Włoch najbliżej fotela prezesa EBC
NIEMCY TWIERDZĄ, że Mario Draghi przekona południe Europy do reform
Jesienią prezes Banku Włoch Mario Draghi najprawdopodobniej stanie na czele Europejskiego Banku Centralnego (EBC), zastępując Francuza Jean-Claude’a Tricheta. Ostatnia przeszkoda - obawy Niemiec przed mianowaniem na najbardziej wpływowe finansowe stanowisko w instytucjach europejskich "południowca" - zdaje się znikać.
Wczoraj "The Wall Street Journal", powołując się na źródła w niemieckim rządzie, ujawnił, że kandydaturę Włocha popiera wpływowy minister finansów Wolfgang Schaeuble. Tego samego dnia "Handelsblatt" podał, że za kandydaturą Draghiego opowiadają się przywódcy liberalnej FDP, która wchodzi w skład koalicji rządowej.
Z perspektywy Berlina włoskie pochodzenie Draghiego może okazać się atutem. Łatwiej mu będzie wyegzekwować od Greków, Portugalczyków czy Hiszpanów surowe plany oszczędnościowe, bo jego stanowisko nie będzie postrzegane jako przejaw "niemieckiego dyktatu".
Dla kanclerz Angeli Merkel największą przeszkodą będzie przekonanie niemieckiej opinii publicznej, że szef EBC z Włoch nie będzie prowadził polityki, która osłabi euro. Kilka tygodni temu popularny "Bild" zarzucił na pierwszej stronie Draghiemu, że przekształci euro w "walutę spaghetti", bo Włochy przez lata tolerowały wysoką inflację.
Jednak niemieccy politycy przyznają, że Draghi nie ma w tym udziału. Przeciwnie, przez lata apelował on do kolejnych włoskich rządów o większą determinację w przeprowadzaniu reform. Ma szerokie doświadczenie: był wykładowcą Harvardu, pracował w banku Goldman Sachs i w Banku Światowym. W ramach EBC był zwolennikiem podniesienia stóp procentowych i zdecydowanej walki z inflacją.
W zeszłym tygodniu w Waszyngtonie Draghi opowiedział się z kolei za radykalną restrukturyzacją sektora bankowego. - W ciągu najbliższego roku okaże się, które banki będą zdolne do zebrania wystarczającego kapitału i dostosowania się do nowych regulacji ostrożnościowych Banku Rozliczeń Międzynarodowych, a które nie zdołają tego uczynić. Te regulacje są jednak konieczne, aby zwiększyć zaufanie na rynku bankowym i obniżyć ceny kredytu - powiedział Draghi. Skrytykował także amerykańską strategię budowania coraz większych instytucji finansowych, które ze względów systemowych nie mogą zbankrutować i są tak bardzo przekonane o uzyskaniu w razie potrzeby pomocy państwa, że ponownie podejmują ryzykowne operacje finansowe.
Aby uspokoić niemiecką opinię publiczną, Draghi udzielił niedawno obszernego wywiadu "Frankfurter Allgemeine Zeitung" zapewniając, że "podziwia" politykę gospodarczą Berlina.
Po niespodziewanym ogłoszeniu dymisji na początku lutego przez szefa Bundesbanku Axela Webera Berlin nie ma wiarygodnego kandydata na szefa EBC. O to stanowisko ubiegają się szefowie banków centralnych Holandii Nout Wellink, Finlandii Erkki Liikanen oraz Luksemburga Yves Mersch. Nominacja któregoś z nich oznaczałaby jednak zachwianie tradycyjnego podziału kandydatów w sześcioosobowym zarządzie EBC na 4 pochodzących z dużych państw strefy euro (Niemcy, Włochy, Francja, Hiszpania) i dwóch małych. Ci ostatni mieliby bowiem aż trzy głosy, a po rezygnacji w październiku Tricheta Francja znalazłaby się bez swojego przedstawiciela, co dla Paryża jest nie do zaakceptowania. W razie nominacji Draghiego na rzecz Francuza ustąpiłby dotychczasowy reprezentant Włoch z zarządzie, Lorenzo Smaghi.
Jędrzej Bielecki
jedrzej.bielecki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu