Dziennik Gazeta Prawana logo

Karuzela wyborcza osłabia funta

29 czerwca 2018

Perspektywa niestabilnych rządów niepokoi finansistów. Choć Wielka Brytania ma jeden z najwyższych w Unii Europejskiej deficytów, żadna z trzech głównych partii nie chce rozmawiać o niezbędnych cięciach budżetowych

Funt szterling może okazać się największym przegranym majowych wyborów parlamentarnych w Wielkiej Brytanii. Rynki finansowe obawiają się sytuacji, w której żadna z partii nie będzie miała bezwzględnej większości w Izbie Gmin.

Według najnowszych sondaży opozycyjna Partia Konserwatywna ma kilkupunktową przewagę nad laburzystami, która jednak prawdopodobnie nie wystarczy do zdobycia 326 mandatów.

W tej sytuacji możliwe są trzy scenariusze: powstanie rządu koalicyjnego, utworzenie gabinetu mniejszościowego lub - jeśli poprzednie nie zadziałają - rozpisanie kolejnych wyborów.

Z ekonomicznego punktu widzenia każdy z nich jest niebezpieczny - w Wielkiej Brytanii nie ma tradycji rządów koalicyjnych, więc nie wiadomo, jak by to funkcjonowało w praktyce, rząd mniejszościowy miałby niewielkie szanse na przeprowadzenie cięć niezbędnych do redukcji deficytu budżetowego, a nowe wybory tylko przedłużyłyby okres gospodarczej niepewności.

Tak było w 1974 r., gdy jedyny raz po II wojnie światowej w nowo wybranym parlamencie nikt nie miał samodzielnej większości. Po kilku miesiącach funkcjonowania mniejszościowego gabinetu Partii Pracy trzeba było zorganizować nowe wybory, ale cała sytuacja zaszkodziła gospodarce, która wówczas też zmagała się z kryzysem.

Jeśli teraz się to powtórzy, prawdopodobnie odbije się to na wartości funta, który w ostatnim półroczu i tak słabnie w stosunku do dolara.

- Brytyjczycy są mocno podzieleni w ocenie, jakie konsekwencje będzie miał brak bezwzględnej większości. Rząd bez silnego mandatu oznacza niemożność podejmowania trudnych decyzji, ale inni mówią, że programy partii są dość podobne, więc koalicja ma szanse powodzenia. Jednak rynki finansowe skłaniają się do tej pierwszej opinii - mówi "DGP" Vanessa Rossi, ekonomistka z londyńskiego ośrodka analitycznego Chatham House.

Niepewność finansistów powiększa fakt, że żadna z trzech głównych partii - ze względu na trwającą kampanię wyborczą - nie przedstawiła konkretów, gdzie zamierza dokonać cięć budżetowych. A te są niezbędne, bo Wielka Brytania ma jeden z najwyższych w Unii Europejskiej deficytów - w bieżącym roku wynosi on 167 mld funtów, czyli ponad 12 proc. PKB - oraz potężny, przekraczający 850 miliardów funtów dług publiczny.

- Rozumiemy, że z powodu kampanii politycy nie chcą o tym mówić, ale biznes musi wiedzieć znacznie więcej na temat deficytu, niż jest w manifestach wyborczych wszystkich trzech partii - mówi "Financial Timesowi" John Cridland, zastępca dyrektora generalnego Konfederacji Brytyjskiego Biznesu (CBI).

- Wiele zależy od tego, jak miałaby wyglądać ewentualna koalicja powyborcza. Jeśli liberalni demokraci zdecydowaliby się poprzeć konserwatystów, to jest szansa na dokonanie cięć, a w przypadku ich sojuszu z Partią Pracy będzie to mało prawdopodobne - dodaje Rossi. Ale ta druga koalicja z racji bliskości programowej jest bardziej naturalna.

Na razie gospodarcze zapowiedzi trzeciej co do wielkości partii w londyńskim City przyjmowane są dość nieufnie. Liberalni demokraci chcieliby m.in. zmniejszenia deficytu przez podniesienie podatku od zysków kapitałowych, większych obciążeń fiskalnych dla najlepiej zarabiających czy wprowadzenia sztywniejszych regulacji dla banków i instytucji finansowych. - Manifest liberalnych demokratów jest bardziej problematyczny niż pozostałych partii - uważa Cridland.

Iain Begg, ekonomista z London School of Economics, jest zdania, że obawy o powyborczy kurs funta są na chwilę obecną przesadzone, bo do głosowania pozostały jeszcze trzy tygodnie. - Pamiętajmy, że na kurs funta wpływa znacznie więcej czynników niż tylko sondaże wyborcze. Ale jest rzeczą oczywistą, że niestabilność polityczna negatywnie wpływa na gospodarkę, a w konsekwencji na stabilność waluty - mówi w rozmowie z "DGP".

Na razie politycy walczą o to, żeby w ogóle nie doszło do takiej sytuacji. Wczoraj wieczorem odbyła się pierwsza z trzech telewizyjnych debat Gordona Browna, Davida Camerona i Nigela Clegga. Jeśli Cameron wyjdzie z nich zwycięsko, ma szanse rządzić samodzielnie. Dla kursu funta nie będzie to złe rozwiązanie.

@RY1@i02/2010/074/i02.2010.074.000.008a.001.jpg@RY2@

Fot. AFP

Laburzystowski minister finansów Alistair Darling podczas prezentacji budżetu

@RY1@i02/2010/074/i02.2010.074.000.008a.002.jpg@RY2@

Brytyjska waluta coraz słabsza

Bartłomiej Niedziński

bartlomiej.niedzinski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.