Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Wirus ebola atakuje gospodarkę

26 czerwca 2018

Rządy Liberii, Gwinei i Sierra Leone już liczą straty. Rykoszetem może jednak oberwać cały kontynent

Jeszcze do niedawna media gospodarcze pisały o Afryce w samych superlatywach. Po dekadach marazmu Czarny Ląd zdawał się przebudzać, a w niektórych krajach wzrost PKB sięgnął wartości dwucyfrowych. Rozwój napędzał m.in. ułatwiony dostęp do technologii telekomunikacyjnych i gigantyczny napływ inwestycji zagranicznych, głównie w sektor surowcowy. Mieszkańcy Afryki stali się bogatsi, a przez to bardziej atrakcyjni dla zagranicznych koncernów jako potencjalni klienci. Do tego kontynent jest i jeszcze długo pozostanie młody, co tylko polepszało ekonomiczne widoki na przyszłość. Tak jak druga połowa XX w. należała do Azji, XXI w. miał należeć do Afryki.

Największa w historii epidemia eboli nie pozbawia kontynentu jego atutów, ale może być poważną przeszkodą na drodze do dalszego dynamicznego rozwoju. Decydenci w afrykańskich stolicach mają tego świadomość, pomni faktu, że znacznie mniej tragiczna pod względem ofiar (800 osób) epidemia SARS w Azji z 2003 r. spowodowała straty dla światowej gospodarki w wysokości 50 mld dol. Tym razem może być znacznie gorzej, biorąc pod uwagę, że choroba dotknęła kraje słabo rozwinięte.

- Z powodu wirusa nasza gospodarka skurczyła się o 30 proc. - lamentował w wywiadzie dla BBC Joseph Sam Sesay, szef resortu rolnictwa Sierra Leone. Minister przesadził, bo instytucje międzynarodowe wróżą na razie obniżenie wzrostu PKB o kilka punktów procentowych. Ale nie ulega wątpliwości, że im dłużej ebola będzie zabijać, tym większe straty poniesie gospodarka.

Spowolnienie mocno uderzyło w Liberię, najbiedniejsze z państw dotkniętych epidemią. Bank Rozwoju Afryki alarmuje, że rząd w Monrowii musi pilnie znowelizować opiewający na 559 mln dol. budżet, bowiem tylko w maju i czerwcu wpływy podatkowe zmniejszyły się o 12 mln dol. Zabójcze dla gospodarki może być ograniczenie działalności koncernów wydobywczych. Sektor ten odpowiadał za 16 mld dol., czyli większość inwestycji zagranicznych w kraju od końca wojny domowej w 2003 r. Koncern Arcellor Mittal został zmuszony wstrzymać projekt trzykrotnego zwiększenia wydobycia rudy żelaza w kopalni Yekepa po tym, jak podwykonawcy podjęli decyzję o wycofaniu 645 pracowników. Na razie firma planuje wydobyć w tym roku 5 mln ton.

Znacznie ostrzej zareagowali na epidemię menedżerowie koncernu Vale, największego wydobywcy rudy żelaza na świecie. Firma była zaangażowana w Simandou, największej kopalni surowca w Afryce leżącej we wschodniej Gwinei. Jej pracownicy zostali wysłani na przymusowe postojowe. Po wykryciu kilku przypadków zachorowania na wirusa w przyzakładowym szpitalu o wstrzymaniu produkcji zdecydowali również Chińczycy z China Union, którzy planowali wydobyć w tym roku 500 tys. ton rudy żelaza. Wirus zagraża również innym ważnym sektorom liberyjskiej gospodarki; produkcję ograniczają np. producenci oleju palmowego i kauczuku.

Wirus oznacza problemy nie tylko dla wielkich koncernów, ale i dla lokalnej wymiany towarowej. W celu ograniczenia rozprzestrzeniania się choroby rządy wprowadziły ograniczenia w poruszaniu się. To pociągnęło za sobą uwiąd lokalnego handlu, przede wszystkim żywnością. W wielu miejscach ludziom zajrzał w oczy głód. Co więcej, problemy z jedzeniem utrzymają się przez dłuższy czas, bowiem z obawy przed chorobą wielu rolników postanowiło porzucić swoje pola i zostać w domach. Światowy Program Żywnościowy, agenda ONZ powołana w celu zwalczania głodu, szacuje swoje zaangażowanie w Gwinei, Liberii i Sierra Leone na 70 mln dol. Oprócz tego dotknięte epidemią kraje mogą liczyć na 200 mln dol. pomocy od Programu Rozwoju ONZ i Światowej Organizacji Zdrowia.

Afrykańskie rządy najbardziej jednak obawiają się stygmatyzacji z powodu eboli, która może dotknąć kraje leżące tysiące kilometrów od ognisk choroby. O ile Sierra Leone, Liberia i Gwinea nie mają rozwiniętych branży turystycznych, więc wstrzymanie lotów przez większość międzynarodowych przewoźników nie spowoduje załamania gospodarczego, o tyle martwią się kraje, które żyją z turystyki. Już w tej chwili z Kenii dochodzą sygnały o anulowanych wycieczkach do tamtejszych parków narodowych. A właściciel biura podróży z RPA skarżył się na łamach "Wall Street Journal" na odwołane z obawy przed ebolą wycieczki z Azji do Kapsztadu.

@RY1@i02/2014/164/i02.2014.164.00000090a.803.jpg@RY2@

Wzrost PKB w krajach zaatakowanych epidemią

Jakub Kapiszewski

 jakub.kapiszewski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.