Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Unia bez konkretnych obietnic dla Greków

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Ateny liczyły na pieniądze, ale na razie muszą im wystarczyć słowa troski

Pomoc będzie, ale dopiero jako ostatnia deska ratunku, której - zdaniem ministrów - Ateny na razie nie potrzebują.

Europa ograniczyła się do uspokajania greckich wierzycieli i politycznych obietnic. Bez ujawniania ani konkretnych kwot, ani szczegółowych warunków ewentualnej pomocy.

- Na pewno nie będzie wykupu greckich długów (czyli tzw. bailoutu - red.), bo na to nie pozwalają unijne traktaty. Grecja musi dalej odbudowywać zaufanie rynków, wcielając w życie swój plan oszczędnościowy - mówił w Brukseli holenderski minister finansów Jan Kees de Jager. A jego beligijski kolega Didier Reynders dodał tylko, że ewentualną formą unijnej pomocy będą "pożyczki, a może gwarancje. Zobaczymy". Decyzje ministrów muszą zostać jeszcze potwierdzone na szczycie szefów rządów 25 - 26 marca.

Mimo mało konkretnych decyzji na zakończonym wczoraj spotkaniu rynki finansowe zareagowały pozytywnie. Agencja ratingowa Standard & Poors ogłosiła, że zdejmuje Grecję ze swojej listy krajów kredytowo podejrzanych.

@RY1@i02/2010/053/i02.2010.053.000.009a.001.jpg@RY2@

Fot. PAP/EPA

Ministrowie finansów: Christine Lagarde (Francja) i Wolfgang Schaeuble (Niemcy)

rafal.wos@infor.pl

Z czysto ekonomicznego punktu widzenia jest on uzasadniony. Kryje się za nim przecież kluczowy dylemat, przed jakim znalazła się strefa euro w czasie obecnego kryzysu. Z jednej strony widać wyraźniej niż dotąd, jak bardzo doskwiera brak jednego ośrodka decydującego o kierunku polityki gospodarczej obszaru wspólnej waluty. Z drugiej strony nie zmienia to faktu, że strefa euro to coś więcej niż obszar wolnego handlu. Tu polityki monetarne 16 państw o różnym poziomie rozwoju i strukturze gospodarczej są powiązane do tego stopnia, że kłopoty jednego wpływają na walutę, której używa piętnastu pozostałych, a więc i na ich dobrobyt.

Nie stawiałbym sprawy tak dramatycznie. Biorąc pod uwagę tylko argumenty ekonomiczne, ta alternatywa może i ma sporo racji. Ale proszę nie zapominać, że euro jest przede wszystkim projektem politycznym. Pierwszą przeszkodą w zapisaniu klauzuli o wykluczeniu kogoś ze strefy euro jest konieczność zmiany obowiązujących traktatów. A o tym, jak mozolne jest budowanie potrzebnego do takiej reformy konsensusu, nie trzeba przecież nikomu przypominać.

Moim zdaniem klauzula o wyrzuceniu kraju ze strefy euro ma być stworzeniem pewnego ostatecznego argumentu. Takiego bicza na grzeszników. Uzupełnieniem nieprzewidzianej w traktacie z Maastricht sytuacji, gdy rząd suwerennego państwa uporczywie nie przestrzega zasad, do których się zobowiązał.

Masa technicznych problemów z tym związanych to kolejny argument, który przekonuje mnie, że będzie to tylko straszak. Pomijając już konieczność powrotu lub emisji nowej waluty, co jest operacją skomplikowaną. Zawsze pozostaje fundamentalny problem długów. Załóżmy, że kraj wychodzi ze strefy euro, by zdewaluować swoją walutę i pomóc w ten sposób eksporterom czy zwiększyć konkurencyjność. Zadłużenie pozostaje jednak w twardej walucie, czyli euro, bo tak chcą rynki finansowe, czyli wierzyciele. Wtedy długów jest do spłacenia jeszcze nawet więcej. Myślę więc, że kraj dwa razy dobrze się zastanowi, zanim da partnerom powód do wykluczenia go z klubu.

@RY1@i02/2010/053/i02.2010.053.000.009a.002.jpg@RY2@

Fot. Materiały prasowe

Nicolas Veron

, główny ekonomista Instytutu Bruegla w Brukseli

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.