Grecy wyszli na ulice. Rynki obawiają się zablokowania reform
Grecy wyszli wczoraj na ulice Aten i Salonik, aby powstrzymać plan oszczędnościowy, który ma uratować kraj przed bankructwem.
Demonstranci szturmowali budynek parlamentu, gdzie pod koniec tygodnia zostaną uchwalone drastyczne cięcia emerytur i urzędniczych pensji, a także podwyżki podatków. W centrum miasta demonstranci spalili siedzibę jednego z komercyjnych banków. Zginęły trzy osoby.
Drastyczne sceny nasiliły obawy międzynarodowych inwestorów o perspektywy zrealizowania reform przy tak silnym oporze społeczeństwa. Unijni przywódcy obawiają się, że panika ogarnie teraz pozostałe kraje południa Europy z wysokim deficytem budżetowym: Portugalię, Hiszpanię, a nawet Włochy. Najważniejsza była psychologia rynków, a nie racjonalna analiza sytuacji.
Grecja i widmo jej bankructwa wczoraj były tematem numer jeden w Europie. - Nasze gospodarki są tak silnie powiązane, że ryzyko przeniesienia się problemów z jednego do drugiego jest bardzo duże - powiedział fiński minister finansów Jyrki Katainen. - Musimy uniknąć zarazy - komentował w wywiadzie dla "Liberation" szef MFW Dominique Strauss- -Kahn. - Nie ma alternatywy wobec pomocy dla Grecji - mówiła wczoraj Angela Merkel podczas parlamentarnej debaty nad bailoutem dla Aten. - Należy ustanowić prymat polityki nad rynkami - dodawała. Jej apelu nie posłucha jednak najpewniej opozycja. SPD jutro chce głosować przeciw pomocy dla Grecji, co tylko pogłębiło obawy inwestorów.
Europę najbardziej martwi perspektywa rozlania greckiej choroby na zagrożone południe Europy. Nicolasa Veron, główny ekonomista brukselskiego Instytutu Bruegla, próbuje jednak pocieszać. - Kraje strefy euro mają wystarczające fundusze, aby w razie konieczności uratować przed bankructwem także Hiszpanię i Portugalię - mówi "DGP".
Jego zdaniem prawdziwym problemem nie jest brak pieniędzy, ale polityka i niedecyzyjność Europy. - Inwestorzy zdają sobie sprawę, że rządy Niemiec i Francji niechętnie odnoszą się do bail-outu dla Grecji. Jeszcze bardziej krytyczni są wobec pomocy dla Portugalii czy Hiszpanii - mówi "DGP" Veron.
Jego zdaniem sytuacja gospodarcza Hiszpanii jest o wiele solidniejsza niż Grecji, bo kraj ten ma dwukrotnie mniejszy dług w relacji do PKB. Gdyby jednak panika opanowała rynki, Hiszpania mogłaby zostać odcięta od finansowania na rynkach kapitałowych. Skutki byłyby trudne do przewidzenia.
Koszty uratowania Hiszpanii i Portugalii przed bankructwem mogłyby wynieść nawet bilion euro.
Tymczasem w opublikowanych wczoraj prognozach Komisja Europejska uznała, że w tym roku gospodarka strefy euro wzrośnie o 1 proc. W minionym roku dochód narodowy spadł o 4,2 proc., najwięcej od drugiej wojny światowej. Komisarz ds. finansowych Olli Rehn ostrzegł jednak, że z poprawy koniunktury nic nie będzie, jeśli panika w Grecji nie zostanie powstrzymana.
Jak pisze agencja Associated Press, w sumie na greckie ulice mogło wyjść wczoraj nawet 100 tys. ludzi. Strajk generalny w tym kraju, trzeci od lutego, spowodował paraliż komunikacji lotniczej, kolejowej i promowej. Nie działa sektor publiczny. Związki zawodowe przyznają, że pozbawiony funduszy rząd był zmuszony ograniczyć wydatki, by dostać 110 mld euro pożyczki od krajów strefy euro i od MFW, jednak ich zdaniem przez oszczędności najbardziej ucierpią najmniej zarabiający Grecy.
@RY1@i02/2010/087/i02.2010.087.000.017a.001.jpg@RY2@
Fot. PAP/EPA
Na ulicach Aten i Salonik protestowało wczoraj nawet 100 tys. ludzi
Jędrzej Bielecki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu