Złe perspektywy na przyszły rok
Płace i inwestycje staną, wzrośnie bezrobocie. Gospodarkę ratować będą słaby złoty i eksport
Mimo dobrych wyników polska gospodarka odczuje w przyszłym roku skutki spowolnienia za granicą. Nasi ekonomiści są zgodni, że choć podobnie jak w latach 2008 - 2010 dotkną nas mniej niż inne kraje Unii, to ich nie unikniemy.
Eksperci przewidują dwa scenariusze dla strefy euro: spowolnienia wzrostu gospodarczego lub recesji. - Jeśli zwalnia Europa, spowolnimy i my. Nie widzę przed tym możliwości obrony - mówi prof. Jan Czekaj, były wiceminister finansów, członek RPP II kadencji. A Jakub Borowski, główny ekonomista Kredyt Banku i Ryszard Petru, prezes Towarzystwa Ekonomistów Polskich, spodziewają się na Zachodzie płytkiej recesji, co odbije się na spadku naszego PKB do 3 proc. "DGP" przeanalizował, jakie skutki będzie miał taki przebieg wydarzeń dla Polski.
Jednym z podstawowych skutków będzie utrzymujący się słaby kurs złotego. Raczej nie wróci on do poziomu poniżej 4 zł za euro. Co więcej kurs nadal będzie się charakteryzował dużą zmiennością. - Wystąpi delikatna tendencja w kierunku umocnienienia złotego, ale nie spodziewam się, by był to silny trend. Pod koniec przyszłego roku waluta będzie kosztować w okolicach 4,16 - mówi Jakub Borowski.
Słabszy kurs złotego i wolne wyhamowanie wzrostu będzie przyczyniało się do tego, że inflacja gwałtownie nie wyhamuje. Zdaniem Borowskiego cel RPP - 2,5 proc. - osiągniemy najwcześniej na przełomie trzeciego i czwartego kwartału 2012 r.
To na pewno wpłynie na zachowawcze decyzje rady w sprawie stóp procentowych. - Słaby złoty podbija inflację, co powoduje, że RPP nie ma pola do obniżek stóp. W dodatku nie wierzę, aby obniżka w przyszłym roku wpłynęła na wzrost popytu - mówi nam prof. Jan Czekaj.
Na rynku pracy będzie panował w przyszłym roku zastój, bezrobocie lekko wzrośnie. Jego stopa nie powinna jednak przekroczyć 13 proc. - Głębokość spadku produkcji w konsekwencji zwolnień w przedsiębiorstwach zależeć będzie właśnie od tego, czy nasi partnerzy handlowi tylko spowolnią, czy też popadną w większe kłopoty - mówi prof. Witold Orłowski. To odbije się także na płacach. Nie ma mowy o podwyżkach, choć z drugiej strony żaden z ekonomistów z którymi rozmawialiśmy, nie spodziewa się spadku poziomu wynagrodzeń. - Nie powinno być szoku na rynku pracy, bo po kryzysie w 2009 roku firmy mają już przećwiczone różne zachowania antykryzysowe - podkreśla Borowski.
Taka sytuacja na rynku pracy i w gospodarce odbije się na konsumpcji. - Trudno będzie uniknąć jej spowolnienia czy osłabienia inwestycji prywatnych, bo w sytuacji niepewności ani gospodarstwa domowe, ani przedsiębiorstwa nie będą skore do zaciągania kredytów czy naruszania oszczędności - mówi prof. Witold Orłowski. Konsumpcja może spaść do 2,7 proc.
W wymianie handlowej szykuje się powtórka z lat 2009 - 2010. Import może hamować silniej niż eksport, bo kryzys na Zachodzie podtrzyma zapotrzebowanie na nasze towary. Wspierać nas także będzie słaby złoty. - Paradoksalnie wesprzeć naszą gospodarkę ponownie może słaba waluta. Gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa w hamujących gospodarkach będą potrzebowały tańszych wyrobów czy komponentów do produkcji. Znajdą je w Polsce - tłumaczy prof. Orłowski.
W pierwszych ośmiu miesiącach tego roku import i eksport wzrastały po około 15 proc. Zdaniem Jakuba Borowskiego w przyszłym roku eksport spowolni do 4 proc., a import do 1,9 proc. Powstanie nadwyżka, która pozytywnie przełoży się na wzrost PKB. - Słabszy kurs będzie czynnikiem, który ograniczy wyhamowanie eksportu, ale wyhamowania nie da się uniknąć - podkreśla.
Ogólna sytuacja przełoży się na inwestycje. W pierwszej połowie roku nie powinno być jeszcze źle, bo nadal rozpędzone będą inwestycje publiczne związane z Euro 2012, ale potem zacznie się ich wygaszenie. - Dynamika wzrostu inwestycji może być do połowy roku nawet dwucyfrowa, potem wyhamuje - mówi Jakub Borowski. A w sytuacji spowolnienia małe są szanse, aby uruchomił się mechanizm, na który liczyli ekonomiści - znaczącego wzrostu inwestycji prywatnych. - W sytuacji gdy pogarsza się sytuacja na rynku pracy, banki same zakręcają kurek z kredytami. Firmy także nie chcą się zadłużać, co zresztą już widać. W przyszłym roku jeszcze bardziej będą akumulowały kapitał - podkreśla Jan Czekaj.
Inwestycje prywatne powinny rosnąć, będzie to jednak niewielki wzrost. - To będą głównie inwestycje odtworzeniowe, a nie poszerzające zdolności produkcyjne. Dlatego spodziewam się wyhamowania inwestycji do około 3 proc. - mówi Jakub Borowski.
Takie efekty dla naszej gospodarki ma dać scenariusz płytkiej recesji na Zachodzie. Jeśli tam sytuacja będzie gorsza, odbije się to także na naszej kondycji.
Złoty osłabił się wczoraj z powodu wypowiedzi jednego z przedstawicieli agencji ratingowej Moody’s. - Jeśli Polska nie zdąży w terminie z redukcją deficytu, to Moody’s może obniżyć perspektywę ratingu - powiedział Jaime Reusche, przedstawiciel agencji na Polskę. Agencja oczekuje urealnienia planów zmniejszenia deficytu sektora finansów do 3 proc. w przyszłym roku. - Nie zobaczyliśmy jeszcze rządowych planów awaryjnych. Wyzwania przyszłości podkreślają ryzyka, które mogą prowadzić do negatywnej perspektywy - napisał Reusche w e-mailu wysłanym agencji Bloomberg. Za euro trzeba było wczoraj zapłacić 4,40 zł, za franka ponad 3,57 zł, a za dolara 3,21 zł.
@RY1@i02/2011/205/i02.2011.205.00000050b.802.jpg@RY2@
Prognozy wzrostu PKB w 2021 r. w proc.
Beata Tomaszkiewicz
Grzegorz Osiecki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu