Na kryzys najlepszy jest MFW
Gdy spółka wchodzi na giełdę, zawsze twierdzi, że jest najlepsza, jedyna i najbardziej zyskowna oraz że bez względu na to, co się stanie, firma ma świetlaną przyszłość. Wszystkie te twierdzenia poparte są słupkami i wykresami. Ot, zwykły marketing, który, niestety, w wielu wypadkach - wcześniej czy później - okazuje się kłamstwem.
A ja zawsze stawiam sobie pytanie ze szmoncesu: skoro to taka wspaniała inwestycja, to dlaczego właściciele chcą się ze mną nią podzielić? Odpowiedzi są różne, ale nie wykraczają poza zakres PR.
Są też spółki, które nigdy nie wejdą na giełdę, a są bardzo ciekawe i bardzo zyskowne. Inwestorzy mogą co najwyżej pomarzyć o ich akcjach, obserwując kolejne bardzo udane transakcje. Część z tych firm po jakimś czasie traci swój blask albo wręcz schodzi z biznesowej sceny. Zazwyczaj dlatego, że już zrobiły te interesy, które mogły zrobić, a ich właściciele na tych interesach zarobili swoje.
Przed laty, gdy na giełdzie było źle, jeden z zarządzających pół żartem, pół serio pytał, gdzie może kupić akcje Prokom Investment i Kulczyk Holding. Marzył bowiem, by papiery tych spółek mieć w portfelu funduszu, którym zarządzał.
Dziś w bessie inwestorzy marzą o tym, by zostać akcjonariuszem Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
- Gdyby MFW był notowany na giełdzie, miałbym jego akcje w portfelu. To instytucja, która zarabia, gdy cykl gospodarczy jest w fazie spadku - mówi agencji Bloomberg jeden z ekspertów w przeszłości związany z rynkiem kapitałowym i zarządzaniem aktywami.
Z wyliczeń ekspertów wynika, że w przyszłym roku zysk MFW wyniesie 650 mln dolarów, a walnie przyczynią się do tego kredyty udzielone w zeszłym i tym roku borykającym się z kryzysem ekonomicznym rządom krajów Europy Wschodniej.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.