Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Kredyty znów powinny zacząć rosnąć

3 lipca 2018

Za wyhamowaniem wzrostu rynku kredytowego w naszym regionie nie stoją problemy sektora finansowego, ale ograniczone możliwości zadłużania się klientów banków. W najbliższych latach sytuacja powinna się radykalnie poprawić.

Jeszcze pierwsza połowa ubiegłego roku stała w Europie Środkowej pod znakiem szybkiego wzrostu wartości udzielanych kredytów. Przodowały dwie gospodarki: rosyjska i polska. W Rosji na koniec I półrocza 2012 r. portfele kredytowe banków były o 27 proc. większe niż rok wcześniej. W Polsce wzrost wynosił 13 proc. Kolejne miesiące przyniosły jednak osłabienie - w Rosji dynamika rynku wyhamowała o połowę, u nas wzrost spowolnił do raptem 1-2 proc. Początek tego roku jest jeszcze słabszy - w Polsce w maju roczny wzrost kredytów był najsłabszy od... jesieni 2005 r. Z kolei w kredytach dla przedsiębiorstw zanotowano pierwszy spadek w ujęciu rocznym od grudnia 2010 r.

Kto jest winny? Banki nie chcą pożyczać klientom, czy też sytuacja tych drugich nie pozwala nawet myśleć o braniu kredytów? Raiffeisen Research w niedawnym raporcie o kondycji środkowoeuropejskiego sektora bankowego stawia tezę, że w grę wchodzi raczej ten drugi czynnik.

"Osłabienie wzrostu kredytów w Europie Środkowo-Wschodniej w drugiej połowie 2012 r. było najwyraźniej spowodowane przez stronę popytową, stanowiło odbicie powrotu recesji w Europie Zachodniej. Tę tezę wspiera fakt, że osłabił się przede wszystkim bardziej wrażliwy na zmiany koniunktury segment kredytów dla przedsiębiorstw, który odpowiada za 65 proc. całości rynku w regionie" - uzasadniają analitycy Raiffeisena.

Według nich potwierdzeniem jest także rosnący udział należności zagrożonych w portfelach środkowoeuropejskich banków. Z jednej strony przekłada się to na mniejsze zyski i niższą skłonność do kredytowania gospodarki, ale przede wszystkim świadczy o tym, że to klienci banków nie radzą sobie z obsługą dotychczasowego zadłużenia. Trudno więc, by decydowali się na jego zwiększenie.

Jak specjaliści z austriackiego banku odnoszą się do obaw przed delewarowaniem? W związku z nowymi wymogami kapitałowymi banki naszego kontynentu muszą w ciągu kilku najbliższych lat poprawić swoje współczynniki wypłacalności. Mogą to zrobić albo zdobywając dodatkowy kapitał (co jednak jest trudne ze względu na barierę popytu na rynku kapitałowym), albo limitując skalę działania lub wręcz ograniczając swoją aktywność np. na niektórych rynkach. Europa Środkowa jest wymieniana jako jeden z pierwszych obszarów, gdzie zachodnioeuropejskie grupy mogą zmniejszyć aktywa. Ten mechanizm określany jest właśnie jako delewarowanie. Gdyby faktycznie miał on miejsce w naszym regionie, miałby niekorzystne konsekwencje dla poszczególnych gospodarek, bo oznaczałby mniejszy dostęp do kredytu.

Raiffeisen przyznaje, że na koniec 2012 r. zaangażowanie zachodnioeuropejskich banków w całym regionie było mniejsze niż przed wybuchem kryzysu finansowego w 2008 r. Analitycy podkreślają jednak, że to ograniczenie jest stosunkowo niewielkie: w całej Europie Środkowo-Wschodniej redukcja zaangażowania na przestrzeni pięciu lat wyniosła ok. 200 mld dol. (5 proc. PKB krajów regionu), z czego na Europę Środkową przypadło ok. 100 mld dol. (11 proc. PKB). Ponieważ zmniejszenie aktywności w innych regionach było jeszcze większe, w ostatecznym rozrachunku znaczenie naszej części kontynentu dla biznesu banków z Europy Zachodniej wzrosło: w 2007 r. nasz region odpowiadał za 4 proc. ich biznesu, teraz jest to ok. 6 proc.

W świetle wymagającego otoczenia regulacyjnego i biznesowego dla zachodnioeuropejskich banków niewielka redukcja ich transgranicznego zaangażowania w Europie Środkowo-Wschodniej w wymiarze bezwzględnym i wzrost w ujęciu względnym - powinien być oceniany jako pozytywny - zaznacza Raiffeisen Research. I dodaje, że w naszym regionie delewarowanie polegało zwykle na ograniczeniu finansowania lokalnych banków, a nie na bezpośrednim zmniejszaniu kredytowania dla klientów. Ponadto część krajów - w tym Polska - zanotowała w ostatnich latach wzrost, a nie spadek, zaangażowania zachodnioeuropejskich instytucji finansowych.

Zdaniem analityków Raiffeisen Research w kolejnych latach należy oczekiwać nie spadku, ale wzrostu zaangażowania zagranicznych banków w naszym regionie. Powód? To nadal bardzo atrakcyjne rynki, o dużym potencjale wzrostowym. Wprawdzie nie wszystkie kraje mogą liczyć na znaczący wzrost kredytów, ale na przykład Polska - jak najbardziej. Prognozowany roczny wzrost rynku kredytowego w naszym kraju do 2017 r. to niemal 9 proc. (w przeliczeniu na euro 10,5 proc., co daje nam w prognozach Raiffeisena drugie miejsce po Rosji, gdzie spodziewany jest wzrost o 13 proc.).

Jak szybko faktycznie będą rosły portfele kredytowe w poszczególnych krajach, będzie jednak zależało nie tylko od tego, kiedy i jak mocno ruszy popyt na finansowanie z banków. Również sektor finansowy będzie musiał sobie poradzić ze zdobyciem odpowiedniego kapitału (na pokrycie ewentualnych strat) i finansowania (by mieć pieniądze na kredyty).

Plusy i minusy unii bankowej dla Środkowo-Wschodniej Europy

Unia bankowa, czyli stworzenie jednolitych warunków działania na terenie wszystkich krajów strefy euro (oraz chętnych spośród krajów Unii Europejskiej nienależących do Eurolandu), w naszym regionie budzi kontrowersje. Zakłada bowiem nie tylko wspólny system gwarantowania depozytów (na razie we wszystkich krajach UE obowiązują identyczne zasady gwarantowania oszczędności w bankach), ale przede wszystkim wprowadzenie ogólnoeuropejskiej instytucji nadzorczej działającej przy Europejskim Banku Centralnym oraz jednolitego mechanizmu radzenia sobie z bankami przeżywającymi kłopoty (tak, żeby uniknąć ich bankructwa, a równocześnie by nie trzeba było wydawać dużych kwot na ich ratowanie z krajowych budżetów).

Wśród środkowoeuropejskich polityków nie brak takich, którym nie podoba się szczególnie ulokowanie nadzoru przy EBC. Powody? Niewielkie kraje nienależące do strefy euro praktycznie nie będą miały wpływu na podejmowane decyzje. Te zaś mogą mieć poważny wpływ na sytuację sektora bankowego poszczególnych krajów (i na możliwości finansowania rozwoju gospodarek). Ponadto kraje nienależące do strefy euro, nawet jeśli wejdą do jednolitego mechanizmu nadzorczego, będą miały kłopoty z dostępem do Europejskiego Mechanizmu Stabilności, z którego finansowana będzie pomoc dla znajdujących się w kłopotach banków.

Gunter Deuber z Raiffeisen Research ocenia, że co do zasady kraje naszego regionu powinny być zainteresowane uczestnictwem w unii bankowej. "50-80 proc. aktywów sektora w poszczególnych krajach Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej jest kontrolowane przez inwestorów zagranicznych. Poza tym doświadczenia regionu związane z Inicjatywą Wiedeńską pokazują pozytywne skutki koordynacji międzynarodowej" - uzasadnia. Wśród korzyści wymienia również to, że nadzór na poziomie europejskim pozwoliłby na ograniczenie wydatków. "To ma szczególne znaczenie w Europie Środkowo-Wschodniej, gdzie duża część rynków bankowych ma niewielkie rozmiary. Nie można zapominać, że obecne posunięcia regulatorów już ograniczają marże w branży bankowej" - pisze Deuber.

Ale zwraca też uwagę na związane z unią bankową czynniki ryzyka dla krajów naszego regionu. Wskazuje, że niechęć do niej jest związana z tym, że nowe rozwiązanie jest tworzone przede wszystkim po to, by rozwiązać bieżące problemy zachodnioeuropejskiego sektora bankowego. "Całkowicie sensowne jest nastawienie środkowoeuropejskich rządów spoza strefy euro, które chcą najpierw zobaczyć, jak nowa "paneuropejska architektura bankowa" może funkcjonować" - zauważa analityk Raiffeisena. Przypomina, że część krajów naszego regionu dziś nakłada na banki większe wymogi kapitałowe niż ma to miejsce w Europie Zachodniej (przykładem jest Polska, gdzie Komisja Nadzoru Finansowego wymaga utrzymywania współczynnika wypłacalności na poziomie 12 proc.).

Według niego jednolity nadzór może być niekorzystny dla środkowoeuropejskich państw z jeszcze jednego powodu: w unii bankowej będą obowiązywały wspólne zasady tzw. polityki makroostrożnościowej. Jeśli władze nadzorcze uznają, że w krajach unii bankowej rynek kredytowy rozwija się zbyt szybko, będą mogły wprowadzić dodatkowe ograniczenia dotyczące np. kapitałów. "Cykle finansowe trwają zwykle dłużej niż cykle koniunkturalne. Stanowisko regulatora w "paneuropejskiej architekturze bankowej" może nie pasować do wciąż częściowo niezsynchronizowanych z Europą Zachodnią cykli gospodarczych i finansowych w Europie Środkowo-Wschodniej" - pisze Gunter Deuber.

@RY1@i02/2013/124/i02.2013.124.05000020e.803.jpg@RY2@

Prognozy wzrostu rynku bankowego

Łukasz Wilkowicz

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.