Rezygnacja z euro pogorszy sytuację
Prawdę mówiąc, takie wyjście stwarza więcej problemów, niż je rozwiązuje. Przede wszystkim trzeba by pokonać nieufność inwestorów. To teoretycznie miałoby szanse powodzenia tylko w przypadku dużych gospodarek, jak Niemcy czy Holandia, które mają znaczące rezerwy finansowe. Można sobie wyobrazić, że marka niemiecka szybko uzyskałaby zaufanie rynków i zyskiwałaby na wartości. Ale nie ma szans, żeby taki sam mechanizm zadziałał w przypadku greckiej drachmy czy portugalskiego escudo.
Rynki nie zaufają nowej walucie wprowadzanej przez kraj, który jest ogromnie zadłużony. Będzie ona traciła na wartości, co powoduje, że również obywatele danego kraju zaczną od niej uciekać, a to doprowadzi do zawalenia się systemu bankowego. A przy tym będzie w dramatyczny sposób rósł dług zagraniczny.
Dewaluacja jest rozwiązaniem na krótką metę. Owszem, zwiększy konkurencyjność, ale zadłużenie będzie rosło jeszcze szybciej. Zadłużenie jest denominowane w euro, więc wraz ze słabnięciem własnej waluty będzie ono się zwiększać. A ani Grecja, ani Portugalia nie są na tyle silnymi eksporterami, by na takim manewrze zyskać. Znów, to mogłoby - choć nie musiało - zadziałać co najwyżej w przypadku Niemiec, które są największym eksporterem i cieszą się zaufaniem rynków.
Wynika to z błędnej oceny sytuacji albo pokusy szukania szybkich rozwiązań. Grecja musi zredukować deficyt budżetowy z obecnych ponad 12 proc. do dopuszczlnego poziomu 3 proc. PKB. Wiadomo, że grecki popyt wewnętrzny jest zbyt mały, żeby rozruszać gospodarkę, więc pojawia się pomysł, żeby dewaluacją własnej waluty zwiększyć eksport. Ale głównym problemem Grecji są ogromne koszty sektora publicznego, więc jedynym realnym rozwiązaniem jest radykalny plan oszczędnościowy. Grecja czy Portugalia nie mają innego wyjścia niż pozostanie w strefie euro.
Euro z całą pewnością w wyobrażalnej przyszłości przetrwa i nikt się z niego nie wycofa. Ale to, czy będzie sukcesem, to zupełnie inna sprawa. Jeśli Unia Europejska nie wejdzie z powrotem na ścieżkę wzrostu gospodarczego, to euro może się stać symbolem stagnacji.
@RY1@i02/2010/029/i02.2010.029.000.008b.001.jpg@RY2@
Fot. Mat. prasowe
Simon Tilford, główny ekonomista Centre for European Reform w Londynie
, główny ekonomista Centre for European Reform w Londynie
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu