50 proc., 55 proc., 60 proc. PKB, to rząd musi podjąć kroki przeciwdziałające wzrostowi zadłużenia. M.in. po przekroczeniu progu 55 proc. nie będzie podwyżek w budżetówce i waloryzacji rent i emerytur, a w skrajnych przypadkach rząd musi przygotować budżet bez deficytu. - Przedziwne jest zaostrzanie progów ostrożnościowych. Szczególnie wobec obecnej kryzysowej sytuacji na świecie - mówi ekonomiczny doradca prezydenta Ryszard Bugaj. Według wielu ekonomistów wprowadzenie ustawy jest konieczne do uzdrowienia finansów publicznych. - To nie zastąpi reformy, czyli zmniejszenia roli wydatków sztywnych, np. dotacji do KRUS czy zmian w podatkach. Ale to niezbędny krok do wprowadzenia takich zmian - mówi prof. Gomułka.

Grzegorz Osiecki

grzegorz.osiecki@dziennik.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.