Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Problemy banków topią Hiszpanię

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Madryt będzie się starał w Międzynarodowym Funduszu Walutowym i Unii o linię kredytową wartą 250 mld euro. Komisja Europejska przekonuje, że Hiszpania nie jest bankrutem. Jednak wczoraj wspólna waluta i tak zaczęła tracić

Hiszpański system bankowy chwieje się, a państwu grozi powtórka scenariusza greckiego. Takie informacje podane przez "Financial Timesa" i madrycki dziennik "El Economista" spowodowały, że wczoraj po trwającej 10 dni zwyżce euro znowu zaczęło słabnąć do dolara. Inwestorzy obawiają się, że Madryt już w piątek wystąpi o pomoc w uniknięciu bankructwa do UE i MFW. Agencja Reutera informuje, że linia kredytowa dla Hiszpanii jest warta 250 mld dol. i pochodzi z tzw. Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego (EMS), który łącznie jest wart 750 mld euro.

Polska i Szwecja, dwa kraje spoza strefy euro, niedawno deklarowały, że są skłonne pomagać przy ratowaniu unijnych bankrutów. Przy założeniu, że Warszawa na tych samych zasadach co państwa Eurolandu pomaga Hiszpanii, z podawanej przez Reutera kwoty 250 mld dol. 10 mld pochodziłoby z Polski.

Złe wiadomości pojawiły się na kilka godzin przed rozpoczęciem szczytu unijnego, na którym dyskutowano, jak wzmocnić euro i ratować chwiejące się gospodarki. Jednak rzecznik Komisji Europejskiej Amadeu Altafaj w stanowczych słowach zaprzeczał wczoraj tym informacjom.

- Kłopoty hiszpańskiej gospodarki są realne. Banki kraju, a przede wszystkim BBVA, druga co do wielkości instytucja finansowa Hiszpanii, są w tak złej sytuacji, że nikt nie chce im pożyczać. Rząd nie może tak jak w ubiegłym roku wyłożyć na ten cel pieniędzy, bo sam musi oszczędzać - mówi "DGP" Marco Incerti, ekspert brukselskiego Centrum Europejskich Analiz Politycznych CEPS.

W szczególnej złej kondycji są regionalne banki hiszpańskie, tzw. caja. Udzieliły one na dużą skalę kredytów na zakup mieszkań. Dziś jednak wiele z nich jest nie do spłacenia, bo w kraju, gdzie bezrobocie przekracza 20 proc., miliony Hiszpanów straciły dużą część dochodów. A przejęcie kredytowanych mieszkań też wiele nie zmienia, gdyż ich ceny w ubiegłym roku gwałtownie się załamały.

W ostatnich tygodniach hiszpański parlament przegłosował dwa plany oszczędnościowe na najbliższe cztery lata o łącznej wartość 65 mld euro. Zdaniem Komisji Europejskiej to jednak za mało.

- Konieczne są dalsze cięcia, aby deficyt budżetowy spadł poniżej 3 proc. PKB - powiedział we wtorek komisarz ds. finansowych Unii Olli Rehn.

Bruksela namawia kraje UE do forsownych oszczędności, aby uspokoić rynki, że finanse publiczne nie wymkną się spod kontroli i kryzys zapoczątkowany w Grecji nie ogarnie całej Unii. W tej sytuacji hiszpańskim bankom pozostało już tylko jedno wyjście, aby zachować płynność: sięgnąć po wsparcie Europejskiego Banku Centralnego. Tylko w maju pożyczyły one EBC 86 mld euro, dwa razy więcej niż miesiąc wcześniej. - EBC nie będzie jednak bez końca udzielał takich pożyczek, bo narazi się na zarzuty, że drukuje pusty pieniądz i sprzyja zwiększeniu inflacji - podkreśla Incerti.

Dziś sytuacja finansowa Hiszpanii będzie jednym z głównych przedmiotów obrad szczytu przywódców UE w Brukseli. Mają oni ustalić, do jakiego stopnia Unia będzie miała wpływ na kształt budżetu każdego z państw Unii.

Część analityków jednak uspokaja. - Hiszpania przechodzi trudności. Ale w perspektywie 5 - 10 lat hiszpański rząd przeprowadzi niezbędne reformy strukturalne - przede wszystkim rynku pracy - i kraj zacznie znowu szybko się rozwijać - mówi "DGP" Kenneth Orchard, wiceprezes agencji ratingowej Moodys.

@RY1@i02/2010/116/i02.2010.116.000.011a.001.jpg@RY2@

Fot. AP

Tylko w maju hiszpańskie banki pożyczyły od EBC 86 mld euro

Jędrzej Bielecki

korespondencja z Brukseli

dyrektor ds. ratingów państw Europy, Standard & Poors

Szczerze mówiąc, nie spodziewaliśmy się tak gwałtownego załamania rynku w Hiszpanii, przede wszystkim nieruchomości. Skala kryzysu nie jest możliwa do przewidzenia.

Staramy się przed innymi graczami na rynku dostrzegać niebezpieczeństwa dla spłaty długu. W przypadku Grecji nam się udało. Od 2003 roku obniżaliśmy jej rating, choć rynek uparcie kupował obligacje po takich cenach, jakby Grecy mieli najlepszą z możliwych ocenę ryzyka. Dopiero w zeszłym roku to się gwałtownie zmieniło.

W porównaniu do południa Europy Polska wydaje się w dobrej sytuacji. Atutem Polski jest też o wiele lepsza konkurencyjność gospodarki. Płace w Hiszpanii, Portugalii i Grecji w ostatnich latach szybko rosły, podczas gdy w Polsce tego nie było. Mimo słabego tempa rozwoju strefy euro perspektywy eksportowe dla Polski są o wiele lepsze niż dla krajów południa Europy.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.