Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Rząd musi w przyszłym roku zaoszczędzić 20 mld zł

27 czerwca 2018

Reguła wydatkowa proponowana przez Ministerstwo Finansów nie zapobiegnie przekroczeniu w przyszłym roku 55 proc. progu długu publicznego.

Rząd spóźnia się z przedstawieniem założeń do przyszłorocznej ustawy budżetowej. Partnerzy społeczni powinni je otrzymać do połowy czerwca. Minister finansów Jacek Rostowski mówił wczoraj w Radiu Tok FM, że trudno powiedzieć, kiedy MF skończy przygotowywać założenia. - Pracujemy nad nimi trochę dłużej ze względu na powódź - mówił szef resortu finansów.

Kształt przyszłorocznego budżetu to na razie duży znak zapytania. Wiadomo, że rząd będzie musiał zaplanować w nim dodatkowe wydatki, związane z odbudową po tegorocznej powodzi. Ekonomiści mają poważne wątpliwości, czy to nie utrudni rządowi osiągnięcia głównego celu, czyli ograniczenia deficytu budżetowego. Bo o tym, że trzeba to zrobić, przekonana jest większość analityków. Rząd będzie musiał ograniczyć deficyt, jeśli nie chce, aby dług publiczny przekroczył barierę 55 proc. PKB. Jeśli dług przekroczy ten poziom, budżet na 2013 rok musiałby zostać zrównoważony. To zaś oznaczałoby radykalne cięcia w wydatkach.

A ryzyko, że próg 55 proc. PKB zostanie przekroczony w przyszłym roku, jest duże. Mirosław Gronicki, były minister finansów, wylicza, że nawet przy założeniu, że zadłużenie w przyszłym roku będzie narastać w takim tempie jak w 2010 roku, wartość długu publicznego może wzrosnąć do 790 mld zł z 670 mld zł na koniec 2009 roku.

- Pytanie, w jakim tempie będzie rósł nominalny PKB, bo to zdecyduje o tym, czy dług przekroczy próg 55 proc. PKB, czy nie. Jest szansa, że w tym roku jeszcze tego unikniemy. Ale w 2011 roku jedynie zmniejszenie deficytu - i to pokaźne, rzędu 20 mld zł w skali całego sektora - i ewentualne umocnienie złotego dadzą szansę na utrzymanie długu poniżej 55 proc. PKB - mówi były szef resortu finansów.

Jego zdaniem sam deficyt budżetu centralnego powinien zostać zmniejszony o niemal 10 - 12 mld zł w porównaniu do planu z tegorocznej ustawy budżetowej. I to przy założeniu, że inne składowe sektora - np. ubezpieczenia społeczne - byłyby zbilansowane, a samorządy ograniczyłyby swoje wydatki.

- To oznacza, że deficyt budżetu na 2011 rok może wynosić około 40 mld zł - uważa Mirosław Gronicki.

Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK, radzi nie przywiązywać dużej wagi do szacunków nominalnego deficytu budżetowego. Zwraca uwagę, że jego spadek stosunkowo łatwo osiągnąć, wypychając część wydatków poza budżet. Kluczowe będzie tempo narastania wydatków w całym sektorze finansów - a jest ono zbyt szybkie, by myśleć o skutecznym zmniejszaniu deficytu.

- Rząd zakłada, że wydatki w całym sektorze publicznym w przyszłym roku wzrosną o prawie 7 proc. - mówi Maciej Reluga.

Ekonomista dodaje, że problemu nie rozwiąże reguła wydatkowa, której wprowadzenie od przyszłego roku planuje Ministerstwo Finansów. Według niej wydatki nie będą mogły rosnąć o więcej niż inflacja powiększona o punkt procentowy.

- Rzecz w tym, że reguła będzie dotyczyła tylko jednej czwartej wydatków budżetowych, czyli jakiejś jednej ósmej wydatków całego sektora finansów. Poza tym wydatki musiałyby rosnąć jeszcze wolniej, niż zakłada reguła, żeby miało to wpływ na ograniczenie deficytu - mówi Maciej Reluga.

Marek Chądzyński

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.