Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Francja i Niemcy zarabiają nawet na kryzysie euro

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Trwające od kilku miesięcy spekulacje na greckich czy hiszpańskich papierach wartościowych przyniosły niespodziewane oszczędności w budżetach Niemiec i Francji.

Paradoksalnie Berlin i Paryż skorzystały na tym, że po panicznej ucieczce od obligacji emitowanych przez Ateny, Madryt czy Lizbonę rynki rzuciły się na - bezpieczne ich zdaniem - papiery najważniejszych unijnych gospodarek. Widać już pierwsze efekty tych zawirowań: jeszcze rok temu Berlin, wypuszczając na rynek pięcioletnie obligacje rządowe, musiał oferować za nie inwestorom gwarantowany zysk w wysokości 2,85 proc. We wrześniu, gdy wybuchł grecki kryzys zadłużeniowy, oprocentowanie spadło do 2,54. Dziś wynosi już tylko 1,43 proc. Rekordy popularności biją też dwu- i dziesięcioletnie obligacje Republiki Federalnej.

Tylko nieco mniejsze zainteresowanie budzą papiery emitowane przez Paryż. Gdy w połowie maja Francuzi zorganizowali aukcję ich nowej transzy, chętnych było pięciokrotnie więcej niż oferowanych papierów. W konsekwencji rentowność 10-letnich francuskich obligacji spadła w maju do najniższego od 1989 r. poziomu 2,83 proc. Dla porównania - rentowność takich samych papierów dłużnych emitowanych przez Greków sięgała w rekordowym momencie nawet 12 proc., a w przypadku obligacji portugalskich czy irlandzkich oscylowała wówczas w granicach 6 proc.

Niemiecki dziennik gospodarczy "Handelsblatt" wyliczył nawet, że dzięki poprawie warunków emisji obligacji niemiecki budżet zaoszczędził jak dotąd niebagatelną sumę 4 mld euro (ok. 600 mln euro rocznie). Oszczędności wynikają stąd, że w warunkach rozchwianego zaufania do euro Berlin czy Paryż mogą pożyczać na rynkach taniej niż przed kryzysem. - Gdy robi się gorąco, inwestorzy uciekają tam, gdzie jest bezpiecznie. Wygrywają na tym zazwyczaj duże gospodarki, takie jak Francja czy Niemcy, bo ich oferta jest po prostu większa niż mniejszych, choć równie bezpiecznych gospodarek, jak Holandia czy Finlandia - tłumaczy "DGP" Michael Schroeder, szef wydziału rynków finansowych Centrum Europejskich Badań Gospodarczych w Mannheim.

Niemieckie ministerstwo finansów robi jednak wszystko, by nie chwalić się niespodziewanym zyskiem. Kwestionuje nawet kwalifikowanie zaoszczędzonych sum po stronie przychodów. - Gdyby nie kryzys, części tych długów, na których rzekomo zarabiamy, nie musielibyśmy w ogóle zaciągać - przekonywał niedawno rzecznik resortu. Niemcy przypominają też, że to oni ponoszą zdecydowanie największe (122 mld euro) koszty planu ratunkowego dla zadłużonych krajów południa Europy. Aby jednak nie wzbudzać podejrzeń o dorabianie się kosztem Greków czy Portugalczyków, chadecja Angeli Merkel odrzuci też najprawdopodobniej propozycję współkoalicjanta z FDP, który uważa, że trzeba przyspieszyć organizację kolejnych aukcji sprzedaży obligacji i skorzystać w ten sposób z dobrej koniunktury na rynku.

Innymi zwycięzcami kryzysu są - jak na razie - również eksporterzy pochodzący z państw strefy euro. Dzięki temu, że wspólny unijny pieniądz tracił w ciągu ostatnich sześciu miesięcy wobec wszystkich ważniejszych walut (18 proc. względem dolara, 7 proc. do funta i 14 proc. w stosunku do jena), ich towary stały się po prostu tańsze i bardziej konkurencyjne. Na tym polu największym zwycięzcą znów okazują się Niemcy. Według najnowszych wyliczeń Niemieckiej Izby Handlowo-Przemysłowej (DIHK) słabe euro w tym roku przyniesie niemieckim eksporterom dodatkowe 5 mld euro zysku. - To oznacza utrzymanie nawet 80 tys. miejsc pracy - szacuje DIHK.

Rosnący eksport jest równocześnie jedną z głównych przyczyn podwyższenia przez OECD prognozy wzrostu dla największej gospodarki Europy. Według zeszłotygodniowego raportu tej organizacji niemiecki PKB ma szanse wzrosnąć w tym roku o 1,9 proc., a w przyszłym nawet o 2,1. Czyli znacząco więcej, niż spodziewano się jeszcze kilka miesięcy temu. Na słabym euro korzystają też tradycyjnie silne w eksporcie Holandia, Austria oraz Francja.

@RY1@i02/2010/104/i02.2010.104.000.013a.001.jpg@RY2@

Fot. AFP

Szef Bundesbanku Axel Weber nie chwali się zyskami

Rafał Woś

rafal.wos@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.