Rok czarnych łabędzi
Stabilny wzrost PKB w kraju przy rosnącej niepewności w globalnej gospodarce i konieczności naprawy finansów publicznych - tak charakteryzuje sytuację w polskiej gospodarce Rada Monitorująca "DGP"
Gospodarka w Polsce i na świecie rośnie, ale nastroje na rynkach są pesymistyczne, gdyż wszyscy obawiają się kolejnego nieszczęścia, które mogłoby zatrząść światową ekonomią. To - jak przypominają członkowie Rady Monitorującej - utrudnia prognozowanie. - Złośliwcy często mówią, że w prognozach najpewniejsze jest to, że się nie sprawdzają - zauważa Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.
Tymczasem obecnie skala niepewności na rynkach jest niespotykana od lat. To skutek serii wypadków, które wstrząsały ostatnio światem. Zaczęło się od 2008 r., kiedy wybuchł światowy kryzys finansowy. Niepewność na rynkach finansowych oraz spowolnienie gospodarcze zaowocowały gigantycznymi problemami finansowymi państw strefy euro w ubiegłym roku oraz wybuchami niepokojów w krajach arabskich.
Ten czynnik z kolei, w połączeniu z tanim pieniądzem emitowanym przez Fed oraz EBC, spowodował wzrost cen ropy i innych surowców. Na domiar złego jedna z największych gospodarek świata, japońska, została uderzona przez tsunami.
- Globalna gospodarka osiągnęła poziom niespotykanej wrażliwości na zdarzenia nagłe, i to bez względu na to, czy są one losowe, czy zawinione przez człowieka. Jeszcze w nieodległych czasach problemy regionalne rzadko urastały do skali globalnej. Obecnie możemy być pewni, że każdy poważny sygnał lokalny przełoży się bezpośrednio na reakcje globalne - mówi Maciej Grelowski, przewodniczący rady głównej Business Centre Club.
To rezultat globalnego nastawienia uczestników rynków, którzy najwyraźniej zaczęli wierzyć w prawo Murphy’ego: jeśli może się zdarzyć najgorsze, na pewno do tego dojdzie. Elżbieta Mączyńska ma na to inne określenie. - Trzeba się liczyć z ryzykiem występowania w coraz większej liczbie czarnych łabędzi - mówi. Czarny łabędź to według matematyka Nassima Taleba zjawisko trudne do przewidzenia, które ma ogromny wpływ na losy świata.
Polska - mimo sytuacji na świecie - jest w niezłej kondycji. Utrzymujemy wzrost gospodarczy, na co wpływ ma między innymi duży napływ środków z Brukseli. W tym roku ma być to łącznie 14 mld euro, a w przyszłym - około 10 mld. - Dzięki pieniądzom z Unii w tym i przyszłym roku Polska będzie największym placem budowy w Europie - uważa Krzysztof Rybiński, profesor SGH, były wiceprezes NBP.
Do inwestycji publicznych, napędzanych unijnymi euro, powinny dołączyć nakłady prywatne, które powinny się stać kolejnym źródłem wzrostu gospodarczego. Łącznie więc polską gospodarkę powinny napędzać cztery silniki - inwestycje publiczne i prywatne oraz popyt wewnętrzny i zewnętrzny. Tyle że jak na razie nie widać, aby firmy zaczęły inwestować na większą skalę.
- To jest jedno z głównych pytań - czy prywatni inwestorzy zdecydują się zainwestować więcej niż w zeszłym roku. Spodziewam się, że ich nakłady będą rzeczywiście większe, a wówczas jest szansa na wzrost powyżej 4 proc. i poprawę na rynku pracy - uważa Ryszard Petru, szef pionu analiz, relacji inwestorskich i strategii w PKO BP.
Wzrostu w skali ok. 4 proc. spodziewa się także Elżbieta Mączyńska. - Rezerwy wzrostu tkwią m.in. we wciąż jeszcze nienasyconym popycie wewnętrznym, charakterystycznym dla kraju na dorobku - mówi.
Lepszą sytuację na rynku pracy będzie widać w rosnącym zatrudnieniu oraz spadku bezrobocia. Zdaniem Agnieszki Chłoń-Domińczak, wykładowcy na SGH i byłej wiceminister pracy, ta poprawa będzie następować nadal w grupie osób w wieku 55 - 64 lata. Już w ubiegłym roku wskaźnik zatrudnienia wśród ludzi w tym wieku wzrósł o 2,3 pkt proc., do poziomu 24,2 proc., nienotowanego od 1999 r. Zdaniem naszej ekspert ten wzrost to efekt wprowadzenia systemu emerytur pomostowych. Innym skutkiem - ważnym dla finansów publicznych - zmiany tych przepisów jest oszczędność dla budżetu rzędu 5 mld zł w tym roku.
Zdaniem członków Rady Monitorującej dobra sytuacja gospodarcza powinna się przełożyć na wzrost kursu złotego wobec euro i dolara oraz - co ważne dla dużej grupy kredytobiorców - franka szwajcarskiego.
Mocniejszy złoty byłby elementem, który ograniczałby negatywny dla gospodarki wpływ wysokich cen żywności i paliw, które podbijają inflację. Jest ona jednym z czynników, które najbardziej niepokoją członków Rady Monitorującej. Tymczasem nie ma co liczyć na odwrócenie tendencji i spadek cen paliw i żywności.
- Nie spodziewam się dalszego wzrostu cen ropy, choć nie można wykluczyć i takiego scenariusza, jeśli sytuacja w świecie arabskim się pogorszy i rewolta obejmie na przykład Arabię Saudyjską. Ale nawet w wariancie podstawowym ceny paliw i żywności będą nadal utrzymywać się na wysokim poziomie - mówi Ryszard Petru.
Innym czynnikiem, który zagraża naszej gospodarce, jest zły stan finansów publicznych. Według danych Eurostatu jesteśmy w niechlubnej czołówce krajów UE pod względem wysokości dziury budżetowej. Deficyt finansów publicznych naszego kraju w roku ubiegłym wyniósł aż 7,9 proc. PKB. Według planów resortu finansów deficyt całego sektora finansów publicznych ma na koniec tego roku wynieść 5,6 proc., a w przyszłym ma spaść poniżej 3 proc.
Jednak członkowie rady uważają ten scenariusz za mało realny. Wiktor Wojciechowski, członek zarządu i szef działu analitycznego Forum Obywatelskiego Rozwoju, nie spodziewa się, aby obecny rząd przez najbliższe 6 miesięcy pozostałe do wyborów zdecydował się na jakiekolwiek znaczące oszczędności. Jego zdaniem istnieje wręcz ryzyko, że przed wyborami zdecyduje się na populistyczne ruchy.
- Przejawem populizmu jest rządowa propozycja zwiększenia płacy minimalnej w większym stopniu, niż wymaga tego ustawa. Jest nim także propozycja minister pracy, aby zwiększyć dostęp do świadczeń socjalnych - uważa ekonomista z FOR.
Ryszard Petru obawia się z kolei skutków już wprowadzonych oszczędności. Jego zdaniem istnieje niebezpieczeństwo, że narzucona samorządom reguła wydatkowa spowolni wzrost gospodarczy. - Wprawdzie ma ona wejść w życie od 2012 r., ale już teraz może spowodować wyhamowanie pewnych projektów inwestycyjnych, co spowolni inwestycje publiczne już pod koniec tego roku - dodaje ekonomista.
Na dodatek na wzrost inflacji Rada Polityki Pieniężnej będzie odpowiadać wzrostem stóp procentowych. Większe koszty kredytu z jednej strony mogą ograniczyć konsumpcję prywatną, a także - co bardziej niebezpieczne - zmniejszyć skłonność przedsiębiorstw do inwestowania.
Na dodatek już w tym roku nasz kraj powinien zacząć przygotowywać się na niekorzystne zmiany, których można spodziewać się w najbliższym czasie.- Od 2013 r. rozpocznie się zwalnianie ludzi zatrudnionych na budowach, wejdzie bolesny podatek za emisje CO2, a globalny wzrost spowolni, bo banki centralne na całym świecie będą musiały podnieść stopy procentowe, żeby ograniczyć inflację - mówi Krzysztof Rybiński.
O ile zagrożenia dla naszej gospodarki da się przewidzieć, o tyle trudniej szacować, co złego stanie się poza naszymi granicami. Dlatego niektórzy członkowie Rady Monitorującej sugerują, żeby być gotowym na najgorsze. - Bieżący i prawdopodobnie przyszły rok będą charakteryzowały się licznymi i ważnymi zdarzeniami politycznymi oraz znacznym ryzykiem upadku strefy euro w obecnym jej kształcie lub co najmniej mocnego wstrząsu w Eurolandzie - zauważa Ireneusz Jabłoński, członek zarządu Centrum im. Adama Smitha.
Sytuacja w strefie euro budzi ogromny niepokój wśród inwestorów na świecie. Nie rozpędziło go ani powstanie Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego, którego celem jest pomoc krajom strefy euro będącym w tarapatach, ani pakt konkurencyjności. Inwestorzy widzą kolejne wyzwania stojące przed strefą wspólnej waluty. Jednym z nich będzie restrukturyzacja zadłużenia Grecji, innym to, jak z kryzysem w finansach i koniecznością przyjęcia twardych unijnych recept poradzą sobie nowe władze Portugalii. - Innym ryzykiem jest to, czy zagrożenie niewypłacalnością przeniesie się na Hiszpanię. Zakładam, że nie, ale niebezpieczeństwo jest duże - uważa Petru.
Kryzys strefy euro odbiłby się na naszej gospodarce oraz finansach publicznych. Zwłaszcza że innym czynnikiem ryzyka jest stan budżetu USA. - Ewentualna restrukturyzacja długu Grecji oraz obniżenie wiarygodności kredytowej USA może zwiększyć koszty obsługi naszego długu publicznego - konstatuje Wiktor Wojciechowski.
Elżbieta Mączyńska zwraca uwagę na inne zagrożenia, które choć wydają się obecnie mało prawdopodobne, również powinny być - zgodnie z teorią czarnych łabędzi - brane pod uwagę. Elżbieta Mączyńska przypomina prognozy duńskiego Saxo Banku, według których m.in. Fed straci całkowicie wiarygodność oraz dojdzie do gigantycznych wahań surowców energetycznych. Gaz - według analityków Saxo - miałby podrożeć aż o 50 proc., a z kolei cena ropy, wywindowana na początku roku, pod jego koniec miałaby spaść o jedną trzecią.
Na to wszystko zaś nakłada się niestabilność na rynku walutowym. - Jest wysoka, zwłaszcza przy toczących się wojnach walutowych, co stymuluje przepływy kapitału spekulacyjnego i powstawanie baniek spekulacyjnych - uważa Mączyńska.
Członkowie Rady Monitorującej "DGP" namawiają rząd do reform. Przede wszystkim trzeba zmian w systemie emerytalnym, co da ulgę finansom publicznym (emerytury pomostowe są tego przykładem). Nasi eksperci zachęcają więc polityków do podniesienia wieku emerytalnego, przynajmniej w przypadku kobiet, aby go zrównać z regulacjami obowiązującymi mężczyzn. Konieczna jest też reforma emerytur mundurowych.
- Największym wyzwaniem dla nowego rządu będzie reforma finansów publicznych. To musi być prawdziwa reforma, a nie udawane zmiany, polegające na przesuwaniu części wydatków do funduszy, których nie wlicza się potem do deficytu i długu publicznego - mówi Wojciechowski.
Według niego taką udawaną reformą było utworzenie Krajowego Funduszu Drogowego, który nie jest brany pod uwagę przy liczeniu deficytu budżetu.
Ale prócz działań w skali makro nie mniej ważne są te dotyczące sektora małych i średnich firm. Przychylna polityka rządu dla przedsiębiorstw może zdaniem Ireneusza Jabłońskiego przynieść pozytywne skutki i to nawet wtedy, gdyby zaczęły się realizować czarne scenariusze za granicą. - W centrum uwagi powinno być to, co dzieje się w przedsiębiorstwach, jakie są tam nastroje i tendencje, a nie wyłącznie budżet państwa, który jest skutkiem sytuacji gospodarczej tworzonej przez przedsiębiorstwa, a nie kreatorem zdarzeń - zauważa ekonomista. Według niego polskie firmy mogą się okazać najlepszym amortyzatorem dla naszej gospodarki na wypadek światowych wstrząsów.
Ekonomiści zwracają także uwagę, że nowy rząd nie może czekać z koniecznymi zmianami, bo inwestorzy stracą zaufanie do naszego kraju. - Wielu inwestorów na rynku finansowym oraz agencje ratingowe potraktowali ostatnio Polskę ulgowo, wiedząc, że okres przedwyborczy nie sprzyja reformom. Ale ten kredyt zaufania już niebawem się wyczerpie - zauważa Wiktor Wojciechowski.
@RY1@i02/2011/083/i02.2011.083.186.0003.001.jpg@RY2@
Fot. Artur Chmielewski
Ireneusz Jabłoński
Wzrost PKB: ponad 3,5 proc.
Bezrobocie: mniej niż 10 proc.
Inflacja: znacznie więcej niż 2,5 proc. (cel inflacyjny RPP)
Dług publiczny: 825 mld zł
Deficyt budżetu państwa: prawie 60 mld zł
@RY1@i02/2011/083/i02.2011.083.186.0003.002.jpg@RY2@
Fot. Marek Matusiak
Elżbieta Mączyńska
Wzrost PKB: 3,9 - 4,2 proc.
Bezrobocie: 10 - 11 proc.
Wzrost płac: 1,5 - 2 proc.
Inflacja: 3 - 3,5 proc.
Stopy procentowe: 4 - 4,2 proc.
@RY1@i02/2011/083/i02.2011.083.186.0003.003.jpg@RY2@
Fot. Wojciech Górski
Maciej Grelowski
Wzrost PKB: 3,3 proc.
Bezrobocie: 12,8 proc.
Wzrost płac: 4,4 proc.
Inflacja: 3,5 proc.
Waluty (na koniec roku): euro: 3,77 zł, frank: 2,93 zł, dolar: 2,79 zł
@RY1@i02/2011/083/i02.2011.083.186.0003.004.jpg@RY2@
Fot. Krzysztof Kaliński
Agnieszka Chłoń-Domińczak
Wzrost PKB: 4 proc.
Bezrobocie: 8 proc. (wg BAEL)
Wzrost płac: 3 proc.
Grzegorz Osiecki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu