Emiraty Arabskie zapraszają do pracy. U nas jest gorzej
Polska nie jest już dzisiaj eldorado dla architektów. Dlatego dla wielu z nich wyjazd za granicę jest jednym z potencjalnych sposobów znalezienia pracy bez zmiany kwalifikacji
Choć nie ma mowy o masowych wyjazdach, jak było w przypadku lekarzy, to nadal - zdaniem ekspertów - jest to opcja, która może być atrakcyjna. - To często jedyne wyjście z sytuacji. Na miejscu młodych architektów zabrałbym się porządnie za naukę języków, szczególnie angielskiego, ale i drugiego, jak niemiecki lub hiszpański. I szukałbym pracy za granicą - mówi anonimowo pracownik jednej z dużych firm rekrutacyjnych.
Jednak standardowy kierunek polskich wyjazdów zarobkowych na Wyspy Brytyjskie czy do Holandii wcale nie musi być najlepszą opcją. Sytuacja na tamtejszych rynkach w ostatnich latach wyraźnie się pogorszyła. - Mój syn po ośmiu latach stracił tam pracę. Zdecydował się na przekwalifikowanie. Już wcześniej się do tego przygotowywał, studiując informatykę. Został programistą z umiejętnościami graficznymi, więc nie ma problemu ze znalezieniem zatrudnienia - mówi Wojciech Gęsiak, prezes Izby Architektów Rzeczypospolitej Polskiej. Jego syn pracuje w Wielkiej Brytanii. Z oczywistych powodów nie ma szans na znalezienie pracy w Hiszpanii czy innych krajach południowej Europy, które przeżywają kryzys.
Dlatego ciekawą alternatywą mogą się okazać niestandardowe propozycje i mało popularne dotychczas kierunki. Bo choć Unia Europejska znajduje się w nie najlepszej sytuacji gospodarczej, w innych rejonach świata na razie ze wzrostem gospodarczym jest nieźle.
Dlatego z jednej strony wśród obecnych ofert można znaleźć propozycje pracy w Rosji, np. w Moskwie, czy w innych krajach byłego ZSRR. Jednak są też takie kierunki jak Australia, Nowa Zelandia czy Emiraty Arabskie. Przykładowe zarobki (jak wynika z danych jednej z agencji rekrutujących): architekt fasad aluminiowych w Katarze może liczyć na 15 - 18 tys. zł miesięcznej pensji przy sześciodniowym tygodniu pracy i 30 dni urlopu rocznie.
Kierunkiem wyjazdów bywa też Brazylia, nadal będąca rynkiem, na którym powstaje wiele nowych inwestycji i który poszukuje architektów. Bywają także propozycje wyjazdów do Chin. Często projekty wykonują tam brytyjskie lub niemieckie firmy, które rekrutują architektów z różnych części Europy.
Jednak aby wyjechać, absolutną podstawą jest znajomość języka. - A ta umiejętność, jak twierdzą eksperci, nie jest mocną stroną architektów - mówi Karolina Białowarczuk, senior consultant recruiting experts w Construction & Property z agencji Hays. Istotne jest także przeanalizowanie, czy zdobyte w Polsce uprawnienia są respektowane na miejscu. I tak w Wielkiej Brytanii pełne uprawnienia mają ci, którzy już mają członkostwo w Izbie Architektów, czyli są po 3-letnim stażu zawodowym. Jednak architekci, którzy mają uprawnienia w Polsce, bez kłopotu i stażu mogą potwierdzić je w brytyjskiej izbie architektów. Możliwa jest też taka sytuacja, że gdy świeżo upieczony polski absolwent architektury wyjedzie na 3-letni staż do Wielkiej Brytanii, ten zostanie mu zaliczony w Polsce jako wymagane praktyki i tu uzyska uprawnienia architekta, po czym potwierdzi je w brytyjskiej izbie architektów.
W Australii za rejestrację architektów odpowiedzialne są stanowe komisje architektoniczne. Ponieważ każdy ze stanów powołuje własną, autonomiczną komisję, przyszły architekt zdaje egzamin przed komisją właściwą dla terenu, na którym zamierza wykonywać zawód, a potem potwierdza jedynie uprawnienia w innych stanach. Jednak jak zaznaczają eksperci, w większości krajów rynek jest nasycony - trzeba więc jechać, jeżeli ma się pewność, że znajdzie się pracę na miejscu.
3 lata stażu są wymagane dla architektów w Wielkiej Brytanii, by mogli mieć pełne uprawnienia
18 tys. zł miesięcznie zarobi architekt w Katarze
Klara Klinger
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu