Dziennik Gazeta Prawana logo

Dziurę w budżecie wygryzły zima i dofinansowanie ZUS

29 czerwca 2018

Rząd wykorzystał już 1/3 zaplanowanego na cały rok deficytu budżetowego. Ale mimo to przekonuje, że nie ma powodów do niepokoju.

Różnica między wydatkami a dochodami budżetu po dwóch miesiącach 2010 r. wyniosła już 16,9 mld zł. Po marcu ma być jeszcze większa - 25,5 mld zł. To blisko połowa zakładanego w budżecie rocznego deficytu. W dodatku rośnie on szybciej niż rok wcześniej.

Dlaczego? Z jednej strony mamy ostrzejszą zimę, a przez nią niższe są np. dochody z podatków. Szybciej niż rok temu rosną za to wydatki, w dodatku te najistotniejsze dla budżetu. Z 45 mld zł dotacji do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych na dofinansowanie emerytur aż dwie trzecie wypłacane jest w pierwszym półroczu. W ubiegłym roku FUS nie spłacał pożyczek. Podobnie jest z subwencją oświatową dla samorządów. Ponieważ nauczyciele mają otrzymać trzynastki i podwyżki, większość przeznaczonych na to pieniędzy budżet wypłaci przed czerwcem.

Nie tylko to sprawia, że deficyt tak szybko rośnie. - W I półroczu przyrost deficytu jest zawsze szybszy niż w drugim - tłumaczy wiceminister finansów Elżbieta Suchocka-Roguska. Tak zresztą przewiduje budżetowy harmonogram. Zgodnie z nim pod koniec czerwca deficyt ma osiągnąć poziom 80 proc. sumy przewidzianej na cały rok, ale potem tempo jego przyrostu będzie spadać. I to aż tak, że resort finansów jest pewny, iż finalnie deficyt będzie niższy niż zapisane w budżecie 52,2 mld zł. - Jeśli w budżecie zapisano wzrost na poziomie 1,2 proc. PKB, a możliwe jest 3 proc., to dochody będą dużo wyższe, a więc deficyt mniejszy - wyjaśnia ekonomista Marek Zuber.

Optymistyczne szacunki mówią, że tegoroczny deficyt może być niższy nawet o 10 do 15 mld zł niż zapisany w budżecie. Tak zapowiadali wicepremier Waldemar Pawlak i szef doradców premiera minister Michał Boni. Zdaniem ekspertów wyniki po lutym takiego optymizmu nie potwierdzają. - By stało się tak, jak mówił Boni, musiałaby być lepsza tendencja niż obecnie - twierdzi były minister finansów Mirosław Gronicki. Być może dlatego resort finansów, choć nadal twierdzi, że deficyt będzie niższy niż założony, nie chce mówić o konkretnych różnicach. Dlaczego? Bo zapowiadał, że budżet jest oparty na konserwatywnych założeniach. A to znaczy, że założony harmonogram był faktycznie planem pesymistycznym. Co nie wyklucza, że sytuacja może się jeszcze poprawić. Raz, że rząd wciąż zakłada wyższe dochodów dzięki szybszemu wzrostowi PKB. A dwa, że w połowie roku dostanie kilka miliardów złotych z tytułu zysku NBP, których nie wpisano do budżetu.

Grzegorz Osiecki

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.