Hiszpańskie banki mają kłopot z płynnością
Inwestorzy coraz baczniej przyglądają się wysokiemu zadłużeniu sektora prywatnego w Hiszpanii i jego uzależnieniu od zewnętrznych kredytodawców.
Hiszpania przeszła test zderzeniowy. Pod koniec ubiegłego tygodnia umocniło to euro i zwiększyło zaufanie inwestorów do Hiszpanii. Ale nadal instytucje finansowe z tego kraju odczuwają zamknięcie międzynarodowych rynków międzybankowych i w konsekwencji brak płynności. - Jeżeli rynek się nie otworzy, niektóre cajas (nienotowane na giełdzie kasy oszczędnościowe) pójdą na dno przed końcem lata - powiedział jeden z madryckich bankierów.
Choć problem istnieje od kilku miesięcy, obecnie staje się coraz bardziej dotkliwy. Przestrzegają przed nim Javier Ariztegui, wiceprezes Banku Hiszpanii, wiceminister finansów Carlos Ocania, Francisco Gonzalez, przewodniczący rady nadzorczej BBVA, drugiego co do wielkości giełdowego banku w Hiszpanii, i Juan Maria Nin, dyrektor zarządzający La Caixa, najsilniejszej w kraju kasy oszczędnościowej. - Fundamentalnym problemem naszego systemu jest płynność - powiedział Nin. - Nie mamy problemu z wypłacalnością.
- Znaleźliśmy się w punkcie, w którym gospodarka jest mocno zadłużona za granicą - powiedział Gonzalez. W tym roku hiszpańska gospodarka musi spłacić 600 mld euro.
Pewien odsetek hiszpańskiego długu przybrał formę papierów hipotecznych sprzedawanych niemieckim i francuskim, a także innym bankom w okresie hiszpańskiego boomu nieruchomościowego. Wiele kredytów stanowiących podstawę tych instrumentów okazało się nieściągalnych. Oficjalny odsetek złych długów w hiszpańskim systemie bankowym sięgnął w kwietniu 5,49 proc. i był najwyższy od 14 lat. W tej sytuacji bank centralny i rząd zmuszają słabsze cajas do łączenia się i oczekują, że ich liczba spadnie z 45 do zaledwie 20.
Nie ma jednak zgody co do skali zjawiska złych długów i pieniędzy potrzebnych na dokapitalizowanie systemu. Bank Hiszpanii podał, że fundusz kontrolowanej restrukturyzacji banków (FROB), który w teorii dysponuje 99 mld euro, gdyby mógł pożyczyć pieniądze na rynkach międzynarodowych, będzie prawdopodobnie potrzebował zaledwie o kilka miliardów więcej niż 9 mld euro kapitału, które już pozyskał, i 3 mld, które pożyczył w zeszłym roku.
Test wytrzymałości banków w strefie euro przeprowadzili analitycy Citibanku. Jeśli zrealizuje się założony przez nich scenariusz, najwięcej kapitału spośród 13 banków będą musiały pozyskać Commerzbank i National Bank of Greece. Commerzbank musiałby pozyskać nawet 13 mld euro, aby utrzymać wskaźnik adekwatności kapitałowej na poziomie 7 proc., a National Bank of Grece 5,9 mld euro. Citibank sprawdził, jaki wpływ na kapitał banków w 2012 roku miałoby odpisanie 40 proc. wartości obligacji Grecji, 15 proc. Portugalii, 10 proc. Irlandii i 5 proc. Włoch i Hiszpanii. Dla każdego z 13 banków uwzględniono także indywidualnie odpisy tzw. złych długów. W jeszcze gorszym scenariuszu uwzględnił również spadek przychodów, wzrost kosztu pieniądza i spadek wpływów z handlu papierami wartościowymi.
Mk, reuters
tłum. T.K.
© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved
Victor Mallet
"Financial Times"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu