Wolny handel między Koreą i Europą
Korea otwiera swój rynek dla towarów z Unii Europejskiej, w tym Polski. Wczoraj parlament kraju ratyfikował porozumienie o wolnym handlu ze Wspólnotą, na mocy którego w ciągu pięciu lat znikną wysokie cła m.in. na import samochodów, żywności i usług. Do tego samego zobowiązała się Bruksela, jednak unijne cła są już dziś o wiele niższe niż koreańskie.
Porozumienie powinno zwiększyć wzajemne obroty handlowe w ciągu 3 lat przynajmniej o 10 proc. W zeszłym roku ich wartość wyniosła 92 mld euro.
Władze w Seulu zdecydowały się na zawarcie porozumienia o wolnym handlu w nadziei, że ograniczy to koszty importu dla narodowych koncernów oraz pozwoli im łatwiej spenetrować europejski rynek. To jednak także sygnał, że w przeciwieństwie do lat 30. XX wieku tym razem światowy kryzys nie pchnął największych krajów świata do zamykania rynków i prowadzenia protekcjonistycznej polityki, co przed 80 laty pogłębiło recesję.
Korea Południowa, czwarta największa gospodarka Azji, prowadzi negocjacje o zawarciu umowy o wolnym handlu z Australią, Kanadą, Nową Zelandią i Peru. W 2007 roku podobne porozumienie zostało także zawarte między Seulem i Waszyngtonem. Od tego czasu Kongres co prawda zablokował ratyfikację umowy m.in. z powodu odmowy otwarcia przez Koreańczyków rynku dla amerykańskiej wołowiny pochodzącej ze zwierząt starszych niż 30 miesięcy. Już teraz amerykańsko-południowokoreański handel (70 mld dol. rocznie) jest znacząco mniejszy niż wymiana między UE i Koreą Południową.
Wysokie cła to relikt po okresie, gdy Korea Południowa opierała swój rozwój na budowie potężnych grup przemysłowych chronionych przed obcą konkurencją.
Jędrzej Bielecki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu