Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Bałagan w ekonomii

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Świat znalazł się na rozdrożu. Ekonomia klasyczna zawiodła. Zupełnie tak, jak zawiódł wcześniej socjalizm. Stare linie podziału nie mają już sensu

Elżbietą Mączyńską

Gdy widzieliśmy się ostatnio, wspomniała pani tajemniczo, że czyta coś strasznie obrazoburczego.

To prawda. Miałam na myśli książkę "Upadek kapitalizmu leseferystycznego".

I to ma być obrazoburcze? Wielu dziś przecież krytykuje spuszczony ze smyczy wolny rynek.

A jeśli powiem panu, że to napisał jeden z głównych architektów reaganomiki? I w ogóle całej rewolucji podażowej, która leży u podstaw ekonomii neoliberalnej?

To zaczyna być interesujące.

Autor nazywa się Paul Craig Roberts i był jednym z najbliższych doradców ekonomicznych prezydenta Reagana. Neoliberalną rewolucję robił nie tylko od strony rozwijania idei, lecz także przez pewien czas był w Białym Domu zastępcą sekretarza skarbu odpowiedzialnym za politykę ekonomiczną. Po odejściu z polityki dał się poznać jako ostry publicysta. Krytyk wszystkich kolejnych amerykańskich rządów. I to zarówno tych demokratycznych, jak i republikańskich. Na okładce jego najnowszej książki jest tonąca Statua Wolności. Tylko nos jej znad wody wystaje.

Już Kazik śpiewał, że "Ameryka też się sypie".

Tu chodzi nie tylko o samą Amerykę, lecz także o pomysł na kierunek polityki ekonomicznej w całym rozwiniętym świecie. Bo podtytuł książki Robertsa brzmi: "O destrukcji gospodarek Zachodu. W poszukiwaniu nowej teorii dla świata".

I co ten Roberts mówi?

On suchej nitki na leseferyźmie nie zostawia. Zaczyna od takiego starego przysłowia: kiedy rząd boi się narodu, to panuje wolność, a jak naród boi się rządu, to jest tyrania. Ale obecnie nie mamy ani jednej, ani drugiej sytuacji. Zdaniem Robertsa Waszyngton patrzy na Amerykanów jak na "durne barany". Zachodni politycy są jak oligarchowie. Sprzymierzyli się z bogatym sektorem finansowym i od lat robią politykę służącą głównie potrzebom tamtego sektora. Zapominając jednocześnie o interesach innych klas społecznych. W tym również klasy średniej.

I to mówi architekt reaganomiki, która otworzyła drogę do takiej sytuacji. A w piersi się przynajmniej bije?

Nie. Bo według Robertsa w reaganowskiej rewolucji podażowej chodziło o coś zupełnie innego.

"Neoliberalizm tak. Wypaczenia nie"?

Roberts mówi na przykład, że prawdziwi reaganowcy nie chcieli zamknięcia dyskusji o ekonomii. I bardzo pomstuje na to, że dogmat neoliberalny zamykał taką dyskusję. Dopuszczał tylko jedną podażowo-monetarną wiarę. Narzeka, że ten neoliberalnizm, który pojawił się w USA i Europie w latach 90., był po prostu głupi i prymitywny. Nie było w nim miejsca na etykę i moralność, sprawy społeczne czy rozsądnie aktywną rolę państwa. Zaczęły za to dominować patologie. Zawłaszczenie świata przez rynki finansowe. Zepchnięcie państw do roli ich zakładników. Społeczne i polityczne wywłaszczanie szerokich warstw społecznych. W tym głównie klasy średniej. Wyniszczanie innych krajów pod hasłem dobrotliwego, dobrego dla wszystkich globalizmu. To wszystko - zdaniem Robertsa - nie ma nic wspólnego z wolnym rynkiem, o jakim marzyli reaganowcy. Traktuję tę książkę jako przejaw pewnego szerszego zjawiska. Otóż w światowej ekonomii zrobił się wielki bałagan. Nikt już niczego nie może być pewien. Ostatnio wpadł mi w ręce świetny tekst polskiego ekonomisty Zbigniewa Madeja pod tytułem "Megasystemy są śmiertelne". On pokazuje, na jak wielkim rozdrożu znalazł się dziś świat. Bo ekonomia klasyczna zawiodła. Zupełnie tak, jak zawiódł wcześniej socjalizm. Stare linie podziału nie mają już sensu. Dowodzi tego choćby książka Robertsa.

Tylko co dalej?

Wiadomo już, że ten kryzys jest w ekonomii przełomem. A w jego wyniku odchodzenie od ekonomicznej ortodoksji będzie postępowało. Ekonomia głównego nurtu stanie się bardziej interdyscyplinarna i wieloczynnikowa.

A ma pani wrażenie, że te wielkie spory o gospodarkę, które rozgrywają się właśnie na Zachodzie, trafiają jakoś na nasz polski grunt?

Zgadzam się z Grzegorzem Kołodką, że nadwiślański neoliberalizm trzyma się mocno. Pewnie dlatego że nigdy nie był jakoś szczególnie refleksyjny ani głęboki. Jednocześnie widzę jednak, że dzisiejsze dyskusje o gospodarce są u nas dużo bardziej inspirujące niż jeszcze kilka lat temu. Kiedyś było od razu wiadomo, co kto będzie mówił. A teraz linie podziału nie zawsze przebiegają tak, jak się to może wydawać. Ostatnio słyszałam dyskusję radiową, w której jeden z prorządowych ekonomistów zaczął ciepło wypowiadać się o polityce gospodarczej premiera Viktora Orbana, do której zwykle odwołuje się przecież raczej opozycja. Inni dyskutanci natychmiast na niego ostro naskoczyli i zaczął się trochę wycofywać. Ale gołym okiem widać, że jest jakiś nowy ferment intelektualny.

@RY1@i02/2013/217/i02.2013.217.00000280c.802.jpg@RY2@

materiały prasowe

Elżbieta Mączyńska, profesor ekonomii i prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, wykłada w Szkole Głównej Handlowej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.