Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Po pierwsze nie szkodzić, po drugie zacząć myśleć

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Kiedy nie wiadomo, co zrobić, by w światowych finansach było lepiej, trzeba zrobić tak, by nie było gorzej. Idea globalnego przywództwa temu nie służy

Lord Keynes był w międzywojniu wydawcą serii podstawowych przewodników po ideach ekonomicznych. Miały wspólny wstęp zredagowany przez mistrza. W przypadku większości tych woluminów wstęp stwierdzał jedynie, że ekonomia nie jest stałym zestawem idei, lecz sposobem myślenia, który czytelnik powinien zastosować do trapiących go problemów.

Jednak w kilku ostatnich przewodnikach wstęp zmienił się znacznie. Autor zauważał, że gospodarka znajduje się w okresie zawirowań, i dopóki nie rozwiąże się tych problemów, niemal nieaktualne staje się polityczne zastosowanie idei.

Bez wątpienia znowu znajdujemy się w takim okresie. Wystarczy porównać przeciwstawne poglądy Otmara Issinga, do niedawna dyrektora ekonomicznego Europejskiego Banku Centralnego, i Kennetha Rogoffa, współautora książki "Tym razem jest inaczej: Osiem wieków finansowej głupoty", na politykę ratowania strefy euro. Co ma zrobić biedny decydent, stojąc w obliczu sprzecznych sygnałów wysyłanych przez analityków? Finansiści i ekonomiści mogą gardłować o potrzebie przywództwa, ale jest aż nazbyt oczywiste, że nie mają wspólnego pomysłu, co takie przywództwo miałoby oznaczać.

Należy oprzeć się na podstawowej zasadzie medycyny: po pierwsze nie szkodzić. Nie ma wątpliwości, że banki centralne w krajach zachodnich nie powinny bardziej podnosić krótkoterminowych stóp procentowych, a jeżeli to możliwe, to po cichu przywrócić je z powrotem w okolice zera. Jednak deklaracja Rezerwy Federalnej o utrzymaniu stóp na dotychczasowym poziomie do połowy 2013 roku wydaje się raczej niezgrabnym sposobem na osiągnięcie tego celu. Czy Fed lub Bank Anglii powinny wdrożyć kolejną turę "łagodzenia ilościowego"? Trudno powiedzieć. Mniej spektakularnym, ale wciąż ważnym posunięciem byłoby rozbicie przez amerykański Kongres "oligopolu Narodowej Organizacji Statystyczno-Ratingowej, zanim przyczyni się ona do wzniecenia kolejnego kryzysu finansowego", jak sugerował Bill Miller z Legg Mason Capital Investment.

Oczywiście pomogłoby, gdyby Chiny stopniowo zajęły miejsce Ameryki jako konsument ostatniej instancji.

Czego zaś politycy nie powinni robić? Obiecywać, że zagwarantują jakikolwiek poziom cen akcji, a nawet zbyt często wypowiadać się na temat ruchów ich kursów. Giełda zawsze była i będzie mieszanką oceny inwestycyjnej i czystego hazardu. Większość historyków zdaje się zgadzać, że zapłonem Wielkiego Kryzysu nie był krach na Wall Street z 1929 roku, ale późniejszy upadek amerykańskich banków i bankructwo Austrian Creditanstalt.

Oprócz tych i innych zdroworozsądkowych rozwiązań powinniśmy rozważyć pomysły nieortodoksyjne. Warto przestać ignorować załamanie wzrostu podaży pieniądza zarówno w USA, jak i Wielkiej Brytanii. Model polityki ekonomicznej w większości najbogatszych krajów jest oparty na powiązaniu celu inflacyjnego z cenami konsumenckimi. Udział w realnym wzroście gospodarczym jest ograniczony do różnic w tempie, w jakim korygowane jest odchodzenie od celu inflacyjnego.

Mniej znany jest fakt, że kiedy poziom cen liczony rok do roku spada lub rośnie, ujemne stopy procentowe, do których z taką determinacją dążą dzisiejsze banki centralne, pojawiają się automatycznie, kiedy ceny znajdują się poniżej trendu. To coś wartego rozważenia, nawet jeżeli ktoś nie podziela przekonania autora, że sztuczny parytet złota można by osiągnąć poprzez wymogi dotyczące bazy monetarnej. W oryginalnym parytecie złota baza monetarna była regulowana poprzez potrzebę powstrzymania odpływu złota, a nie przez wymogi legislacyjne.

Nawet jednak kulawa propozycja jest lepsza niż puste nawoływanie o przywództwo.

Tłum. TK

© The Financial Times Limited 2011. All Rights Reserved

Samuel Brittan

"Financial Times"

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.