Błogosławieństwo nałogów
O tym, kto zyskuje, a kto traci na tym, że nie potrafimy się pohamować
Wszystko, co lubię, jest niemoralne, nielegalne albo tuczące" - to słynny cytat niezbyt znanego w Polsce Alexandra Woollcotta, amerykańskiego publicysty z pierwszej połowy XX wieku. Jego słowa można jednak odwrócić. Wszystko, co niemoralne, nielegalne albo tuczące, jest dobre dla państwa i gospodarki. Gdybyśmy nie pili ani nie palili, budżet państwa by się zawalił przez brak wpływów z akcyzy. Na hazardzie zbudowano fortuny wielu miejsc na świecie. Uprawa maku czy koki daje środki do życia tysiącom rolników w najuboższych miejscach na świecie. Gorączka zakupów nikomu niepotrzebnych produktów, na którą świat zachodni zapada zwłaszcza przed Bożym Narodzeniem, napędza konsumpcję i wzrost PKB. Zapraszamy na wycieczkę po mało chwalebnych stronach światowej gospodarki.
W 1705 roku holendersko-angielski myśliciel Bernard de Mandeville opublikował poemat, który w kolejnych wydaniach zyskał tytuł "Bajka o pszczołach". Praojciec liberalizmu opisał w niej ul, w którym pszczoły z krętaczy nagle stają się uczciwe i zaczynają przestrzegać wszelkich zasad moralnych. Efekt? Pszczoły "raz zapłaciwszy dług w tawernie/ Już w abstynencji trwają wiernie./ Zaniechać musi handlarz winem/ Złotych prezentów dla dziewczynek./ Kredyt nie bywa udzielany/ Na burgund albo ortolany./ Znikł dworak, co swą miss, fantastkę/ Zielonym groszkiem pasł na gwiazdkę/ I puszczał w ciągu godzin paru/ Więcej, niż wyda stu huzarów" (tłum. Witold Chwalewik). Gospodarka ula się zawaliła, a większość pszczół straciła pracę. Zdaniem Mandeville’a nasze prywatne wady przekładają się na publiczny zysk.
Wszyscy zarabiają
W 2011 roku wartość światowego rynku alkoholi, zdaniem raportu firmy MarketLine, przekroczyła 1 bln dol., czyli 1,4 proc. światowego PKB, zaś objętość wypitego spirytusu osiągnęła 206 mld litrów. W przypadku papierosów wartość ta wynosi 614 mld dol. (dane za 2009 rok), a rocznie wypalamy 5,5 bln papierosów. Wychodzą po dwa papierosy dziennie na Ziemianina.
W 2011 roku państwo polskie zarobiło na akcyzie od piwa, wina i napojów spirytusowych 10,3 mld zł. Tytoń dołożył do tego kolejne 18,3 mld zł. W sumie za tę kwotę można by zbudować 14 stadionów narodowych. Albo sfinansować roczne wydatki państwa na bezpieczeństwo wewnętrzne i wymiar sprawiedliwości. 28,6 mld zł to przy tym równowartość rocznego PKB małego państwa w rodzaju Armenii albo Macedonii. A to dopiero początek zysków ze sprzedaży alkoholu i tytoniu. W cenie piwa czy paczki papierosów poza akcyzą jest też zawarty VAT. Producenci oraz robotnicy pracujący przy ich wytwarzaniu płacą podatki dochodowe. Knajpy, do których wieczorami skaczemy na jasne pełne, również odprowadzają część dochodów do budżetu. To samo agencje reklamowe, którym tylko za reklamę papierosów płaci się na całym świecie 10 mld dol. rocznie.
Od tytoniu uzależnieni są nie tylko ludzie, lecz także całe gospodarki. W południowoafrykańskim Zimbabwe produkcja papierosów zapewnia 1/4 PKB. W niedalekim Malawi przemysł tytoniowy wypracowuje 15 proc. PKB i zapewnia 70 proc. dochodów z eksportu. Ten niewielki, 14-milionowy kraj jest piątym pod względem wielkości producentem papierosów na świecie po Chinach, Brazylii, Indiach i USA (dane ONZ). W skali globu dziewięć największych koncernów tytoniowych odprowadza rocznie w sumie 160 mld dol. różnego rodzaju podatków, akcyz i opłat.
Jeśli chodzi o wódkę, największe zyski z niej czerpała XIX-wieczna Rosja. Były lata, w których dochody ze sprzedaży alkoholu dawały 40 proc. wpływów do budżetu. Część historyków utrzymuje, że jedną z przyczyn obalenia caratu była frustracja wywołana wprowadzeniem prohibicji w czasie I wojny światowej. Kres antyalkoholowym popędom władz położył dopiero Józef Stalin w połowie lat 20. XX wieku. Ale tak naprawdę Rosjan rozpiła jednak kolejna wielka wojna, a w zasadzie wprowadzony w 1943 roku zwyczaj rozdawania żołnierzom tzw. winnego ekwiwalentu w postaci 100 gram wódki dziennie. W efekcie całe oddziały, od generałów po szeregowców, atakowały wroga pijane, co przyczyniło się zarówno do szaleńczej, pijanej odwagi, jak i brutalnego traktowania ludności cywilnej. Gdyby nie alkohol we krwi czerwonoarmistów, być może rozbijanie III Rzeszy potrwałoby kilka miesięcy dłużej.
Koszty społeczne uzależnienia są oczywiście olbrzymie. Światowa Organizacja Zdrowia utrzymuje, że wydatki państw zachodnich na leczenie chorób wywołanych nadmiernym spożyciem, przedwczesne zgony, wypadki drogowe i przestępstwa popełniane przez ludzi pod wpływem alkoholu wahają się od 1 proc. do nawet 6 proc. PKB. W Rosji - zdaniem specjalistycznego pisma "Narkołogija" - alkohol powoduje 500 tys. przedwczesnych zgonów rocznie. UNICEF podaje, iż spośród obecnych 40-latków do 60. urodzin dożyje jedynie co drugi Rosjanin, za to co dwudziesty Albańczyk. Albania jest od Rosji biedniejsza, ale większa część jej mieszkańców to muzułmanie. I jak to na Bałkanach piją, ale z umiarem i bez całej społecznej otoczki.
Święto czarnego piątku
Z drugiej strony, gdybyśmy z dnia na dzień wszyscy przestali pić i palić, kolosalne straty dla budżetu i negatywny efekt w postaci wzrostu bezrobocia i upadku restauracji byłyby natychmiastowe, za to zyski przyszłyby po latach. Jeszcze gorszy efekt dla gospodarki miałaby rezygnacja z zakupowego szaleństwa. Niektóre państwa wręcz uwzględniają okołobożonarodzeniowy wzrost wydatków prywatnych w swoich kalkulacjach budżetowych.
- Jesteśmy w dużym stopniu uzależnieni od eksportu. Od końca ubiegłego roku sytuacja się pogorszyła, głównie ze względu na spowolnienie w USA i kryzys zadłużenia w Europie. Mamy jednak nadzieję, że ta sytuacja się zmieni. Koniec roku to czas bożonarodzeniowych zakupów, a Tajwan jako jeden z czołowych producentów sprzętu elektronicznego zawsze na nich korzysta. Na koniec roku oczekujemy powyżej 2 proc. wzrostu (po 0,2-proc. spadku PKB w II kw. tego roku - red.) - tłumaczył niedawno DGP wiceminister gospodarki Tajwanu Shih-Chao Cho.
Coś w tym jest. Nie bez powodu w galeriach handlowych europejskich i amerykańskich miast już dawno pojawiły się świąteczne dekoracje. Za oceanem pierwszą falę zakupowego szaleństwa mamy już za sobą. To tzw. czarny piątek, dzień wyprzedaży tradycyjnie następujący po czwartkowym Święcie Dziękczynienia. Według Krajowej Federacji Handlu Detalicznego Amerykanie wydali 22 listopada tego roku (i w sąsiednie dni) - bagatela - 59,1 mld dol. (424 dol. na osobę). To tyle, ile wynosi roczny PKB Chorwacji albo 2/3 tegorocznych dochodów polskiego budżetu. To zaś dopiero przedsmak szaleństwa bożonarodzeniowego. Według Deloitte statystyczna rodzina w UE wyda w tym roku na prezenty i jedzenie świąteczne 591 euro. Polacy poświęcą na ten cel 312 euro.
Oczywiście zrzucanie tych wszystkich kwot na karb zakupoholizmu byłoby nieuczciwe i niesprawiedliwe. Jednak trudno o lepszą ilustrację tezy Mandeville’a o prywatnych wadach, które stają się publicznymi zaletami. Wszak nie tylko zakupy dokonywane pod wpływem impulsu, lecz także przedświąteczne zadłużanie się w bankach z jednej strony szkodzi naszym własnym finansom, ale z drugiej napędza gospodarkę.
Zdaniem psychologów zakupocholizmowi często towarzyszy zamiłowanie do hazardu. Na ruletce oraz blackjacku wzbogaciły się takie miasta jak Las Vegas, Monte Carlo czy Makau. W tym ostatnim terytorium, dawnej portugalskiej kolonii, a od 1999 roku autonomicznym regionie należącym do Chin, dochody z hazardu odpowiadają za połowę budżetu. Oddanie miasta ChRL tylko poprawiło wyniki azjatyckiego raju hazardowego. Do miasta zaczęli przyjeżdżać Chińczycy z mainlandu, dzięki czemu w 2007 roku pod względem obrotów Makau wyprzedziło Las Vegas. Przychody SJM Holdings, największego lokalnego operatora kasyn, w 2011 roku wyniosły 9,7 mld dol.
Łatwe pieniądze z hazardu kuszą innych. Rosjanie w 2009 roku zakazali hazardu na obszarze kraju, w zamian obiecując utworzenie czterech stref z legalną ruletką. Zakończyło się spektakularną klapą. - Jedną z wytypowanych stref jest Ałtaj (leżący u zbiegu granic Kazachstanu i Mongolii - red.). Kto o zdrowych zmysłach pojedzie tam do kasyna? - pytał retorycznie w rozmowie z DGP Samuił Bindier ze Stowarzyszenia Działaczy Biznesu Hazardowego. W efekcie między 2008 a 2009 rokiem dochody budżetowe spadły z 80 mld rubli (8,2 mld zł) do zera, pracę straciło 650 tys. ludzi, a biznesmeni z branży rozwijają dziś kasyna w Azji Środkowej czy na Białorusi.
Jedyne, co urosło, to hazardowe podziemie. W pewnym sensie korzysta z niego państwo, a w zasadzie jego przedstawiciele z prokuratury i policji, którzy udzielają tzw. kryszy, czyli ochrony nielegalnym kasynom. "Russkij Rieportior" podawał, że wystarczy 2 tys. dol. miesięcznie. A działalność jest na tyle lukratywna, że przez pewien czas nielegalne szulernie działały nawet w budynkach należących do moskiewskich ambasad Białorusi i Korei Płn. Można założyć, że urzędnicy w ministerstwie finansów już żałują pochopnej decyzji.
Stosunkowo najtrudniej o gospodarcze korzyści handlu narkotykami. Państwa nic na nim nie zyskują, przynajmniej wprost, ponieważ narkotyki nie są obłożone podatkami. Za to koszty leczenia uzależnień czy przestępstw popełnionych na haju bądź w ramach zdobywania pieniędzy na jego osiągnięcie są olbrzymie, według WTO sięgające nawet 250 mld dol., czyli 0,3 proc. światowego PKB. Nie da się jednak ukryć, że ich produkcja stanowi dla kilku biednych państw podstawowe źródło dochodu.
Najwyraźniej widać to na przykładzie Afganistanu, dla którego zyski z produkcji i przemytu narkotyków stanowią 15 proc. PKB. Od obalenia talibów, którzy uprawy opium zwalczali ogniem i mieczem, jego zbiory wzrosły 31-krotnie i w 2011 roku osiągnęły 5,8 tys. ton. I trudno, by było inaczej, skoro afgańskiemu rolnikowi hektar opium przynosi 17 razy więcej pieniędzy niż hektar pszenicy. W rezultacie dziewięć na dziesięć działek heroiny sprzedawanej w ciemnych zaułkach Londynu pochodzi właśnie spod Hindukuszu. Dla mieszkańców Afganistanu ten groźny narkotyk nie wygląda zatem tak źle.
@RY1@i02/2012/248/i02.2012.248.000006600.802.jpg@RY2@
corbis/fotochannels
Władze Rosji w 2009 roku zakazały hazardu, w zamian obiecując otworzenie czterech stref z legalną ruletką. Zakończyło się spektakularną klapą i teraz w całym kraju działają nielegalne kasyna
@RY1@i02/2012/248/i02.2012.248.000006600.103.jpg@RY2@
orbis/fotochannels
W skali globu dziewięć największych koncernów tytoniowych odprowadza rocznie w sumie 160 mld dol. różnego rodzaju podatków
Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu