Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Ekonomiczne spojrzenie w przyszłość

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Fed może szkodzić złotemu

W najbliższych miesiącach nasza waluta będzie pod dużą presją. Wizja końca drukowania, dolarów skłania inwestorów zagranicznych do sprzedawania bardziej ryzykownych aktywów, co złotemu nie służy.

Rynek coraz bardziej wierzy w to, że amerykańska Rezerwa Federalna w drugiej części roku zacznie wycofywać się z tzw. ilościowego luzowania polityki pieniężnej (QE3). Dziś sprowadza się to do zwiększania bazy monetarnej Fed - czyli dopisywania na rachunkach banków komercyjnych nowo wyemitowanych dolarów w zamian za aktywa, które to banki sprzedają na rzecz banku centralnego. Chodzi głównie o amerykańskie obligacje skarbowe. Operacja spowodowała spadek stóp rynkowych w USA do rekordowo niskich poziomów i rozlanie się płynności po wielu innych rynkach, w tym emerging markets. Na drukowaniu dolara zyskały m.in. polskie papiery skarbowe i złoty.

Zapowiedź końca operacji Fed ma dwa skutki:

hossa na polskich obligacjach się skończyła,

złoty znajdzie się pod presją, bo koniec QE3 oznaczać będzie globalne umocnienie dolara.

W takiej sytuacji waluty rynków wschodzących zwykle tracą. Jak to może wyglądać, obserwowaliśmy w maju i czerwcu, gdy nasz złoty w ciągu trzech tygodni stracił 14 groszy wobec dolara i 16 groszy względem euro.

- Złoty może jeszcze trochę stracić na wartości. Spodziewam się, że na koniec roku euro będzie wyceniane na 4,35 zł, zaś dolar na poziomie 3,51 zł - mówi Przemysław Kwiecień, analityk X-Trade Brokers.

Osłabienia spodziewa się większość uczestników rynku. Widać to np. w wycenach kontraktów forward na euro-złotego. To instrument, w którym obie strony umawiają się na sprzedaż określonej waluty za pewien czas po ustalonym wcześniej kursie. Z wycen z połowy czerwca kontraktów zapadających pod koniec roku wynika, że inwestorzy obstawiają kurs złotego w tym czasie na poziomie 4,27 zł za euro.

Ekonomiści, którzy wcześniej prognozowali umocnienie naszej waluty na koniec roku, teraz rewidują swoje prognozy. Nadal są zdania, że złoty może odrobić część strat - ale poziom 4 zł za euro w grudniu jest dziś bardzo mało prawdopodobny. Przykład takiej rewizji to ostatnie szacunki Raiffeisen Polbank. Według ekspertów tej instytucji kurs złotego w najbliższych tygodniach będzie oscylował wokół 4,20 za euro, a na koniec roku może to być 4,15 zł.

Skąd wiara, że złoty może odrobić straty? Swoje zrobił Narodowy Bank Polski, który w pierwszym tygodniu czerwca przy kursie 4,31 zł za euro interweniował na rynku, by uspokoić nastroje. Cel osiągnął - skala wahań kursu się zmniejszyła, a inwestorzy dostali jasny sygnał: bank centralny nie jest zainteresowany niekontrolowaną deprecjacją polskiej waluty.

@RY1@i02/2013/124/i02.2013.124.05000040h.804.jpg@RY2@

Kursy walut

Marek Chądzyński

Raczej trend boczny niż rzeczywisty wzrost

@RY1@i02/2013/124/i02.2013.124.05000040h.805.jpg@RY2@

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek dr nauk ekonomicznych, wykłada na Wydziale Nauk Ekonomicznych UW

Członkini Rady Gospodarczej przy premierze, zasiada też w Komisji Trójstronnej ds. Społeczno-Gospodarczych (po stronie pracodawców). Od wielu lat główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan. Specjalizuje się w badaniach warunków rozwoju przedsiębiorstw

Jeśli spojrzeć na aktualne prognozy dla gospodarki, to jednym z największych optymistów jest Ministerstwo Finansów. Jego szacunki to 1,5 proc. wzrostu PKB w tym roku. Rynek jest bardziej wstrzemięźliwy w ocenach - 18 ekonomistów ankietowanych przez agencję Bloomberg spodziewa się, że będziemy mieli wzrost rzędu 1,3 proc. A Bank Światowy w raporcie opublikowanym w połowie czerwca obniżył prognozę wzrostu dla Polski do 1 proc.

Większość prognozujących jest zgodna co do trendów: odbicie - o ile nastąpi - będzie najbardziej widoczne w drugiej połowie roku. Ministerstwo Finansów w swoich założeniach do przyszłorocznego budżetu napisało, że to, w jakim stanie znajdzie się polska gospodarka w najbliższych kwartałach, zależy m.in. od kondycji największych gospodarek Unii Europejskiej, których Polska jest partnerem handlowym. Zwłaszcza Niemiec - a gospodarka niemiecka ma przyspieszyć właśnie w drugiej połowie roku, głównie dzięki rosnącemu własnemu eksportowi. Ekonomiści bankowi generalnie zgadzają się z tą tezą i uważają, że pierwsze oznaki odbicia powinny być widoczne już w drugim kwartale, kiedy to PKB wzrośnie o 1 proc. W trzecim wzrost ma przyspieszyć do 1,5 proc., a w czwartym do 1,9 proc.

- Rzeczywiście, musiałoby się stać coś bardzo spektakularnego, żebyśmy mieli zwolnić bardziej niż na początku roku - mówi Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, ekspert Konfederacji Lewiatan. Ona też zakłada przyspieszenie wzrostu. Z jednym zastrzeżeniem: jej zdaniem wskaźniki się poprawą, ale głównie z powodu niskiej bazy z poprzedniego roku.

- To, co nas czeka, to raczej trend boczny niż rzeczywisty wzrost. Może nastąpić lekka poprawa wskaźników - ale nie fundamentów gospodarki - mówi.

Według ekonomistki Lewiatana największy niepokój powinny budzić perspektywy konsumpcji prywatnej. Nie są one na razie najlepsze, bo sytuacja na rynku pracy się nie poprawia. A to skłania konsumentów raczej do oszczędzania na czarną godzinę niż wydawania pieniędzy. Słaby popyt konsumpcyjny to zła wiadomość dla firm nastawionych głównie na działalność w kraju.

- Jeszcze nigdy nie byliśmy w tak złej sytuacji, jeśli chodzi o konsumpcję. W czwartym kwartale ubiegłego roku zaliczyliśmy jej spadek, w pierwszym kwartale tego roku - stagnację. Jeśli ona nie ruszy, firmy nie dostaną sygnału do zwiększania produkcji i szanse na poprawę koniunktury będą małe - mówi Starczewska-Krzysztoszek. I przypomina, że nawet w kryzysowym roku 2009, gdy gospodarka ostro wyhamowała, konsumpcja rosła w tempie ponad 2-proc.

- Wtedy Polacy w kryzys nie uwierzyli. Teraz tak, i to chyba w znacznie większy, niż jest w rzeczywistości - mówi. I dodaje, że tak duże wyhamowanie konsumpcji trudno wytłumaczyć. Co prawda mamy wzrost bezrobocia i spadek zatrudnienia - ale nie w takiej skali, jak np. na początku poprzedniej dekady.

- Wtedy bezrobocie sięgało 20 proc., dziś oscyluje wokół 14 proc. Mimo to, mimo realnie rosnących wynagrodzeń konsumenci uznali, że ryzyko jest nadmiernie wysokie i trzeba zwiększyć oszczędności kosztem wydatków - mówi. Dodaje, że swoje trzy grosze dorzuciła też zbyt restrykcyjna polityka pieniężna, która nie wspierała popytu konsumpcyjnego.

- Teraz gdybyśmy nawet zeszli z oprocentowaniem kredytów jeszcze niżej, to bariera psychologiczna przed zadłużaniem się jest już zbyt duża - uważa Starczewska-Krzysztoszek.

Nie tylko konsumenci nie chcą się zadłużać - opory mają też przedsiębiorcy. Wartość akcji kredytowej w firmach wynosiła na koniec maja 272,1 mld zł - o ponad pół miliarda mniej niż rok temu. Szczególnie słaby jest popyt na kredyt inwestycyjny. Firmy, gdyby chciały, mogłyby finansować inwestycje z własnych środków. Na rachunkach przedsiębiorstw w maju było 187,3 mld zł, w ciągu miesiąca stan lokat zwiększył się o ok. 6 mld zł.

Mimo to perspektywy dla inwestycji są złe. W tym roku - według MF - spadną one o 0,7 proc. i będzie to porównywalna skala spadku, co w 2012 r. To jednak z bardziej optymistycznych prognoz. Ekonomiści bankowi szacują znacznie głębszy spadek, rzędu 3-4 proc.

Inwestycje nie ruszą, jeśli popyt w gospodarce krajowej i u zagranicznych partnerów handlowych się nie odbuduje. To ciągle duży znak zapytania. MF bardzo liczy na to, że ta karta się odwróci - ale dopiero w przyszłym roku. Pomóc ma program "Inwestycje Polskie", w ramach którego Bank Gospodarstwa Krajowego udziela gwarancji (m.in. z linii gwarancyjnej de minimis adresowanej do małych i średnich firm), a spółka Polskie Inwestycje Rozwojowe inwestuje w spółki celowe, odpowiedzialne za przygotowanie i prowadzenie projektów infrastrukturalnych.

Ale są i bardziej konkretne powody, które pozwalają na prognozowanie spadku inwestycji. Najważniejsza: z roli wiodącego inwestora wycofuje się państwo. Udział inwestycji publicznych w PKB prawdopodobnie spadnie w tym roku do 3,8 proc. z 4,6 proc. w roku ubiegłym.

@RY1@i02/2013/124/i02.2013.124.05000040h.806.jpg@RY2@

Mniej pracy i konsumpcji

Marek Chądzyński

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.