Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Ceny nieruchomości strzelają w górę. Rząd Chin je uziemia

27 czerwca 2018

Za metr kwadratowy mieszkania w Pekinie płaci się średnio 13 tys. zł. Na dwa metry trzeba pracować pół roku

Jeśli dziś władze chińskie obawiają się protestów, to raczej z powodów ekonomicznych niż braku swobód obywatelskich. Jedną z potencjalnie najbardziej zapalnych kwestii są rosnące ceny nieruchomości. Dlatego ekipa Xi Jinpinga za wszelką cenę próbuje powstrzymać ten wzrost i - jak się wydaje - ma na tym polu pierwsze sukcesy.

W maju ceny nieruchomości w stu największych miastach wprawdzie nadal się zwiększały - o 6,9 proc. rok do roku i 0,81 proc. w porównaniu z kwietniem - ale przynajmniej tempo wzrostu spadło - podała agencja konsultingowa China Real Estate Index System. W kwietniu ceny były wyższe o 1 proc. w stosunku do marcowych.

To efekt kolejnych ograniczeń, jakie władze poszczególnych miast wprowadzają na rynek nieruchomości. Przoduje na tym polu Pekin. Dotychczas mieszkańcom stolicy zabroniono kupna więcej niż dwóch mieszkań, a osobom spoza - tylko jednego. W kwietniu wstrzymano wydawanie pozwoleń na przedsprzedaż mieszkań w inwestycjach, w których proponowane ceny metra kwadratowego władze miejskie uznają za zbyt wysokie. Pekin jako jedyne miasto wprowadził przy zakupie drugiego mieszkania obowiązek wpłaty własnej w wysokości 70 proc. jego wartości. Na zysk ze sprzedaży drugiego mieszkania nałożono podatek w wysokości 20 proc.

Jednak nawet jeśli udaje się nieco zatrzymać tempo wzrostu cen, nie zmienia to faktu, że ich poziom i tak jest już wysoki, w szczególności w stosunku do zarobków statystycznego Chińczyka. Za metr kwadratowy mieszkania w Pekinie płaci się średnio 27 tys. juanów, czyli ok. 13 tys. zł. Oznacza to, że przeciętny absolwent studiów, z zarobkami na poziomie 1500-2000 zł, musi oszczędzać przez pół roku, aby zarobić na 2 mkw. I to przy założeniu, że nie wyda na nic innego.

Oprócz Pekinu aktywne działania przeprowadza Szanghaj, który także boryka się z problemem galopujących cen. Nie wszystkim miastom zależy jednak na spowalnianiu ich wzrostu. Wpływy ze sprzedaży gruntów stanowią dla wielu z nich jedną czwartą budżetu, jest więc im to na rękę. Niektórzy specjaliści postulują, że sytuację poprawiłoby wprowadzenie ogólnonarodowego podatku od nieruchomości. To z kolei nie podoba się tym, którzy mają więcej nieruchomości. Np. wielu partyjnym dygnitarzom.

Wzrost cen - oprócz spekulantów - napędzają zwykli obywatele, m.in. zamożne rodziny, które kupują mieszkania dzieciom. Są one w stanie wiele zainwestować, bowiem w Chinach uważa się, że bez własnego lokum trudno znaleźć małżonkę. Rząd chiński ma więc twardy orzech do zgryzienia. W 2011 r. powstrzymał sześcioletnią galopadę cen, studząc branżę budowlaną, ale w konsekwencji zwolniła cała gospodarka. A ponieważ utrzymanie silnego tempa wzrostu stanowi dla chińskiego rządu priorytet, budowlance pozwolono na rozwój. Jednak wraz ze wzrostem gospodarczym znów zaczęły rosnąć ceny nieruchomości.

@RY1@i02/2013/107/i02.2013.107.00000070c.802.jpg@RY2@

Corbis/FotoChannels

Mieszkańcy okupują przeznaczony do rozbiórki budynek

Jakub Kapiszewski

jakub.kapiszewski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.