Kosmetyka zamiast reform
Wyższe podatki i prywatyzacja mają dać rządowi 38 mld zł w przyszłym roku. To ma wystarczyć, by dług publiczny nie przekroczył 55 proc. PKB.
Nie będzie zapowiadanej reformy finansów publicznych. Zamiast tego rząd chce sięgnąć do kieszeni podatników i więcej prywatyzować. Zdaniem ekonomistów to gra na czas, która nas wszystkich może drogo kosztować.
- Rząd wprowadza zmiany kosmetyczne, a potrzebujemy zasadniczej reformy finansów publicznych i przede wszystkim ograniczenia nadmiernych wydatków socjalnych - mówi Krzysztof Rybiński, były wiceprezes NBP. Gdzie zatem minister finansów będzie szukał brakujących pieniędzy? Dochody ma przynieść przede wszystkim sprzedaż części udziałów PZU i PKO BP. Premier Donald Tusk mówi, że Skarbowi Państwa do zachowania kontroli nad obiema spółkami wystarczy po 25 proc. ich akcji.
Podwyżka podstawowej stawki podatku VAT i zabranie przedsiębiorcom możliwości odliczenia tego podatku od paliw ma przynieść prawie 7 mld zł, kolejne 3 mld zł da wprowadzenie reguły wydatkowej, czyli zasady, że wydatki budżetu państwa rocznie mogą rosnąć maksymalnie o 1 punkt procentowy ponad inflację. Natomiast zmniejszając nakłady na armię, budżet może zaoszczędzić 2 mld zł.
- Ten plan może się okazać niewystarczający, jeśli przyszłoroczny wzrost gospodarczy nie sięgnie zakładanych 4,8 proc. PKB. Wtedy konieczna będzie kolejna podwyżka podatków - mówi ekonomista Janusz Jankowiak.
Nieoficjalnie potwierdzają to politycy Platformy. Przyznają, że jeśli gospodarka nie przyspieszy, to podatek VAT już 2011 roku może wzrosnąć o kolejny punkt procentowy. Docelowo może sięgnąć poziomu 25 proc.
Brak reform może się okazać bardzo kosztowny. - Jeśli deficyt budżetowy nie spadnie poniżej 55 proc. PKB, to rynek może zażądać wyższego oprocentowania naszych obligacji - mówi profesor Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club. Jak szacuje, podniesienie oprocentowania naszych papierów skarbowych o każdy punkt procentowy oznacza wzrost kosztów obsługi długu publicznego o blisko 7 mld zł.
Ekonomiści uważają, że rząd mocno ryzykuje, odkładając jedynie konieczne reformy. - Bolesne cięcia wydatków socjalnych lepiej zaplanować z wyprzedzeniem i rozłożyć w czasie. Inaczej wszystkie trzeba będzie wprowadzić jednocześnie, co wywoła gwałtowne społeczne protesty podobnie jak w Grecji - mówi Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan".
Problem w tym, że tuż przed wyborami samorządowymi zaplanowanymi na jesień tego roku oraz przyszłorocznymi parlamentarnymi żaden z polityków nie kwapi się do wzięcia odpowiedzialności za bolesne reformy.
- Ewentualne odrzucenie przez Sejm programu reform byłoby fatalnym sygnałem dla rynków finansowych. Dlatego wolimy wprowadzać ewolucyjne zmiany, np. cięcia wydatków, które nie wymagają zmian ustaw - tłumaczy jeden z polityków PO. Ale jak zapewniają przedstawiciele SLD i PSL - partii, które potencjalnie mogłyby wesprzeć reformatorskie plany rządu - nikt im nie przedstawił propozycji reform. Dlatego ludowcy domagają się spotkania z premierem i ministrem finansów oraz informacji o stanie finansów publicznych.
@RY1@i02/2010/148/i02.2010.148.000.004a.001.jpg@RY2@
Gdzie rząd szuka pieniędzy?
@RY1@i02/2010/148/i02.2010.148.000.004a.002.jpg@RY2@
Fot. Maksymilian Rigamonti
Donald Tusk i Jacek Rostowski
Jarosław Olechowski
Roman Grzyb
dgp@infor.pl
dyrektor w dziale doradztwa podatkowego Ernst & Young
@RY1@i02/2010/148/i02.2010.148.000.004a.003.jpg@RY2@
Fot. Materiały prasowe
Roman Namysłowski, dyrektor w dziale doradztwa podatkowego Ernst & Young
Zmiany, jakie proponuje premier w zakresie podatku VAT, są dopuszczalne w świetle regulacji unijnych. Przewidują one, że każdy kraj członkowski może stosować dwie stawki obniżone. Biorąc pod uwagę, że do limitu tego nie liczy się stawki zerowej, zastosowanie stawek 6- i 8-proc. jest dopuszczalne. Zgodnie z unijnym prawem najniższa stawka nie może być niższa od 5 proc. Możliwe też jest podniesienie stawki podstawowej do 23 proc. Przepisy unijne przewidują, że stawka ta nie może być niższa niż 15 i wyższa niż 25 proc. Również zrównanie stawek na żywność nieprzetworzoną i przetworzoną na poziomie 6-proc. zgodne będzie z unijnymi przepisami. Żywność jest na liście tych towarów, na które można stosować stawkę obniżoną. Może to zatem być stawka 6 proc., jeżeli na takim poziomie zostanie ona ustalona. Warto także zauważyć, że proponowane zmiany wpisują się w ogólnoeuropejski trend podnoszenia w związku z kryzysem stawek VAT. Robi to nawet Wielka Brytania, która wcześniej czasowo obniżyła stawkę podstawową, po to by pobudzić konsumpcję.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu