Zamiast zwalniać, przenoszą na część etatu
Rynek pracy
W IV kw. ubiegłego roku 343 tys. osób pracowało w niepełnym wymiarze czasu, choć mogłoby i chciało dłużej. To o 4,6 proc. więcej niż w tym samym okresie roku poprzedniego - wynika z badań aktywności ekonomicznej ludności prowadzonych przez GUS.
Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium, przekonuje, że przy spadku popytu na towary i usługi firmy zostały zmuszone do redukcji kosztów, w tym do zmniejszenia funduszu płac. - Przedsiębiorcy uznali jednak, że spowolnienie jest przejściowe. Dlatego część z nich zamiast zwalniać pracowników, obcięła im, za ich zgodą, część etatu - mówi Maliszewski.
W ten sposób pracodawcy chronią się też przed dodatkowymi wydatkami w przyszłości, gdy poprawi się koniunktura gospodarcza (nie będą musieli prowadzić kosztownej i czasochłonnej rekrutacji pracowników).
Do grupy osób, które chciałyby pracować dłużej, ale mają tylko część etatu, przybyło więcej mężczyzn niż kobiet. Ich liczba wzrosła o 9 tys. do 137 tys. A liczba kobiet pracujących na niepełnym etacie zwiększyła się o 6 tys. - do 206 tys.
Ponadto z danych GUS wynika, że w IV kw. ubiegłego roku w niepełnym wymiarze czasu pracowało w sumie ponad 1,2 mln osób, czyli 7,9 proc. ogółu pracujących. Wśród nich część pracowała tak z własnej woli. Inni - ze względu na opiekę nad dziećmi lub starszymi osobami. Zdaniem analityków w tym roku liczba osób zatrudnionych na niepełnym etacie wzrośnie. Powodem jest hamująca gospodarka.
Janusz K. Kowalski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu